piątek, 12 listopad 2010 14:46

Liberalna koncepcja państwa (10) Krytyka państwa opiekuńczego

Napisał

Kolejny fragment pracy magisterskiej Tomasza Cukiernika, obronionej w ubiegłym roku na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Autor prezentuje w niej prawicowe koncepcje państwa oraz precyzuje i porządkuje terminologię liberalną.

Zakaz zakazywania!
Według Hayeka, "wolność jest stanem braku przymusu ? istnieje tylko wtedy, gdy człowiek nie jest narażony na przymus wynikający z arbitralnej woli innych ludzi"1. Liberałowie najwyżej cenią sobie wolność jednostki i wolność wyboru, dlatego sprzeciwiają się jakimkolwiek zakazom i nakazom. Opowiadają się natomiast za wolnością gospodarczą, polityczną (wolnością myśli, słowa ? nieskrępowanego wyrażania poglądów i dostępu do informacji, zgromadzeń, zrzeszania się, poruszania się), religijną, osobistą (czynienia wszystkiego, co nie ogranicza wolności drugiego człowieka, wolnością wyboru drogi życiowej i pracy), społeczną (równość wobec prawa), narodową (suwerenność i prawo narodów do samostanowienia), międzynarodową (zakaz użycia siły, zbrojeń, agresji). Według liberałów, dorośli, świadomi i odpowiedzialni ludzie są na tyle inteligentni, że potrafią odróżnić, co jest dla nich dobre, a co złe. Państwo nie powinno za nich decydować, czy mogą zażywać narkotyki, upijać się wysokoprocentowym alkoholem, palić papierosy, tracić swoje ciężko zarobione pieniądze podczas gry w ruletkę, sprzedawać swoje ciało czy obcować z pornografią. Każdy dorosły człowiek powinien mieć możliwość zdecydowania o własnym postępowaniu ? w końcu skutki swojego nieodpowiedzialnego postępowania odczuje sam na własnej skórze.
Tymczasem jednym z przejawów państwa opiekuńczego jest chęć regulacji wszystkiego, co tylko możliwe. Lewica pod pozorem ochrony społeczeństwa, rzekomo dla jego dobra, wprowadza różnorakie zakazy i ograniczenia. W rezultacie powoduje to nie tylko ograniczenie wolności jednostek, ale także wiele innych negatywnych skutków, które są z reguły jeszcze gorsze, niż gdyby tych zakazów i ograniczeń w ogóle nie było. Jak pisze Janusz Lewandowski, "liberalny imperatyw wolności oparty jest na empirycznie weryfikowalnym przekonaniu, że saldo pozytywnych i negatywnych następstw wolności będzie zawsze dodatnie. Wolność ceniona jest jako niezbywalny składnik ludzkiej godności i jako warunek kreatywności społeczeństwa"2. Najlepszym przykładem powyższej tezy jest prohibicja alkoholowa w Stanach Zjednoczonych w latach 1920-1933: "liczba aresztów w Detroit spowodowanych pijaństwem stale wzrastała, z 6590 w 1920 r. do 28 804 w 1928 r. Zwyczaj picia umocnił się wyraźnie w okresie prohibicji, nawet wśród członków Kongresu. W okresie 10 lat (w latach dwudziestych) produkcja trzciny cukrowej wzrosła prawie pięciokrotnie. (...) w okresie prohibicji wzrosło spożycie wódki z 0,3 galona do 1,86 galona (520%), wina z 0,44 do 0,87 galona (97%) i piwa z 1,26 do 6,9 galona na osobę (447%). (...) Liczba wypadków śmiertelnych spowodowanych spożyciem nieczystego alkoholu była ogromna i rosła z roku na rok. Z 480 tys. galonów alkoholu skonfiskowanego w stanie Nowy Jork w okresie prohibicji, około 98% było skażonych"3. Podczas prohibicji ludzie nie tylko pili więcej alkoholu, ale dodatkowym negatywnym, nieprzewidzianym przez ustawodawców skutkiem było powstanie mafii, która nielegalnie stworzyła czarny rynek produktów alkoholowych. Negatywne skutki prohibicji alkoholowej w USA opisuje Milton Friedman: "trzeba było wybudować nowe więzienia, by zamknąć w nich przestępców, którzy mnożyli się w wyniku przemianowania picia spirytualiów na zbrodnię przeciwko państwu. Prohibicja poderwała szacunek dla prawa, skorumpowała policję i straż więzienną. Tworzyła dekadencki klimat moralny. Nie powstrzymała natomiast konsumpcji alkoholu"4. W dzisiejszych czasach politykę utrudniającą życie konsumentom alkoholu prowadzą, między innymi, Szwecja i Finlandia. Jednak utrudnianie sprzedaży (szwedzki państwowy monopol prowadzi sprzedaż alkoholu tylko w specjalnych sklepach, których jest niewiele) i wysokie ceny "napojów wyskokowych" (poprzez wysokie opodatkowanie) w tych krajach nie spowodowały mniejszego spożycia alkoholu, a ludzie upijają się bardziej i częściej niż w innych krajach, gdzie nie prowadzi się tak restrykcyjnej polityki antyalkoholowej. Obecnie taka sama sytuacja, jak podczas amerykańskiej prohibicji alkoholowej, dotyczy narkotyków: "jak wynika z ostatnich badań holenderskiego ministerstwa zdrowia (przeprowadzonych przy współpracy Uniwersytetu w Amsterdamie), spożycie marihuany na osobę jest znacznie mniejsze w Holandii [gdzie marihuana jest łatwo i legalnie dostępna] niż w USA [gdzie zwykłe jej posiadanie jest poważnym przestępstwem]. Na podstawie badań stwierdzono, że 15,6% Holendrów powyżej 12. roku życia usiłowało lub próbowało zażywać marihuany, podczas gdy w USA odsetek ten jest równy 32,9%. Podobnie ponad dwukrotnie większy jest odsetek zażywających marihuanę w ciągu "ostatniego miesiąca" ? w Holandii przyznało się do tego 2,5% ankietowanych, podczas gdy w USA ? 5,1%"5. Także "w 12 stanach USA, gdzie w latach 70. XX wieku zdekryminalizowano nabywanie i posiadanie cannabies, nie zwiększył się wzrost konsumpcji tych narkotyków. (...) prohibicja jest w gruncie rzeczy czynnikiem bez znaczenia dla rozmiarów konsumpcji narkotyków"6.
Ponadto profesor Friedman uważa, że "uzależnionemu powodziłoby się o wiele lepiej, gdyby narkotyki były legalne. Obecnie narkotyki są zarówno ogromnie kosztowne, jak i niepewnej jakości. Uzależnieni doprowadzeni są do konieczności obcowania z przestępcami, aby dostać narkotyki i sami się nimi stają, aby sfinansować nałóg. Ryzykują oni stałe niebezpieczeństwo śmierci i choroby. (...) Ocenia się, że 33 do 50 procent wszystkich przestępstw przeciwko zdrowiu i mieniu w Stanach Zjednoczonych jest popełnianych albo przez narkomanów, dokonujących przestępstw dla sfinansowania nałogu, albo na skutek konfliktów pomiędzy konkurującymi grupami popychaczy narkotyków. Gdyby zalegalizować narkotyki, przestępczość uliczna spadłaby w sposób dramatyczny i natychmiastowy. (...) próby zakazu ich używania czynią więcej szkody, zarówno użytkownikom narkotyków, jak i reszcie z nas. Legalizacja narkotyków zmniejszyłaby przestępczość i równocześnie poprawiłaby przestrzeganie prawa. (...) Tak długo jak długo wiążą się z tym znaczne sumy pieniędzy ? a muszą się wiązać, skoro narkotyki są nielegalne ? położenie kresu temu handlowi lub chociaż doprowadzenie do poważnego ograniczenia jego rozmiarów jest dosłownie niemożliwe"7. Warto zaznaczyć, że "działania policyjne są w stanie doprowadzić przeciętnie do przejęcia i likwidacji około 10% nielegalnej podaży wszelkich narkotyków"8, a "około trzech czwartych wszystkich Âťbrudnych pieniędzyÂŤ ÂťpranychÂŤ rokrocznie w Europie pochodzi z handlu narkotykami"9. Legalizacja narkotyków zlikwidowałaby czarny rynek narkotykowy i związaną z nim przestępczość zorganizowaną, a z drugiej strony drobną przestępczość narkomanów, skierowaną na zdobycie pieniędzy, by sfinansować nałóg.
Ponadto Milton Friedman twierdzi, że gdyby zalegalizowano narkotyki, policja miałaby więcej pieniędzy i środków, by zwalczać inne formy przestępczości. Natomiast, według noblisty, "perswazja i przykład mają o wiele większe szanse na przyniesienie daleko lepszych skutków, niż używanie siły"10. Dlatego właśnie rolą rządu jest przekazywanie społeczeństwu informacji, "które nie są powszechnie dostępne, na temat wad i zalet spożywanych przez nas produktów oraz dodatnich i ujemnych stron wykonywanych przez nas działań. Ale jednocześnie niech nam pozostawi swobodę wyboru postępowania"11.
Ponadto z polityką prohibicyjną wiąże się tworzenie "specjalnych instytucji i agend przeznaczonych bądź to do zapobiegania, bądź też do zwalczania zachowań dewiacyjnych. Z funkcjonowaniem tych instytucji i agend związane są zresztą nie tylko koszty o charakterze finansowym, pokrywane z kieszeni podatników, ale także koszty o charakterze psychospołecznym związane z tym, że ich działalność wiąże się najczęściej z koniecznością ingerencji w sferę wolności osobistych obywateli, a nawet z poważnym ograniczeniem tych wolności"12. Tymczasem koszty egzekwowania prohibicji są niezwykle wysokie: "w roku 1997 w USA wydano na te cele już 48 miliardów USD"13. Poza tym z powodu więzienia narkomanów „zakłady karne coraz częściej stają się wręcz rozsadnikami problemu narkomanii, albowiem często ma w nich miejsce inicjacja narkotykowa więźniów, którzy narkotyków wcześniej nie używali"14.
W ostatnich latach działacze lewicy na całym świecie próbują zwalczać palenie tytoniu. W związku z tym stopniowo wprowadza się zakazy palenia w miejscach publicznych, zakazy reklam wyrobów tytoniowych, a równocześnie podnosi się wysokość akcyzy na papierosy. Na przykład, w Unii Europejskiej łącznie podatki nałożone na najpopularniejsze w danym kraju papierosy wynoszą od 210% w Luksemburgu do 445% w Danii, co stanowi średnio 75% ceny paczki! Na żądanie Brukseli Polska będzie zmuszona do 2008 roku zwiększyć akcyzę na papierosy o 500%! Takie podatki z reguły nie zmniejszają liczby palaczy, a zachęcają do rozwoju przemytu na wielką skalę. Obecnie około jedna trzecia papierosów w Unii Europejskiej jest sprzedawana na czarnym rynku, co powoduje roczne straty w wysokości 10-12 mld dolarów z tytułu niezapłaconych podatków. Co ciekawe, uprawa tytoniu jest w Unii Europejskiej dotowana, co zakrawa na rozdwojenie jaźni rządzących Unią. Nowy Jork, gdzie papierosy są obciążone bardzo wysokim podatkiem, traci rocznie 40 mln dolarów z powodu przewozu wyrobów tytoniowych ze stanów, gdzie są one o wiele tańsze.
W stanie Kalifornia, a także w Nowym Jorku, od kilku lat istnieje zakaz palenia w lokalach gastronomicznych, jednak gorzej jest z egzekwowaniem tego prawa, a na dodatek wystąpiły jeszcze inne negatywne skutki: spadają obroty lokali i ich właściciele zmniejszają zatrudnienie. W Nowym Jorku zwolniono 6% pracowników15. Tymczasem nie powinno się wprowadzać takich zakazów, jeśli towar jest legalny. O ewentualnym zakazie palenia w lokalu gastronomicznym powinien decydować jego właściciel, a nie państwo czy władze samorządowe. Jednak kryzys w gastronomii to nie wszystko. Skutkiem zakazów reklam papierosów na imprezach sportowych może być wkrótce ich likwidacja. Na przykład, w Belgii z powodu zakazu reklamowania papierosów na zawodach sportowych w 2003 roku nie odbędą się wyścigi Formuły 1 w Spa, ponieważ właśnie firmy tytoniowe były głównymi sponsorami. Podobnie w Austrii, gdzie wyścigi na torze A1 Ring po raz ostatni odbędą się w 2003 roku. Zawody te przenoszone są do krajów, gdzie nie ma zakazów reklamy tytoniu, na przykład, do Chin, Bahrajnu, Turcji, Rosji. W Polsce zakaz reklamy piwa bardzo odczuły kluby sportowe, które z tego powodu utraciły wiele środków finansowych.
Kolejnym negatywnym skutkiem zakazów reklam papierosów, alkoholu, leków na receptę czy hazardu jest spadek wpływów z reklam gazet, stacji radiowych i telewizyjnych. Może to spowodować ograniczenie wolności mediów, które z braku pieniędzy przestaną być niezależne i łatwiej będą ulegać wpływom politycznym czy kręgów biznesowych. Już teraz niektóre gazety plajtują, a inne muszą ograniczać koszty. Tymczasem "nie ma korelacji między reklamowaniem papierosów i alkoholu a zwiększaniem się liczby uzależnionych. We Włoszech i Norwegii wprowadzono zakazy reklamy tytoniu odpowiednio w 1962 r. i 1975 r., ale palaczy wcale nie ubyło. (...) W Finlandii po zakazaniu reklamy w 1979 r. odsetek młodzieży poniżej 18 lat sięgającej po produkty tytoniowe wzrósł o 7 proc. (...) młodzież francuska pije dziś więcej niż w roku 1991, kiedy wprowadzono zakaz reklamy alkoholu"16. Badania wykazały, że reklama tytoniu czy alkoholu nie zwiększa liczby palaczy czy pijących, a może jedynie wpływać na kupno używki innej marki. Milton Friedman jest zdania, że wolny człowiek powinien mieć prawo również do tego, aby sobie szkodzić paleniem, piciem czy zażywaniem narkotyków. Oczywiście, osoby narażone na bierne palenie mogą palacza zaskarżyć do sądu. Państwo powinno jedynie zakazać zażywania używek osobom niepełnoletnim, które nie mogą w pełni o sobie decydować. A także zabraniać ich reklamy w mediach młodzieżowych.
Państwo nie powinno natomiast zakazywać rozmów przez telefon komórkowy, nakazywać używania w samochodzie pasów bezpieczeństwa czy kasków podczas jazdy rowerem czy motocyklem, ponieważ w tych przypadkach kierowca może zaszkodzić przede wszystkim swojemu bezpieczeństwu, a nie innym uczestnikom ruchu. Tego typu przepisy ograniczają bowiem wolność wyboru. Jak wykazały badania, używanie telefonów komórkowych jest przyczyną tylko 1,5% wypadków drogowych w USA. Jest to mniej niż wypadki spowodowane jedzeniem w pojeździe kanapki, rozmową ze współpasażerem czy kłótnią kierowcy przed prowadzeniem samochodu. Takie zachowania nie są jednak (na szczęście) zabronione. W Stanach Zjednoczonych 100 mln ludzi przyznaje się do używania komórki w czasie jazdy. Gdyby to rzeczywiście zagrażało ruchowi drogowemu, to już dawno doszłoby do katastrofy na drogach17.
Liberałowie opowiadają się także za pełnym dostępem do broni palnej (druga poprawka do Konstytucji USA z 1791 roku zakazuje wprowadzania ograniczeń prawa do posiadania broni). Zakaz musi obejmować jedynie ludzi psychicznie chorych czy mających konflikt z prawem karnym. Państwo powinno prowadzić tylko rejestr osób posiadających broń. Jak pisze Jan Fijor, zakaz posiadania broni w niektórych stanach USA nie przeszkadza „złoczyńcom strzelać i mordować. Przestępca nie ma bowiem problemów ze zdobyciem broni. Mają je jedynie potencjalne ofiary, które wskutek zakazów stają się bezbronne”18. Na przykład, "na terenie Anglii i Walii, od kiedy weszło w życie (1968 r.) kolejne prawo ograniczające dostęp do broni (Firearms Act), liczba legalnie posiadanych karabinów i pistoletów spadła w ciągu 22 lat o 35 procent. Jednocześnie w tym samym czasie liczba rozbojów z użyciem broni palnej wzrosła o 630 procent! (z 464 w 1968 r. do 3390 w 1990 r.). (...) Do 1988 r. (poprawka do Firearms Act) w Anglii i Walii zarejestrowanych było 882 tys. legalnie używanych dubeltówek (sport, polowania etc). W wyniku restrykcji ze strony państwa już cztery lata później legalne wykorzystanie tego rodzaju broni zmniejszyło się o prawie 200 tys. sztuk (22 procent), co oczywiście utrudniło życie Bogu ducha winnym ludziom. A co, jeśli chodzi o dubeltówki nielegalne? W ciągu czterech lat od 1988 (692 szt.) do 1992 (1008 szt.) nastąpił wzrost ich posiadania o 31 procent! Od czasu kiedy w 1997 r. na terenie Anglii i Walii wprowadzono dalsze utrudnienia w dostępie do pistoletów (tzw. First Act i Second Act), rokrocznie następuje wzrost liczby przestępstw z użyciem broni. Np. liczba zabójstw od 1998 r. wzrosła do 2001 r. o 55 procent"19. Wskaźniki przestępczości w amerykańskim stanie Vermont, gdzie nie potrzeba zezwolenia na jej posiadanie, należą do najniższych w całych Stanach Zjednoczonych. Przytoczone wyżej fakty jednoznacznie dowodzą, że ograniczenia i zakazy posiadania broni nie powodują poprawy bezpieczeństwa, a "utrudnienia w dostępie do broni służą przestępcom i powodują rozbrojenie potencjalnych ofiar. Nawet najbardziej surowe ograniczenia nie zmniejszają liczby kryminalistów, którzy i tak znajdą dostęp do broni. Antywolnościowe prawo skazuje niewinnych ludzi na bezbronność"20.
Według liberałów, również wszystkie formy hazardu powinny być legalne i bez jakichkolwiek obowiązków koncesyjnych czy limitów, a państwo nie ma prawa posiadać monopolu na gry loteryjne.
Liberałowie opowiadają się również za legalizacją prostytucji. Wynika to przede wszystkim z wolności, jaką powinien mieć każdy człowiek. Jednak może to przynieść także wiele innych korzyści. Zostałaby zlikwidowana mafia i całe środowisko przestępcze, które istnieje w wyniku zakazu prostytucji. Ponadto tam, gdzie prostytucja jest nielegalna, dochodzi do handlu kobietami, których położenie w takich wypadkach jest tragiczne: "zyski z prostytucji to także nieujęte w żadnych statystykach przychody z handlu żywym towarem. (...) handel kobietami na Bałkanach oraz w byłych republikach ZSRR przybiera gigantyczne rozmiary, jest źródłem potężnych dochodów, a stoją za nim wpływowe mafie z albańską na czele"21. Rozszerza się również szara strefa. Natomiast "prawne zadekretowanie działalności domów publicznych mogłoby uspokoić rynek, ułatwić jego kontrolę z punktu widzenia prawa karnego i porządku publicznego oraz poprawić stan zdrowia i higieny prostytutek, a przez to także ich klientów. Na właścicieli domów publicznych można by nałożyć (...) podatki ? uważa dr Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha. Jak się szacuje, opodatkowanie prostytucji mogłoby przysporzyć budżetowi Polski około 2 mld zł rocznie"22. Tymczasem "w większości krajów europejskich, a także w USA (...) i w Australii powstały osobne dzielnice, które są jedynymi miejscami, gdzie wolno prowadzić domy publiczne i sex-shopy. Największe tego typu dzielnice funkcjonują w Kopenhadze, Amsterdamie (...), Paryżu (...) i w Hamburgu. (...) W połowie lat 90. również Węgrzy zaczęli legalizować domy publiczne"23. Doświadczenia tych miast świadczą, że legalna prostytucja oznacza zmniejszenie przestępczości seksualnej i przestępczości w ogóle. Oczywiście, państwo powinno tępić z całą surowością istnienie prostytucji osób niepełnoletnich, ponieważ nie są one dostatecznie dojrzałe, by samodzielnie całkowicie decydować o swoim losie.
Ze wszystkich przytoczonych wyżej przykładów wynika jasno, że niepotrzebne państwowe zakazy powodują przede wszystkim powstawanie i rozwój zorganizowanej przestępczości, tworzenie się czarnego rynku, a nie rozwiązują żadnego z problemów. Przeciwnie ? sytuacja jest gorsza, niż gdyby zakazów nie było. Państwo, nie mogąc egzekwować przepisów prawa, które samo najpierw uchwala, na przykład, dotyczących zakazu handlu narkotykami, zakazu palenia tytoniu w miejscach publicznych, prostytucji czy rozmawiania przez telefon komórkowy podczas jazdy samochodem, traci autorytet, a ludzie coraz słabiej się z nim identyfikują. Podobny skutek ma nakładanie podatków w innym celu niż fiskalny ? na przykład, by zmniejszyć palenie papierosów lub picie alkoholu. Również na przemycie artykułów wysoko oclonych, na przykład, używanych samochodów czy używek więcej osób zyskuje ? przemytnicy, odbiorcy tańszego towaru, skorumpowani celnicy, niż traci ? głownie autorytet państwa, które nie umie egzekwować ustanowionych przez siebie przepisów mających na celu ograniczenie wolności jednostek i swobody gospodarczej. Państwo nie powinno ingerować w życie i wolność dorosłych ludzi w ten sposób.


Przypisy:
1 Lewandowski J., tamże, s. 41.
2 Tamże.
3 Kwaśnicki W., Historia myśli liberalnej. Wolność, własność, odpowiedzialność, Warszawa 2000, s. 193-194.
4 Friedman M. i R., Tyrania status quo, Sosnowiec 1997, s. 161.
5 Kwaśnicki W., Historia…, s. 195.
6 Krajewski K., Sens i bezsens prohibicji. Prawo karne wobec narkotyków i narkomanii, Kraków 2001, s. 194-195.
7 Friedman M., R., Tyrania…, s. 163-166.
8 Krajewski K., dz. cyt., s. 83.
9 Tamże, s. 132-133.
10 Friedman M., R., Tyrania…, s. 166.
11 Friedman M. i R., Wolny wybór, Sosnowiec 1996, s. 218.
12 Krajewski K., dz. cyt., s. 127.
13 Tamże.
14 Tamże, s. 167.
15 Zachurski T., Manhattan bez dymu, "Newsweek Polska" 2003, nr 5, s. 36.
16 Piński J., Wziąć IV władzę głodem, "Wprost" 2003, nr 4, s. 49.
17 Fijor J.M., Imperium absurdu, Warszawa 2002, s. 218-219.
18 Tamże, s. 86.
19 Hybel D., Skazani na bezbronność, "Najwyższy CZAS!" 2003, nr 14, s. XXX.
20 Tamże, s. XXXI.
21 Górski A., Seksseminarium, "Polityka" 2003, nr 4, s. 48-49.
22 Kudzia P., Pawelczyk G., Seks city, "Wprost" 2002, nr 31, s. 22.
23 Tamże, s. 19.
Tomasz Cukiernik
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Wyświetlony 6038 razy
Więcej w tej kategorii: « Dekadencja Państwo to nie firma »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.