czwartek, 21 marzec 2019 15:16

Ameryka i energetyczny podbój Europy Środkowej

Napisał

Na obszarze Europy toczy się dzisiaj energetyczna partia szachów, gdzie figurami są rurociągi naftowe i gazowe, terminale LNG, elektrownie atomowe, ale także dyrektywy europejskie i kontrakty handlowe. Gra się toczy szczególnie w naszym regionie, gdzie Rosjanie mają tanie surowce, a Amerykanie siłę nacisku.

W lipcu 2018 r. w Ogrodzie Różanym gospodarz Białego Domu perorował przy swoim gościu, Jean-Claude Junckerze: "Europa chce importować więcej LNG ze Stanów i będzie wielkim, bardzo wielkim odbiorcą. Ułatwimy im to, a oni będą potężnym kupcem LNG". Europejski prezydent, wyglądający na lekko nieobecnego, potwierdził: "EU wybuduje więcej terminali do importu LNG z USA". I to już Donald Trump mógł nazwać "nowym rozdziałem", „etapem bliskiej przyjaźni”, gdy zasobna w surowce Ameryka będzie mogła dostarczać gaz sojusznikom, którzy nawet nie zająkną się, ile on kosztuje, a kosztuje sporo.

Ta scena była efektem wcześniejszego występu Donalda w Brukseli. 11 lipca na szczycie państw NATO w Brukseli zaatakował on Niemcy i ich zakupy rosyjskiego gazu, a także rurociąg Nord Stream 2. Zaprosił na śniadanie sekretarza NATO, Jensa Stoltenberga, gdzie ten kilkukrotnie musiał wysłuchać zarzutów że "Niemcy to zakładnik Rosji. Pozbyli się elektrowni węglowych, elektrowni atomowych, biorą ogromne ilości ropy i gazu z Rosji... Niemcy są totalnie kontrolowani przez Rosję. Będą dostawać 60-70 procent swojej energii z Rosji i budują jeszcze nowy rurociąg. Powiedzcie mi, czy to nie jest nieprzyzwoite?" krzyczał wręcz amerykański prezydent. Beształ Berlin za to, że licząc na protekcję USA, robią z Rosją wielkie interesy i zasilają jej budżet.

Pochwalił przy tym Polskę za zastępowanie rosyjskiego gazu - amerykańskim: "Są takie kraje jak Polska, które nie zaakceptowałyby gazu... bo nie chcą być zakładnikiem Rosji". Prezydent używał typowego dla siebie emocjonalnego języka i z widoczną premedytacją wielokrotnie powtarzał zarzuty. Żeby osiągnąć zamierzony efekt, film z tego „wykładu” przy śniadaniu opublikował na swoim Twitterze, który ogląda 53 miliony osób. Później podsumowując szczyt w Brukseli, powiedział: "długo dyskutowaliśmy i Niemcy obiecali się poprawić".

Odgrodzić Europę od Rosji

Stany Zjednoczone od końca II wojny światowej uważają bezpieczeństwo energetyczne Europy za element swoich strategicznych interesów. Wzięły na siebie zobowiązanie zaopatrzenia Europy w ropę naftową, energię nuklearną, a teraz nawet gaz ziemny. Jednym z podstawowych celów jest osłabianie związków z Rosją, gdyż już od Zimnej Wojny zagrożeniem dla USA były zbyt bliskie relacje krajów europejskich ze Związkiem Radzieckim, obecnie – z Rosją.

Stany Zjednoczone od końca II wojny światowej uważają bezpieczeństwo energetyczne Europy za element swoich strategicznych interesów. Wzięły na siebie zobowiązanie zaopatrzenia Europy w ropę naftową, energię nuklearną, a teraz nawet gaz ziemny. Jednym z podstawowych celów jest osłabianie związków z Rosją, gdyż już od Zimnej Wojny zagrożeniem dla USA były zbyt bliskie relacje krajów europejskich ze Związkiem Radzieckim, obecnie – z Rosją. Od początku lat 80-tych, gdy Narodowy Komitet Bezpieczeństwa (NSC) przeanalizował problem dla prezydenta Reagana, uznając, że zbyt mocne powiązania szkodzą NATO, a sojusznicy stają się niesterowni. Jako przyczynę uznano „zależność energetyczną”, dającą możliwości destabilizacji Europy przez odcięcie rosyjskich dostaw gazu.

I tak do dzisiaj na obszarze Europy toczy się „wielka energetyczna partia szachów”, gdzie figurami są rurociągi, terminale LNG czy elektrownie jądrowe. Dwie strony tej gry to Rosja i Ameryka, przedmiotem i polem bitwy zaś jest Europa, a szczególnie nasza jej część. Nie tylko bowiem Rosja stara się opanować ten najbardziej lukratywny rynek energetyczny świata, Ameryka także, stosując hasło "bezpieczeństwa energetycznego Europy" jako osłonę swoich strategicznych interesów. Podobnie hasło "dywersyfikacja" to amerykański patent, służący wyparciu innych dostawców. Często na osłodę rzuca się też hasłem "wolność". To działa, szczególnie w Polsce.

Energia, gaz ziemny to branże strategiczne, tu nie ekonomia decyduje, ale podziały na sojuszników i wrogów – tak to widzą z Ameryki. W Europie widzą to zupełnie inaczej, gdyż współpraca europejsko-rosyjska jest rezultatem posiadanych zasobów i potrzeb energetycznych. Europa jest uboga w surowce energetyczne, importuje paliwo jądrowe praktycznie w całości (95 %), ropę naftową także (90 %), dwie trzecie potrzebnego gazu ziemnego, nawet węgiel w połowie jest importowany. Na dodatek własne wydobycie gazu (Holandia, Wielka Brytania, Dania) szybko spada, a i norweskie złoża nie rokują wielkich nadziei na przyszłość. Rosja za to ma potężne zasoby surowców i technologii nuklearnych. A bliskość geograficzna sprawia, że najłatwiej i najtaniej jest dostarczyć gaz ziemny, ale także ropę naftową czy węgiel. Co widać także i u nas, gdy zamykamy kopalnie - import węgla dominuje Rosja.

 

cd w numerze papierowym

przycisk

Wyświetlony 925 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.