środa, 26 czerwiec 2019 12:49

NIEWYGODNA RELACJA HANNAH ARENDT

Napisał

W roku 1960 Mossad uprowadził w Argentynie niemieckiego zbrodniarza Adolfa Eichmanna, który następnie stanął przed izraelskim sądem. Autorką najgłośniejszej relacji z procesu była znacząca postać filozofii XX wieku – Hannah Arendt. Jej książka, ujawniająca słabo wcześniej znane mechanizmy masowej zagłady, stała się światową sensacją. Zaraz potem i autorka i jej dzieło spotkały się z furią ataków.

 Przereklamowany ludobójca

Eichmann przedstawiany jest najczęściej jako jeden z głównych architektów i realizatorów Holokaustu. Taki jego wizerunek zaczął być budowany w czasie procesu norymberskiego. On przed tym trybunałem nie stanął i się nie wypowiadał, co wszystkim oskarżonym o niemieckie zbrodnie dało sposobność zrzucania na niego wszelkich możliwych win. Przed sądem jerozolimskim obrona wykazała, że Eichmann, choć to jemu w 1942 roku powierzono zadanie zorganizowania machiny zagłady (głównie transportu do obozów setek tysięcy Żydów), był nie tylko jednym z bardzo wielu odpowiedzialnych za ludobójstwo, ale trudno go nawet zaliczyć do odpowiedzialnych w najwyższym stopniu. Na konferencji w Wansee, na której zapadła decyzja o wymordowaniu wszystkich europejskich Żydów, Eichmann był funkcjonariuszem najniższej rangi i choćby z tej racji najmniej się odzywającym. To nie on kreował ludobójcze rozwiązania, on głównie czekał na rozkazy.

Znamienne jest to, że spośród tych jedenastu autorów decyzji o wymordowaniu wszystkich Żydów, którzy doczekali końca wojny, tylko trzech skazano na śmierć: Josefa Buchlara po procesie w Krakowie, Eberharda Schongartha decyzją sądu brytyjskiego i Eichmanna w 1962 w Izraelu. Ludobójcy sądzeni w Niemczech czasem nie zaznawali nawet krótkiego pobytu w więzieniu. Georg Leibbrandt do śmierci w 1982 pracował w RFN jako naukowiec, a Gerhard Klopfer jako adwokat. Przez długie dziesięciolecia w państwowych i gospodarczych elitach Niemiec roiło się od zbrodniarzy kalibru większego od Eichmanna. Skoro więc już stanął on przed izraelskim trybunałem, w interesie RFN było obciążenie jego osoby maksymalnym rozmiarem win. Głośny proces niby „winnego za wszystko” skutecznie budował wizerunek Niemiec jako ofiary sterroryzowanej szczupłą garstką tzw. „nazistów”. Tak samo w interesie strony izraelskiej było budowanie przekonania, że sądzony nie jest jednym z wielu odpowiedzialnych za Holokaust, ale „tym najważniejszym”. Potrzebne to było tym bardziej, że w czasie procesu ujawnione zostały także okoliczności operacji izraelskich służb specjalnych, polegającej na wytropieniu, porwaniu i przetransportowania Eichmanna. Przedstawiano je jako istny majstersztyk i miały stanowić dowód sprawności i potęgi służb żydowskiego państwa.

Trudno jednak mówić o Eichmannie, jako człowieku starannie się ukrywającym, jeśli żyjąc w Argentynie udzielał wywiadów wielu gazetom (np. niemieckiemu tygodnikowi „Stern”). Nie miał on żadnej ochrony, gdyż nie utrzymywał kontaktów z elitą SS, żyjącą w Ameryce po królewsku. Eichmann skarbów ze sobą na emigrację nie przywiózł, utrzymywał się harując jako robotnik w fabryce a porwany został w czasie własnoręcznego wznoszenia domu na skrawku taniej ziemi, do której nawet nie planowano doprowadzenia elektryczności czy wodociągów. W świetle takich, ujawnionych w czasie procesu faktów, zbladły opowieści o wielkim sukcesie Mossadu i sądzeniu „najgrubszej ryby nazizmu”.

 Eichmann – syjonista

Jedną z przyczyn ataków na Hannah Arendt było opisanie związków antyżydowskiego ludobójcy z ruchem syjonistycznym a w szczególności nazwanie samego Reichmanna – syjonistą. Fakty są takie, że w młodości Eichmann przeczytał książkę Theodora Hertzla, apelującego do swych rodaków, by osiedlali się w Palestynie, co z czasem musiałoby doprowadzić do utworzenia żydowskiego państwa. Eichmann w projekcie tym dostrzegł wspólny interes Niemców i Żydów. Z entuzjazmem nawiązał współpracę z syjonistami, wśród których nie brakowało wiążących swoje nadzieje z działalnością NSDAP. Nadzieje pokładali oni właśnie w antysemickim kursie partii Hitlera. Niemieccy Żydzi często bowiem nie tylko utożsamiali się z niemieckim państwem, ale przynależąc do jego elity ani myśleli o porzucaniu pozycji, wypracowanej trudem pokoleń. Prześladowania, początkowo jeszcze niezbyt dotkliwe, mogły im uświadomić, że bardziej są Żydami niż Niemcami i że w związku z tym powinni pomyśleć o budowaniu przyszłości np. na ziemi przed wiekami należącej do ich przodków. Syjoniści nie przewidzieli jednak, że hitlerowskie represje nie będą polegały na skłanianiu Żydów do opuszczenia Rzeszy, lecz na totalnym ich wymordowaniu. Eichmann, którego kontakty z syjonistami początkowo bywały wręcz serdeczne, też został w końcu poinformowany, że Niemcom nie chodzi o wypędzenie, lecz wymordowanie Żydów. Jako człowiek znający teorię i praktykę ruchu syjonistycznego Eichmann wśród partyjnych towarzyszy z NSDAP cieszył się opinią „specjalisty od spraw żydowskich” i to z tej przyczyny powierzono mu wysokie funkcje w aparacie Zagłady. Przyczyną nie były większe od innych skłonności sadystyczne czy ponadprzeciętna nienawiść. Na tle milionów Niemców, opętanych praktykowaną przez nich codzienną żądzą grabieży i mordu, Eichmann szczególnie się nie wyróżniał.

 

cd w numerze

przycisk

Wyświetlony 138 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.