wtorek, 07 grudzień 2010 01:01

Pokój z widokiem na Inflanty

Napisane przez

Ryga, 10 kwietnia 2003 r.
Najpierw słychać przenikliwy gwizd czajnika w kuchni, a chwilę później po pokoju rozchodzi się ożywczy zapach świeżo zaparzonej kawy.

W Rydze do porannej małej czarnej zwyczajowo dodaję kroplę miejscowego Melnais Balzams ? Czarnego Balsamu, co wybitnie zaostrza mi apetyt na Inflanty. Za oknem znów przechodzi gwałtowna śnieżna burza, którą o tej porze roku regularnie przywiewa sztorm znad Bałtyku. Zza ściany dobiega poranny serwis radia BBC, wzbogacony o gorące relacje z walk w Iraku. Ja natomiast włączam lokalne rosyjskojęzyczne radio i wsłuchuję się w zjadliwe antyamerykańskie komentarze miejscowych Rosjan.
Lektura codziennych gazet, wydawanych tu przez łotewskich Rosjan i skierowanych do rosyjskiego czytelnika, właściwie odzwierciedla stosunek Rosji do Stanów Zjednoczonych. Wojna w Iraku tylko podsyciła nienawiść do Amerykanów. Od czasu, gdy Ronald Reagan zdemontował Związek Sowiecki, Rosjanie bez względu na wiek czy poglądy polityczne noszą w sobie głębokie poczucie upokorzenia. Świat, w którym żyli, zbudowany na niewolnictwie ludów podbitych i wykreowany przez sowiecką propagandę w duchu rzekomego internacjonalizmu i niekończącej się walki o pokój runął w gruzy, jak dzielący Europę berliński mur. Gdy kurz i pył już opadł, ujrzeli inną rzeczywistość, w którą po dziś dzień nie mogą i nie chcą uwierzyć. Nie akceptują świata, w którym przyszło im żyć. Trudno się dziwić, skoro w odrodzonych państwach bałtyckich (Litwa, Łotwa, Estonia) stali się niechcianymi mniejszościami, które niemal z dnia na dzień utraciły przywileje płynące z tytułu bycia Rosjaninem. Minęło już dziesięć lat, od kiedy na mapę Europy powróciły trzy niewielkie nadbałtyckie republiki, sama Europa uległa bardzo głębokim przeobrażeniom, a jedynie Rosjanie pozostali na swych starych pozycjach. Oni nigdy nie pogodzili się z rozpadem imperium, a zachodzące wokół zmiany obserwują w oczekiwaniu na wymarzony rewanż, przywracający zimnowojenne status quo. Od środy 9 kwietnia, londyńskie BBC oraz polskie media bez przerwy informowały mnie o mieszkańcach Bagdadu tańczących ze szczęścia na ulicach. Na internetowych stronach niemal wszystkich agencji prasowych jedno i to samo: setki zdjęć przedstawiających spadający ku uciesze wiwatujących tłumów monumentalny posąg dyktatora. Myślę, że nawet najwnikliwsi analitycy nie spodziewali się takiego obrotu spraw. Z tym większym zainteresowaniem rozpocząłem poranną prasówkę. Na pierwszej stronie najbardziej renomowanego i najpoczytniejszego rosyjskojęzycznego dziennika "Telegraf" nie ma nawet wzmianki o wojnie w Iraku. A przecież dotychczas był to leitmotiv z pierwszej strony. Otwieram więc gazetę i po chwili poszukiwań na czwartej stronie znajduję artykuł Olega Pawłowa Wuj Sam zrobił swoje, a w nim ? li tylko o masowych szabrach i nieporządku, który zapanował w wyniku anglo-amerykańskiej agresji. Zdjęcie dołączone do artykułu przedstawia iracką rodzinę uginającą się pod ciężarem wynoszonych kartonów. Podpis pod zdjęciem ? Grabieży nie brzydzą się nawet kobiety ? doskonale wpisuje się w myśl przewodnią artykułu.
W miejscowych mediach rosyjskich zapanowała cisza. Rosyjscy dziennikarze, jak i sami Rosjanie nie potrafią zareagować na to, co zobaczyli na własne oczy. Brak komentarza. Widocznie nieoczekiwana radość i wdzięczność wobec Busha w ustach dotychczasowych jego ofiar zbiło propagandę z pantałyku, bo media po prostu zamilkły, jakby wojny w Iraku w ogóle nie było.
Przez ostatnie trzy tygodnie Rosjanie zajadle piętnowali amerykańskich barbarzyńców, którzy niosą Irakijczykom tylko nieszczęścia i pożogę w imię własnych imperialnych interesów. Przez cały czas trwania militarnego konfliktu w Zatoce, codzienna prasa rosyjskojęzyczna publikowała cykl artykułów, krok po kroku demaskujących Amerykanów jako jedynych sprawców wojny w Bośni i Kosowie w imię walki o ropę.
Nieoceniony "Telegraf" zadaje czytelnikom retoryczne pytanie: Czy istnieje związek pomiędzy "humanitarnymi" wojnami w Jugosławii i Iraku?, i piórem Aleksandra Mosjankina odkrywa całą prawdę o imperialnej polityce Ameryki. Marzec ? to miesiąc dla współczesnej historii bardzo ważny. W 1999 roku pod pozorem obrony Albańczyków z Kosowa przed reżimem Slobodana Miloszewicza, pomimo braku zgody ONZ, NATO rozpoczęło "humanitarną interwencję" na Bałkanach. I oto proszę, minęły cztery lata i historia się powtarza. Pod pozorem obalenia dyktatorskiego reżimu Saddama Husajna i likwidacji broni masowego rażenia USA i ich sojusznicy rozpoczynają "humanitarną wojnę" przeciwko Irakowi ? również i tym razem bez zgody ONZ. Odsłania to zjawiska, które wymagają wyjaśnień ("Telegraf" nr 54 (342), 18 marca 2003). Artykuł nie pozostawia żadnych wątpliwości, że rozpad byłej Socjalistycznej Republiki Jugosławii oraz powstanie takich państw jak Słowenia, Chorwacja, Bośnia oraz nadzorowane przez społeczność międzynarodową Kosowo to konsekwentnie realizowany plan zawładnięcia światowymi zasobami ropy.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo antyamerykańska fobia to zjawisko powszechne w rosyjskiej opinii publicznej, i nie warto byłoby nawet o tym wspominać, gdyby nie fakt, że poglądy te pochodzą ze zdawałoby się niezależnej od polityki moskiewskiej rosyjskiej prasy wychodzącej w niepodległej Łotwie. Rosyjskie media, choć poza Rosją, nadal nie są w stanie mówić własnym głosem. Tu, na Łotwie mogłyby być rosyjskim głosem wolności, który z dala od bezpośrednich nacisków Kremla może bez obaw, a przy tym wiarygodnie informować rosyjskojęzyczną społeczność o tym, co dzieje się w świecie. Niestety, rosyjski elektorat, rekrutujący się w dużej mierze z byłych sowieckich wojskowych, politruków i ich rodzin, nie zniósłby innej niż moskiewska wykładni. Lokalne media rosyjskojęzyczne są zakładnikiem mentalności swoich odbiorców, zapatrzonych na wschód. Do nich adresują codzienną porcję anty-europejskiej, anty-łotewskiej i anty-amerykańskiej propagandy, podsycając wrogość do przybranej ojczyzny w której, jak twierdzą, gwarantuje się im miejsce gorszej kategorii. Ktoś, kto identyfikuje się z ideologią obcego państwa, zawsze będzie czuł się ofiarą w swoim domu. Inny, niezależny punkt widzenia jest nie do pomyślenia. Wszelka informacja musi być zgodna z oficjalną propagandą aktualnie sprawującej władzę kremlowskiej koterii.

(?)
Paweł Ładykowski
Wyświetlony 6363 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.