czwartek, 21 marzec 2019 10:59

PIERWSZE PRZYKAZANIE

Napisane przez Eugeniusz Moczydłowski

Czy to możliwe, że rozstrzygnięcie jednej z centralnych tajemnic świata – „skąd jesteśmy?” – jest proste i oczywiste? Ludzie od tysięcy lat pragną ją zgłębić i wciąż nie są usatysfakcjonowani osiągnięciami swoich dociekań. Czy takie ambitne twierdzenie to przejaw wyjątkowości ludzkiego umysłu, „szaleńczy odjazd”, czy zwyczajna megalomania? Kwalifikację zostawiam czytelnikom.

Do XIX wieku dominowała koncepcja „Stwórcy wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych” jako przyczyny sprawczej świata. Darwin, w odniesieniu do świata istot żywych, zaproponował rozwiązanie alternatywne – ewolucyjne, które przez społeczność naukową zostało skwapliwie i niemal bezkrytycznie podchwycone , a następnie ekstrapolowane na całą rzeczywistość przyrodniczą. Świat powstał (i ewoluował) w sposób naturalny. To oznacza, że moc stwarzania jest zawarta w przyrodzie, w znanej nam materii, energii i procesach zachodzących z ich udziałem. W tej koncepcji materia posiada takie same możliwości stwórcze, jak te, które w „wiekach ciemnych” były uznawane za wyłączny atrybut nadprzyrodzonego Boga Stwórcy.

Materia zyskała w tej koncepcji status boga, eliminując tym samym z ludzkiego myślenia ideę Boga, Stwórcy ludzi i całego Wszechświata. W ten oto sposób historia ludzkości zatoczyła fantastyczne koło. U jej zarania wierzono w stwórcze moce ziemi, nieba, ciał astralnych, drzew, węży itd. Potem nastąpił „regres” tej mitycznej wiary, związany w znacznej mierze z wkroczeniem w dzieje ludzkości Jezusa z Nazaretu, z Jego działalnością oraz nauką o sprawach Bożych i ludzkich. I nastały owe „wieki ciemne”, kiedy wnikliwie rozważano słowa Pisma Świętego i podjęto trud właściwego ich rozumienia[1]. Dopiero „blask” Oświecenia oraz „iluminacja” rewolucji darwinowskiej przywróciły stare, „dobre” idee, choć w nieco zmodyfikowanej wersji. Obecnie mocy stwórczych życia nauka poszukuje w „ciepłym bajorku, glinkach, kryształach, źródłach wulkanicznych na dnie oceanów. Sam świat zaistniał i naturalnie ewoluował z tzw. „punktu osobliwego”, bytu niedookreślonego, powstałego także dzięki naturalnym własnościom materii i energii[2].

Wydaje się, że koncepcja materii jako boga-stwórcy świata ma oczywistą przewagę nad ideą transcendentnego Boga-Stwórcy. Materia jest tu i teraz, a Bóg to idea trudna do poznawania metodami nauki. Z samej definicji nauki wynika konieczność badania tylko tego znanego nam (tzn. obserwowalnego, mierzalnego) świata, powstałego – jak się postuluje – w wyniku samoorganizacji materii. Skąd się wziął ten postulat czy teza o „samoorganizującej” się materii? Mamy tu do czynienia z rzadko spotykaną w nauce sytuacją. Zwykle stosuje się w niej zasadę indukcji: wnioskowanie wynikające z licznych, powtarzalnych obserwacji. W tym przypadku nie ma żadnych obserwacji. Nie znany jest ani jeden przypadek samoorganizacji materii[3]. Wszystko, czego przez milenia dowiedzieliśmy się o świecie, wskazuje, że materia nie ma potencjału twórczego do organizowania się. Wprost przeciwnie, wiemy na pewno, że wszystko, co powstało na świecie i nosi znamiona organizacji, jest dziełem istot inteligentnych, a nie materii i energii. Nie wyklucza to jednak możliwości, że materia taki potencjał stwórczy posiada i nie stanowi także dowodu na istnienie Boga-Stwórcy. To sugeruje tylko, a jest to mocna sugestia wynikająca ze wszystkiego co człowiek dotychczas poznał i zbadał, że znane struktury zorganizowane nie powstały za sprawą znanych procesów naturalnych, ale raczej wskutek inteligentnego działania, według jakiegoś projektu. Fałszywi prorocy sugerują i do wierzenia podają, że struktury zorganizowane tylko „wyglądają jak zaprojektowane”. Nagminność tego wyglądu zmusza jednak do wyciągnięcia wniosku, że może nie tylko wyglądają jak zaprojektowane. One najprawdopodobniej, po prostu, powstały właśnie w taki sposób.

Wszystko, co powstało na świecie i nosi znamiona organizacji, jest dziełem istot inteligentnych, a nie materii i energii. Nie wyklucza to jednak możliwości, że materia taki potencjał stwórczy posiada i nie stanowi także dowodu na istnienie Boga-Stwórcy. To sugeruje tylko, że znane struktury zorganizowane nie powstały za sprawą znanych procesów naturalnych, ale raczej wskutek inteligentnego działania.

W świadomości znacznej, szczególnie tej wykształconej części społeczeństwa, dominuje przekonanie o samoorganizującej mocy materii. Za ten stan rzeczy odpowiadają przede wszystkim naukowcy oraz współcześni filozofowie nauki i filozofowie przyrody[4]. Ponoszą oni też odpowiedzialność za utratę wiary, bojaźni Bożej, za chylenie się ku upadkowi cywilizacji chrześcijańskiej, dotychczas najwyższej formy rozwoju ludzkości.

Coraz bardziej rosnąca liczba ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że są wyznawcami „świeckiej” religii o wiele bardziej śmiesznej, anachronicznej, cofającej rozwój i antynaukowej, niż powszechnie wykpiwana idea Boga Stwórcy. „Nie wierzę w Boga, bo nie wierzę w krasnoludki” – deklaruje Richard Dawkins w Bogu urojonym. Powinien chyba dodać: „Wierzę w ciepłe bajorko, glinę, kryształy, źródła wulkaniczne lub cokolwiek zaproponują uczeni, bo nie wierzę w Boga”. W ten stwórczy potencjał materii Dawkins, a za nim miliony, wierzą wbrew dowodom naukowym i zdrowemu rozsądkowi[5].

Zasada sprzeczności – arystotelesowskie najwyższe prawo epistemologiczne – wyklucza jedną z możliwości. Albo materia ma właściwość samoorganizacji i świat powstaje w sposób naturalny. Albo świat został stworzony przez byt nadprzyrodzony znany powszechnie pod pojęciem Boga.[6] Skoro obecny stan poznania świata wskazuje, że pierwszej możliwości nie daje się potwierdzić, to musi być prawdziwa alternatywa, mimo że jej słuszności też nie można dowieść uznawanymi metodami naukowymi. Jednak nie ulega wątpliwości, że ten świat jakoś powstał[7]. Uczony powinien ten stan rzeczy akceptować i uczciwie ukazywać społeczeństwu dylematy związane z zagadką jego zaistnienia. Dlaczego czyni coś zupełnie przeciwnego? To temat rozważań nad ułomnością ludzkiej natury narażonej na podszepty złych duchów i fałszywych proroków. Nie należy jednak rezygnować z poszukiwania dowodów na samoorganizację materii, gdyż, po pierwsze – nie stwierdzenie samoorganizacji może być tymczasowym stanem naszego poznania, po drugie – nie rezygnujemy z badań dla zasady, a po trzecie – dla dążenia do odkrycia prawdy. Dotychczasowe niepowodzenia tych poszukiwań stale wzmacniają hipotezę Boga-Stworzyciela, ku której osobiście się przychylam, i na rozwijaniu której mi zależy.

Zrozumieć Pana Boga

Prawie ćwierć wieku temu zaprezentowałem tezę, że sam Dekalog stanowi przekonujący dowód na jego nadprzyrodzone pochodzenie, a więc także pośredni dowód istnienia Boga. Wyszedłem od faktu, że przez kilka tysiącleci usilnych starań ludzie nie wypracowali bardziej adekwatnych zasad współżycia społecznego niż Dekalog. Albo więc prości pasterze bliskowschodnich pustyń byli najgenialniejszymi z ludzi, albo Dekalog opracował i do stosowania przekazał rzeczywiście Ktoś o inteligencji przekraczającej możliwości umysłowe ludzkości. Ponieważ geniusz ludzki , mierzony osiągnięciami człowieka od zarania jego dziejów, stopniowo rośnie, nie sposób przyjąć, że szczyt intelektualnych możliwości człowieka miał miejsce na początku historii[8].

 

 

cd w numerze papierowym

przycisk

 

[1]              Głupi z natury ludzie, którzy nie poznali Boga: z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest, patrząc na dzieła nie poznali Twórcy, lecz ogień,wiatr,powietrze chyże, gwiazdy dokoła, wodę burzliwą, światła niebieskie uznali za bóstwa, które rządzą światem:Mdr 13, 1-2.

[2]              Powszechnie akceptowana hipoteza powstania i ewolucji wszechświata jest w całości sprzeczna z doświadczeniem i zasadą aktualizmu. Wszystko co człowiek poznał i zbadał ulega degradacji, wszechświat zmierza do „śmierci cieplnej”. Nie ma powodu by sądzić, że II zasada termodynamiki nie obowiązywała przez 13 miliardów lat historii wszechświata. Nie wykrywamy, tylko przyjmujemy jako założenie zachodzenie procesów, które miały kształtować ewolucję wszechświata.

[3]              Proste przykłady organizacji róźniącej się od uporządkowania to np budowa zamku z piasku, a nie formowanie przez fale regularnych wzorów na piaszczystej plaży, czy budowa iglo, a nie konstrukcja płatków śniegu. Prace Eigena i Prigogine’a nie dowodzą samoorganizacji materii. Także w opinii autorów.

[4]              Aldous Huxley za najważniejszy element kształtowania wyobrażenia o świecie uznaje “dyktaturę naukową, w której jest o wiele mniej gwałtu niż za Hitlera I Stalina, ale jednostki będą boleśnie manipulowane przez oddział świetnie wykształconych inżynierów społecznych.” A. Huxley, Nowy wspaniały świat, tłum. J.Horzelski, Paryż, 1960, s.119.

[5]              Oczywiście to prawda, że naukowcy nie przypisują wprost jakiejkolwiek materii cudownych mocy stwarzania i ewolucji w ten sam sposób, jak wierzący to czynią w stosunku do osobowego Boga-Stworzyciela. Proponują różne mechanizmy. Przeważa wiara w dobór naturalny. Ostatnio cudowne właściwości twórcze materii to „ prawa formy”, cokolwiek to znaczy (Fodor, Piattelli-Palmarini, Błąd Darwina, Warszawa 2018). Uczeni w sutannach piszą o emergencji, naturalizmie emergentnym i teizmie emergentnym.

[6]              Rozpowszechniony w Kościele katolickim ewolucjonizm teistyczny zakłada, że Bóg stworzył materię, która ma zdolność samoorganizacji. To chybiona próba dopasowania wiary do poglądów dominujących we współczesnej nauce. Bóg pozostaje tu w stanie spoczynku. Nie jest więc Bogiem chrześcijan.

[7]              Ewolucjoniści podobnie odpowiadają na uwagi krytyczne przeciwników: rzeczywiście, teorie ewolucyjne nie są satysfakcjonujace, ale jakoś ten świat powstał I ewoluował (Ingerencja nadprzyrodzona jest wykluczona z założenia.) Jest tylko kwestią czasu, kiedy poznamy właściwe procesy, które za to odpowiadają. Różnica stanowisk jest diametralna i polega na tym, że ewolucjoniści swą wiarę kultywują mimo braku jakiegokolwiek potwierdzenia (nie stwierdzono samoorganizacji materii), kreacjoniści wskazują, że za wszystkie znane przypadki organizacji materii odpowiadają inteligentni twórcy.

[8]              Eugeniusz Moczydłowski, Argument z Dekalogu, III Sympozjum Kreacjonistyczne w Polsce, Warszawa, 16 listopada 1997, “Na początku…”, 3(101), marzec 1998, s. 77-81.

Wyświetlony 114 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.