czwartek, 21 marzec 2019 15:18

Unia Europejska jako amerykański projekt

Napisał

Unia Europejska, której Polska jest członkiem, skrzętnie ukrywa swoje uzależnienie i podporządkowanie wobec Ameryki. Przyjrzyjmy się jej początkom i temu, jak po II wojnie światowej europejska jedność została stworzona jako twór nowego globalnego porządku, Pax Americana. Zwróćmy uwagę na to, jak ciekawą rolę odegrała w tym procesie CIA. Milczą o tym elity i media, choć jest to historyczna prawda, udokumentowana wieloma pracami naukowymi i otwartymi już archiwami.

Unia Europejska i Stany Zjednoczone to dwie największe globalne gospodarki, podobne wielkością (PKB - 19,1 i 19,4 bilionów dolarów). Wymiana handlowa między nimi jest warta 5,5 biliona dolarów i zajmuje pierwsze miejsce w bilansach, daje pracę 15 milionom pracowników po obu stronach Atlantyku. Unia ma trwałą nadwyżkę w tej wymianie. Obie potęgi szeroko otwierają się na ekspansję kapitału drugiej strony. Nawet w handlu bronią, gdzie USA jest globalnym liderem, połączone siły producentów EU prawie dorównują Ameryce. Europa jest większa ludnościowo, ma 512 milionów mieszkańców, gdy USA - 326 milionów.

Europa jest najważniejszym sojusznikiem Ameryki od ponad 60 lat, od Traktatu Rzymskiego w 1957, który zapoczątkował Unię. Wspiera jej politykę zagraniczną w międzynarodowych organizacjach, a także poprzez uczestnictwo w wojnach, wywoływanych przez Pentagon, dostarczając kontyngenty żołnierzy do Iraku, Afganistanu czy Syrii.

Mimo porównywalnego potencjału obu potęg, rzuca się jednak w oczy znacząca nierównowaga stosunków. Gdy prezydent Trump wita w nowej siedzibie NATO w Brukseli premierów wszystkich pozostałych członków sojuszu, ruga ich na oczach całego świata, że za mało wydają na zbrojenia, że mają więcej płacić, czyli kupować więcej amerykańską broni. Trudno nazwać partnerską relacją sytuację, w której Waszyngton „wykręca rękę” Europie, by nałożyła sankcje na kraje, gdzie można robić dobre interesy, jak Rosja czy Iran. To amerykańscy politycy na co dzień zajmują się problemami Europy, krytykując ją np. za antysemityzm. Kongres i Senat powołały specjalną komisję, zwaną "Helsińską", która zajmuje się tylko sprawami europejskimi. Waszyngton oficjalnie i otwarcie poucza Unię i kraje członkowskie: rób to, nie rób tego. Ameryka pozwala sobie na wskazywania partii europejskich czy nawet państw, gdzie "złe, rosyjskie wpływy" są za duże. Wysyła ostrzeżenia, nakazując służbom specjalnym USA skontrolować finanse takich partii, jak Jobbik, francuski Front Narodowy czy Alternatywa dla Niemiec. Wreszcie to sojusz Anglosasów - Waszyngton i Londyn - konfliktuje Europę z Rosją, Pentagon pozwala sobie nawet oficjalnie planować wojnę z Rosją na terytorium Europy. Niedawna ustawa „Walcząc z europejskim antysemityzmem”, pokazuje jak amerykański hegemon traktuje swoje terytoria zależne. Elity amerykańskie są pod tym względem dość szczere, jak wiceprezydent Joe Biden opowiadający studentom Harvardu, jak doprowadzono do wprowadzenia sankcji wobec Rosji: „To prawda, nie chcieli tego zrobić, to amerykańskie przywództwo i prezydent USA doprowadzili do tego, czasami musząc nawet zawstydzać Europę, aby zgodziła się na straty ekonomiczne, żeby [Rosjanie] odczuli koszty”.

 

Trudno nazwać partnerską relacją sytuację, w której Waszyngton „wykręca rękę” Europie, by nałożyła sankcje na kraje, gdzie można robić dobre interesy, jak Rosja czy Iran. To amerykańscy politycy na co dzień zajmują się problemami Europy, krytykując ją np. za antysemityzm.

W domu powieszonego nie mówi się o sznurze, dlatego wśród elit politycznych Europy temat ten jest całkowicie wyklęty. Czasem pojawi się jakiś głos oburzenia, gdy amerykańskie "wykręcanie ręki” (Obama) czy „zawstydzanie” (Biden) pójdzie za daleko, ale to wszystko robione jest pod publiczkę. Obecny prezydent Trump nie ma żadnych oporów i przyciska kolanem i dodusza łokciem europejskich "sojuszników" wprost w świetle kamer, ku uciesze milionów widzów. Poza tym zawsze w odwodzie pozostaje 60 tysięcy amerykańskich wojsk stacjonujących wciąż w Europie, razem z bronią nuklearną i na dodatek przesuwających się w kierunku wschodnich rubieży. Jak to określał Zbigniew Brzeziński, Europa jest "wasalem" Ameryki, hegemona, który ma władzę nad innymi "sojusznikami", tak w sferze społecznej, kulturalnej, ideowej, jak i ekonomicznej czy militarnej.

Dlaczego więc największy gospodarczy gracz światowy daje sobą tak pomiatać? Część odpowiedzi kryje się w początkach powstania Unii. Europa po najbardziej niszczycielskiej wojnie w swojej historii popadła w niewolę, którą określa się często jako "łagodna, dobrotliwa hegemonia". Jak to się stało?

 

cd w numerze papierowym

przycisk

Wyświetlony 1940 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.