czwartek, 30 wrzesień 2010 11:10

Liniowy, dochodowy, przychodowy...

Napisane przez

Chociaż zgadzam się ze stwierdzeniem zawartym w artykule p. Mateusza Machaja, że każdy podatek jest redystrybucyjny, alokacyjny i fiskalny, to pozwolę sobie zgłosić kilka uwag do przedstawionych argumentów przeciwko liniowemu:

1. Liniowość a socjalizm ? w pełnym systemie socjalistycznym obowiązuje podatek liniowy w wysokości 100% ? to prawda, bo nie byłoby sensu nakładać wyższych podatków niż 100%. Tyle że równie dobrze można stwierdzić, że skrajny kapitalizm polega na zerowej redystrybucji, a więc likwidacji wszelkich podatków. Wtedy każdy będzie płacił państwu taką samą część (0%) swoich dochodów, więc można nazwać taką propozycję podatkiem liniowym ze stawką 0%. Liniowość podatku nie przesądza, czy system jest socjalistyczny czy nie. Decyduje o tym poziom redystrybucji, co jest zresztą zgodne z innym argumentem autora.
2. Czy forma podatku jest ważna? ? Zamiana podatku dochodowego na przychodowy wcale nie oznacza ani wzrostu obciążeń, ani zmniejszenia wpływów budżetowych. To zależy od wysokości stawek (ale nie tylko, o czym za chwilę). Przynajmniej teoretycznie można by zastąpić podatek dochodowy podatkiem przychodowym (o niższej stawce), który powodowałby takie same wpływy do budżetu, a więc równocześnie takie samo (średnio) obciążenie dla opodatkowanych. Co nie znaczy, że forma podatku nie jest ważna: jeśli nie zmieniamy skali redystrybucji, to generalnie przychodowy powinien być mniej korzystny dla firm ponoszących straty (bo mimo strat zapłacą podatek), skorzystałyby natomiast firmy rentowne (zapłaciłyby podatki niższe o tyle, ile budżet zabrałby firmom nierentownym). Słabe firmy szybciej by upadły i zostawiły miejsce dla tych lepszych. Trzeba zwrócić uwagę na jeszcze jedną istotną kwestię: jeśli firma A kupuje coś od firmy B za 100 zł i firma B od firmy A za 100 zł, to przy wariancie przychodowym obie zapłacą podatek. To mogłoby skłaniać je do zaniżania przychodów: mogłyby się np. umówić, że (na papierze) płacą sobie po 1 zł. Wprawdzie obie tracą w ten sposób część przychodów, ale ponoszą o tyle samo niższe koszty ? traci jedynie państwo. A jeśli jakiś produkt, zanim trafi do konsumenta, przechodzi przez łańcuch podmiotów, to podatek przychodowy zostanie pobrany kilka razy (od każdego ogniwa raz). Ze względów podatkowych opłaciłoby się wtedy połączyć wszystkie te firmy i zapłacić podatek tylko raz. Podatek dochodowy jest pod tym względem neutralny, a więc moim zdaniem lepszy. Ale jest bardziej skomplikowany (pod tym względem gorszy), bo wymaga od podatników ewidencji nie tylko przychodów, ale i kosztów. Dlatego wielu z tych drobnych przedsiębiorców, którzy mogą płacić przychodowy zamiast dochodowego wybiera przychodowy (chyba że będzie on stanowił istotnie wyższe obciążenie dla przedsiębiorcy). Oczywiście, jeszcze prostsza jest karta podatkowa (coś w rodzaju "pogłównego" dla firm).
3. Ulgi ? wymagają dodatkowej ewidencji i poświęcania części czasu (który można by spożytkować efektywniej dla gospodarki) na zastanawianie się, co jest korzystniejsze z punktu widzenia podatków. Dlatego są złe. Nie potępiam samego korzystania z ulg (skoro są, to trzeba z nich korzystać), ale ich tworzenie. Lepszy jest system z niższymi stawkami i bez ulg niż z ulgami, ale przy wyższych stawkach (przy tej samej skali redystrybucji). Zwracam też uwagę, że ulgi mają, podobnie jak same podatki, charakter redystrybucyjny (od niekorzystających z ulg do korzystających) i alokacyjny. Państwo "zachęca" mnie do wydawania pieniędzy na jedne cele (np. gorsze i droższe produkty od znajomego urzędników) i "zniechęca" do innych wydatków, czyli w pewnym stopniu państwo wpływa na moją decyzję o tym, na co wydam pieniądze. Są co prawda antyfiskalne (to dobrze), ale można argumentować, że pieniądze, przynajmniej w pewnych przypadkach, przechodzą przez ręce urzędników ? najpierw ja zapłacę, a potem zwrócą mi ulgę (albo i nie, jeśli zgubię dowód zakupu). Natomiast ucieczka do sektorów nieopodatkowanych (niżej opodatkowanych) nie wynika ani z nałożenia podatków (może to sprzyjać rezygnacji z działalności), ani z wprowadzenia ulg, tylko z obu czynników jednocześnie. Na przykład, jeśli w KRUS i ZUS płaciłoby się takie same stawki (nawet wysokie), to jaki sens miałyby przenosiny do tego pierwszego?
4. Sprawiedliwość ? to nie jest pojęcie ekonomiczne. Tak jak wspomniany w artykule "lewicowiec" uważa, że im większa progresja, tym podatki bardziej sprawiedliwe, tak ja jestem zwolennikiem niezmieniania przez podatki dochodowe proporcji dochodów (bo cóż sprawiedliwego jest w tym, że jeden od zarobionej złotówki zapłaci 40 gr podatku, a drugi 20 gr)? Ale to świadczy jedynie o różnym pojmowaniu sprawiedliwości (oczywiście, co najmniej jeden z nas błędnie pojmuje sprawiedliwość). Problemu nie da się rozstrzygnąć na gruncie ekonomii. Podam jednak taki argument: komuś, kto ma dwa razy większe dochody, przychody, dwa razy większy majątek, dwa razy większe posiadłości ziemskie itd., temu prawdopodobnie państwo będzie dwa razy bardziej potrzebne, bo ma dwa razy więcej do stracenia i dwa razy więcej można mu ukraść (chyba że wynajmie sobie prywatną ochronę).
5. Neutralność podatkowa ? argument o tym, że sektor publiczny jest konsumentem podatków i (jako całość) nie płaci podatków, uważam za bardzo trafny. Jednak zaleta neutralności liniowego nie jest przez to przekreślona, tylko osłabiona. Żaden podatek nie jest do końca neutralny. Ale jeśli czynimy zróżnicowanie podatków (i pomocy publicznej) między podatnikami (poza sektorem publicznym) za pomocą progresji, ulg czy dotacji, to (oprócz przesuwania środków do konsumentów podatków) przesuwamy środki od jednych podatników do drugich, czyli dodatkowo deformujemy rynek.
Podsumowując, im mniejsza skala redystrybucji tym lepiej. Ale forma podatków i stopień ich skomplikowania też nie są bez znaczenia. A jeśli podatki muszą być, to niech będą możliwie niskie i jak najbardziej neutralne dla rynku.
Na koniec zwrócę uwagę na jeszcze jedno: faktycznie dyskusja i przytaczane argumenty (także moje) dotyczą podatku proporcjonalnego, czyli szczególnego przypadku liniowego. Ale definicja funkcji liniowej nie wyklucza wyrazu wolnego różnego od zera, którego odpowiednikiem w przypadku podatku liniowego jest kwota wolna od podatku. Jeśli byłaby ona odpowiednio duża, to można sobie wyobrazić i taki liniowy, przy którym najbiedniejsi nie płacą wcale podatku, a efektywna stopa podatkowa będzie rosnącą funkcją dochodu, zbieżną do nominalnej stopy.

Krzysztof Kurnatowski
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Wyświetlony 6793 razy

Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.