Wydrukuj tę stronę
czwartek, 11 listopad 2010 16:40

Jak prywatyzować?

Napisał

Bardzo mnie cieszą polemiki Tomasza Węckiego ("OnP" 11/23) i Tomasza Teluka. Szczególnie, że zgadzamy się co do celu, który mamy osiągnąć. Niestety, pojawia się spór co do sposobu dojścia do niego, który powinniśmy wybrać.

(Sami Panowie prawdopodobnie mogliby ze sobą również się pospierać, ponieważ każdy z nich dokonuje ataku na moje propozycje z innej strony).
Zacznijmy od zarzutu, jakoby nie było czegoś takiego jak "zła prywatyzacja". Tutaj autor ewidentnie się zapędził, ponieważ coś takiego jak "zła prywatyzacja" rzeczywiście istnieje. Pan Węcki zapomniał, że gdy mówimy o prywatyzacji, nie chodzi li tylko o przekazanie majątku w ręce prywatne, ale także, a może nawet przede wszystkim, we właściwe ręce prywatne. Dla przykładu: jestem zwolennikiem prywatyzacji ulic, ale uważam, że sprywatyzowanie ich poprzez przekazanie całości Ben Ladenowi lub politykom SLD będzie krokiem godnym potępienia. Sposób prywatyzacji ma jak najbardziej znaczenie, więc możemy mieć do czynienia ze "złą prywatyzacją". Analogicznie uważam, że prywatyzacja telewizji poprzez przekazanie jej byłym aparatczykom jest także krokiem godnym potępienia. Jako wolnorynkowcy musimy pamiętać nie tylko, że ważna jest własność, ale własność nabyta prawowicie. Nie można o tym zapominać.
Zdaniem mojego oponenta lepszym sposobem niż uwłaszczenie (przekazanie kopalń bezpośrednio w ręce górników) jest upeerowska propozycja zlicytowania całego majątku. Dlaczego? Ponieważ "minimalizuje możliwość korupcji i nepotyzmu, nie dość, że zapewnia maksymalny dochód do skarbu państwa, to jeszcze na koniec wyraźnie widać, kto został nowym właścicielem" (moje podkreślenie). To ja może odpowiem, dlaczego uważam, że uwłaszczenie jest lepsze. Mianowicie dlatego, że "minimalizuje możliwość korupcji i nepotyzmu i nie dość, że zapewnia zerowy dochód do skarbu państwa, to jeszcze na koniec widać, kto został nowym właścicielem".
Przewaga uwłaszczenia polega na tym, że eliminuje możliwość korupcji i nepotyzmu w sposób co najmniej tak samo wyraźny, jak również identycznie pokazuje, kto jest właścicielem. Współwłasność to nic nowego w systemie gospodarki rynkowej, a wiele udziałów rozdzielonych pomiędzy pracowników to nie rynkowy pryszcz, tylko taka struktura prywatnej własności. Najważniejsza jednak sprawa to te nieszczęsne dochody z tytułu prywatyzacji. W ostatnim artykule podkreśliłem, że państwo nigdy legalnie nie posiadało aktywów, które teraz chce prywatyzować. Na jakiej podstawie moralnej ma zatem czerpać teraz z tytułu ich nieprawnego posiadania dochody? Prawowita własność pozwala na czerpanie pieniężnych dochodów z tytułu jej posiadania i sprzedaży. Jakie jest zatem etyczne uzasadnienie dla tego, aby władza, która prawowicie nie posiada tych środków, skorzystała na ich sprzedaży, "maksymalizując dochody państwa"? Ma sprzedać majątek po to, aby finansować dobieraną przez siebie konsumpcję (budżet państwa), realizując swoje własne potrzeby? To, że na licytacji zarobią biurokraci, politycy i powiązane z nimi grupy interesów ("budżet państwa"), nie jest dla mnie plusem. Wprost przeciwnie, chciałbym bowiem, żeby oni w ogóle na tym nie zarobili.
Autor zaznacza, że w takim towarzystwie uwłaszczenie wygląda "jak podejrzane rozdawnictwo". Chyba coś przeoczyłem. To licytacja wygląda jak zarabianie ogromnych pieniędzy na sprzedaży czegoś, czego się legalnie nie posiada. Mało tego. Nie dość, że tak wygląda, to w rzeczy samej taka jest. Biurokrata czerpie niesamowite korzyści ze zbywania czegoś, co nie jest jego własnością. Gdzie tu moralność? Uwłaszczenie nie jest rozdawnictwem, ponieważ majątku nie dostają przypadkowe osoby. Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie: kto jest najbardziej uprawniony do majątku? Do kogo powinna należeć kopalnia? Kto powinien prawowicie nabyć tytuł własności?
Ciekawy wydaje się komentarz, że "do przeprowadzenia restrukturyzacji potrzeba jednego właściciela, posiadającego przynajmniej większość udziałów". Odnoszę nieodparte wrażenie, że autor bardziej wierzy w samą licytację, niż w działanie mechanizmu rynkowego. Kiedy przedsiębiorstwo funkcjonuje w otoczeniu własności prywatnej, wyznacznikiem jego sukcesów są zyski i straty. Ex ante nie ma wytycznych, jaka powinna być struktura własności, wielkość firmy itd. To zagadnienie wyjaśni tylko działanie jednostek w gospodarczym ogniwie. Stąd o zarządzaniu kopalni będą decydować właściciele, którymi w naszym przypadku będą górnicy. Będą źle zarządzać? Akcje zaczną spadać, wobec czego zmniejszy się wielkość wynagrodzenia. Część z nich zauważy korzyść z przejścia do innego sektora, w którym płace są wyższe, a część sprzeda udziały. Być może większość zdecyduje się pracować przy niższych płacach i wyższym zatrudnieniu ze względu na sentyment. Jak zaznaczyłem wcześniej w artykule: nie interesuje nas, co się będzie działo po uwłaszczeniu. Majątek staje się w pełni prywatny i to prywatni właściciele decydują o tym, co robić ze swoją własnością. W skutecznej prywatyzacji chodzi o to, aby przekazać majątek tym, którym się to należy i pozwolić na działanie.

(?)
Mateusz Machaj
Wyświetlony 5071 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.