wtorek, 21 grudzień 2010 12:30

Większość i elita

Napisał

Elity wyznaczają standardy moralne, obyczajowe i w ogóle kulturowe. Wzorując się na elitach, ludzie wiedzą, jak się zachować. I wtedy, kiedy ktoś wchodzi do autobusu, i wtedy, kiedy wróg wtargnął do kraju. Dlatego elity potrzebne są każdemu społeczeństwu. Tymczasem Polacy tworzą dziś społeczeństwo pozbawione elity. Dawna przestała pełnić swą rolę, nowa wciąż nie może się ukształtować.

 

 
 
Elita konieczna
 
W osiemnastym, a jeszcze bardziej w dziewiętnastym wieku przejęte współczuciem elity pochylały się nad ludem, żeby podnieść go umysłowo i ekonomicznie. Lud odpłacał się respektem dla elit, uznawaniem ich wyższości w sferze wiedzy o świecie, obyczaju, moralności, a co za tym idzie - uznaniem ich prawa do stwarzania wzorców we wszystkich dziedzinach życia.
Zamożni robotnicy, wkładając na niedzielny spacer żakiety i meloniki, naśladowali mieszczan, którzy z kolei wzory czerpali od arystokracji. Podobnie działo się w sztuce - sztuka popularna, ludowa naśladowała wzorce sztuki wyższej - albo w moralności - klasy niższe respektowały wzorce głoszone przez klasy wyższe, a jeśli coś miały ludziom z klas wyższych za złe, to zbyt częste sprzeniewierzanie się tym wzorcom.
Elity decydowały o polityce, bo politycy wywodzili się z elit. Lepiej niż przeciętnie wykształceni i znacznie bogatsi, przedstawiali ludowi polityczne oferty w postaci programów. Na te programy - a częściej na prezentujących je ludzi z elit - głosowali wyborcy.   
Nowi ludzie wchodzili do elit - również politycznych - ale były to ciągle te same elity. Wincenty Witos, który paradował bez krawata i w wysokich butach, traktował swój kostium jako polityczny symbol nie zerwanych związków z chłopstwem. Ale cała pozakonfekcyjna jego działalność nie odbiegała od działalności innych polityków, a on sam uważał się za pełnoprawnego członka politycznej elity II Rzeczypospolitej i tak też był traktowany.
Lud niekiedy buntował się przeciw nędzy i brakowi perspektyw, a więc pośrednio i przeciw elitom, bo one z natury rzeczy odpowiadały za wszystko. Ale nawet lud zbuntowany pozwalał, by rządziły nim elity - tyle że niekiedy nowe. A te nowe szybko przejmowały wzorce od starych i wszystko szło starym torem. Pouczająca jest tu historia francuskich rewolucjonistów, którzy najpierw ludzi elit wybili lub przepędzili, a potem zadziwiająco szybko zrekonstruowali elity na wzór tych z czasów monarchii. 
 
Elita odtworzona
 
W II Rzeczypospolitej elita kształtowała się powoli. W Galicji i Kongresówce tworzyła ją inteligencja o szlacheckim rodowodzie - niekoniecznie genetycznym, ale kulturowym - z całym bagażem powstań i zbrojnej oraz konspiracyjnej służby ojczyźnie. W dawnym zaborze pruskim, szczególnie w Wielkopolsce, elitę tworzyła klasa średnia, mieszczaństwo, z innym pojmowaniem służby ojczyźnie.
W czasie II wojny światowej i potem ludzie historycznych elit w większości polegli albo zostali wymordowani czy też przegnani na emigrację przez nazistów i komunistów. Ci ostatni, objąwszy władzę w Polsce, od początku jęli uporczywie lansować górników, murarzy, traktorzystów, prządki czy dojarki, jako członków nowej socjalistycznej elity.
Ludzie woleli jednak, kiedy ich dzieci, miast iść do pracy w kopalni, fabryce czy oborze, kończyły studia i pracowały w którymś z inteligenckich zawodów. Nowa elita Peerelu - podobnie jak na terenach Kongresówki i Galicji inteligencja, tyle że o plebejskim w dużej części rodowodzie - przejmowała coraz więcej wartości od elity poległej, przegnanej i wybitej, aż w końcu w imię tych wartości zbuntowała się przeciw rządzącym komunistom.
Ta elita właśnie - poszerzona o wybitne jednostki spośród robotników, wchodzące jednak w rolę inteligentów - stworzyła pierwszy rząd III Rzeczpospolitej.        
 
Elita odrzucona
 
Od początku lat dziewięćdziesiątych postpeerelowska elita zaczęła tracić znaczenie. Przyczyn było kilka. Po pierwsze w latach dziewięćdziesiątych najwyżej stał się ceniony sukces finansowy. "Skoro jesteś taki mądry, dlaczego tak mało zarabiasz?", pytali ludzie inteligentów aspirujących do przewodnictwa w jakiejś dziedzinie. I wzruszali ramionami na niepojętą dla nich odpowiedź, że pytany nie bogactwa materialne, a inne wartości uważa za najważniejsze.
Po drugie świat w coraz większym stopniu zaczął być oglądany nie bezpośrednio, ale poprzez telewizję. Dopiero to, co zostało pokazane na ekranie, nabiera waloru istnienia. Dotyczyło to nie tylko osób - polityków, uczonych czy artystów - ale i zdarzeń.
Telewizji - dziś głównego źródła wiedzy o świecie - elity nie interesują. W dążeniu do zarabiania jak najwięcej telewizja odwołuje się nie do wyrafinowanych gustów elit, ale do tak zwanego widza masowego, bo im większa widownia tym wyższe zyski z reklam. 
Lud szybko dostrzegł, że telewizja jemu właśnie schlebia, do jego gustów się przystosowuje, a elitę ma za nic. W konsekwencji lud zaczął coraz wyżej cenić własne gusta, poglądy, obyczaje, wreszcie zasady moralne, bo skoro sama telewizja ignoruje inteligentów - widać nie zasłużyli na nic innego. 
Telewizję wsparli, po trzecie, politycy, którzy zabiegając o głosy wyborców, coraz głębiej brną w populizm, coraz częściej ulegają politycznym gustom ludu zamiast proponować programy. To również utwierdziło ogół w przekonaniu, że elita nie ma nic mu do zaproponowania. Skoro nie elit politycy słuchają, a zwykłych ludzi, to zwykli ludzie mają rację, nie elity.               
Po czwarte wreszcie, inteligencja wziąwszy na siebie ciężar reformowania kraju, wraz z nim wzięła odpowiedzialność za skutki reform. I jest dziś obwiniana - nie będziemy tu przesądzać, słusznie czy niesłusznie - za zło, które przyniosły wielu ludziom polityczne i gospodarcze przekształcenia.     
Pierwszym znakiem odrzucenia dotychczasowej elity była, paradoksalnie, muzyka disco-polo. Wyśmiewana przez inteligentów stała się popularna i masowo słuchana. Jej miłośnicy świadomi byli, że inteligenci z tej muzyki kpią, ale odpowiadali: nam się ta muzyka podoba, więc jest dobra, a wam nic do tego.
Ostatnim znakiem odrzucenia w ostatnich wyborach parlamentarnych starej, postpeerelowskiej elity jest polityczna klęska Unii Wolności, partii kontynuującej tradycję inteligencji. 
 
Elita nieistniejąca
 
Nietrudno było dostrzec już w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych, że dotychczasowa elita - inteligencja - traci znaczenie. Ci, co to zauważyli, szukać jęli nowej elity, znaleźć ją chcąc - wzorem państw zachodnich - w klasie średniej albo szerzej: w kręgach ludzi gospodarczego sukcesu. 
Te kręgi jednak elity dotąd nie wytworzyły i nie zanosi się na to, by zdołały rychło to uczynić. Ludzi wielkiego biznesu kompromitują wybuchające raz po raz skandale i afery. Wśród ogółu utarło się tyleż fałszywe, co powszechne przekonanie, że znalezienie się w pierwszej setce najbogatszych ludzi tygodnika "Wprost" jest równoznaczne z aktem oskarżenia w najbliższym czasie.
Ludzie wielkiego biznesu żyją w enklawie, z której czasem dochodzą informacje o balu dobroczynnym albo rozdaniu takich czy innych nagród. Organizacje wielkiego biznesu wydają niekiedy w tej czy innej sprawie komunikaty, którymi nikt się nie przejmuje. I to wszystko. 
Nie ukształtowała się również polska klasa średnia. Właściciele małych i średnich firm, ludzie wolnych zawodów tkwią jeszcze w tych warstwach, z których się wywiedli, bo za mało upłynęło czasu, by powstały wspólne klasie średniej standardy obyczajowe czy moralne.    
   
Większość
 
Nie ma dziś w Polsce - jako się rzekło - klasy społecznej, która pełniłaby rolę elity. Ludzie jednak potrzebują autorytetów, choćby dla upewnienia się, że wyznawany przez nich pogląd jest najlepszy wśród wielości innych poglądów, że ten sposób wiązania krawata jest elegancki, a tamten nie, że to jest dobre, a tamto złe. Skoro żadnej klasy autorytetem nie można obdarzyć, przyjmować się zaczął coraz powszechniej autorytet ponadklasowy: większość.
Informacje o tym, co większość ma do powiedzenia w jakiejś sprawie, zdobywa się dzięki badaniom opinii publicznej. Badania takie opracowano dla wyznaczania strategii handlowych czy wyborczych. Obecnie tą metodą próbuje się rozwiązywać wszelkie kwestie: polityczne, moralne, nawet prawne. 
Milczącym założeniem badań opinii publicznej jest to, że każdy pogląd jest tak samo dobry, bez względu na to, skąd się bierze i czego dotyczy. Pogląd oparty na wiedzy naukowej jest równie dobry jak pogląd wynikający z ugruntowanego przesądu, wzięty z zapewnień sąsiadki albo ze źle zrozumianej audycji telewizyjnej.  
Zasada równości poglądów obowiązuje tak długo, jak długo nie zostaje ustalone, który pogląd wyznaje większość. Wtedy ten pogląd staje się lepszy od innych. Bez względu na to, skąd się wziął. 
Przekonanie o wyższości poglądów wyznawanych przez większość nie dotyczy wprawdzie jeszcze fizyki albo na przykład teorii ewolucji, ale dzieje się tak tylko dlatego, że dziedziny te uznawane są przez lud za nieważne, więc nikt poza fizykami czy biologami nie przejmuje się nimi. Ale na przykład już w kwestiach moralnych - choćby dopuszczalności aborcji czy eutanazji - sondaże i głosowania uznane są za dopuszczalne metody.
 
Racja większości
 
Elity nie zawsze miały rację, nie zawsze wyznaczane przez nie wzorce były najlepsze z możliwych. Dowodem są klęski państw i społeczeństw. Ale większość ma rację jeszcze rzadziej, bo w jakiejkolwiek dziedzinie szukać by większościowych rozstrzygnięć, zawsze przeważą głosy ignorantów, bo oni są najliczniejsi.         
Szukanie w poglądach większości rozwiązań ważnych i mniej ważnych kwestii jest niebezpieczne. Na dłuższą metę prowadzić musi do zamętu w dziedzinach tak ważnych jak moralność albo obyczaje. Tak długo jednak będzie praktykowane, jak długo nie ukształtuje się elita zdolna narzucić ogółowi standardy i zasady.
Kiedy to się stanie i jak, to już problem osobny.
Wojciech Jankowski
Wyświetlony 9352 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.