czwartek, 21 marzec 2019 11:48

Polska a perspektywiczne zbliżenie amerykańsko-rosyjskie

Napisane przez

Już przed kilkoma laty opublikowałem tekst omawiający dość oczywistą tezę, że w trójkącie liderów współczesności (USA, Chiny, Rosja) nastąpi – zgodnie z ponad dwustuletnią tradycją amerykańskiej polityki – trwałe zbliżenie strategiczne Rosji i Stanów Zjednoczonych głównie po to, aby nie dopuścić do odnowienia sojuszu chińsko-rosyjskiego.

 

            Chiny niedługo będą światowym liderem ekonomicznym, konsekwentnie i skutecznie zdobywają nowe rynki będąc już największą fabryką świata. Ich ekspansja polega na umiejętności wytworzenia konkurencyjnych towarów w dowolnej ilości i o możliwie najniższej cenie. To nabywca i jego racjonalny ekonomicznie wybór jest najważniejszym „agentem” chińskich interesów: jego decyzje mają wyłącznie charakter biznesowy. Ekspansja ekonomiczna Chin jest całkowitym zaprzeczeniem polityki angielsko-niemieckiej, której istotą była i jest przemoc i korupcja polityczna. Scenariusz ten był (i będzie) wielokrotnie powtarzany w historii, dzieląc się na kilka etapów:

  • podporządkowanie polityczne władz danego państwa w wyniku organizowanych przez obcy wywiad „ruchów opozycyjnych” lub przewrotów,
  • „liberalizacja” rynku tego kraju, czyli zlikwidowanie chroniących go barier celnych,
  • wyniszczenie miejscowej konkurencji rękami miejscowych władz po to, aby nikt nie zagroził interesom eksporterów niemieckich, angielskich czy amerykańskich ( w zależności od strefy wpływów),
  • przejęcie za bezcen „zbankrutowanego” majątku zniszczonych w ten sposób przedsiębiorstw danego kraju, co jest przedstawiane jako „dobrodziejstwo inwestycji zagranicznych” w celu wyeksploatowania miejscowych zasobów i wytransferowania aktywów,
  • zapewnienie zagranicznym „inwestycjom” w podporządkowanym państwie faktycznej eksterytorialności podatkowej od miejscowych władz: im wolno nie płacić podatków, bo za ich interesami stają ambasady państw metropolii; gdyby ktoś odważył się skontrolować ich rozliczenia podatkowe, natychmiast straciłby stanowisko (jeśli tylko).

 

Forpocztą interesów metropolii w realizacji tej polityki jest od pewnego czasu tzw. globalny biznes doradczo-audytorski, którego usługi narzucane są rządom podporządkowanych państw: to znacznie skuteczniejsza metoda gromadzenia informacji niż klasyczna agentura.

Forpocztą interesów metropolii w realizacji tej polityki jest od pewnego czasu tzw. globalny biznes doradczo-audytorski, którego usługi narzucane są rządom podporządkowanych państw: to znacznie skuteczniejsza metoda gromadzenia informacji niż klasyczna agentura.

Powyższy scenariusz był z powodzeniem stosowany od XVIII wieku oraz jest „ćwiczony” współcześnie: my znamy go aż nadto dobrze, bo w Polsce pamiętamy go jako „program Balcerowicza”, który z niewielkimi korektami był (jest?) realizowany do dziś.

Inaczej mówiąc: w wersji niemiecko-angielskiej polityka poprzedza towar:  w wersji chińskiej towar w istocie zastępuje polityką. Towary chińskie, mimo barier celnych i administracyjnych, prędzej czy później zdominują wszystkie istotne rynki, w tym najważniejszy – amerykański, wypierając taktycznie droższą miejscową konkurencję. Następnym etapem będzie przekształcenie byłych konkurentów w montownie towarów chińskich przeznaczonych na miejscowy rynek.

Aby politycznie zrównoważyć ekonomiczną przewagę Chin, możliwy jest tylko jeden scenariusz: strategiczny sojusz rosyjsko- amerykański. Potencjał militarno-ekonomiczny tych dwóch państw będzie jeszcze przez co najmniej kilkadziesiąt lat większy niż Chin i pozwoli na skutecznie ograniczenie chińskiego eksportu na ich rynki. Daje on również przewagę w stosunku do państw Unii Europejskiej i na skuteczne przeciwstawianie się przekształcanie jej w federację pod władzą Berlina.

Po serii antyrosyjskich gestów ze strony Waszyngtonu („sankcje”) następuje szybkie zbliżenie rosyjsko-chińskie. Budzi to przerażenie trzeźwo myślących Ameryków, którzy dostrzegli realizujący się na naszych oczach czarny scenariusz (dla Ameryki) nakreślony przez Zbigniewa Brzezińskiego, czyli „zjednoczonych przez wspólne doznanie upokorzenia” Rosji i Chin. Opublikowany niedawno tekst Grahama T. Allisona i Dmitriego K. Simsa dotyczy tego tematu[1].

Zastanówmy się więc, co dla nas oznacza ten scenariusz? Wiemy, że credo polskiej polityki zagranicznej stanowi bezwzględne podporządkowanie się amerykańskim interesom, które, nie wiadomo dlaczego, uznajemy za „z istoty wrogie Rosji”, co jest myśleniem nie tylko ahistorycznym, lecz wręcz głupim. W amerykańskiej strategii Rosja nigdy nie była uznana za państwo wrogie. Tak było w całym XIX wieku, tak było do czasu pierwszej z wielkich wojen, a nawet po opanowaniu terytorium Rosji przez bolszewików. Nawet w czasach Związku Radzieckiego Stany Zjednoczone powołały ententę-bis, której istotą była wielka trójka (USA-ZSRR i Wielka Brytania). W otoczce oficjalnej wrogości – oficjalnie i formalnie w latach 1949-1991 oba te państwa po raz pierwszy stanęły po przeciwnych stronach, lecz było to przed prawie trzydziestu laty (to bardzo długo); radziecka przeszłość jest już zamkniętym okresem historii, do którego nie ma powrotu.

 

cd w numerze papierowym

przycisk

 

[1] Sojusz Chin z Rosją, „The Wall Street Journal” 6/57 z 2019 r.

Wyświetlony 95 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.