piątek, 24 wrzesień 2010 12:29

Marksistowskie sacrum

Napisał

Feuerbach nie odkrył Ameryki, stwierdzając, że naszemu gatunkowi przypisana jest niezbywalna potrzeba transcendencji. Realizatorzy teorii Marksa i Engelsa, mimo że ogarnięci ambicją przebudowy świata i człowieka, nie byli w stanie zniwelować do końca tej oczywistej sfery ludzkiego istnienia. W sposób świadomy lub nie - uruchomili produkcję własnej odmiany "opium dla ludu".

Przed Leninem i jego towarzyszami stanęło ogromne wyzwanie. Zaprowadzać ateizm przyszło im w kraju prawosławia. Od stuleci jego wyznawcy uczestniczą w liturgii wyjątkowo barwnej, zasobnej w rozbudowane gesty i ceremonie. Stalin, który w ciągu kilku tygodni zdołał wysadzić w powietrze siedemset moskiewskich cerkwi, nie mógł pozostawić po nich wyłącznie próżni. Efektem zarówno wrodzonej patologii urzeczywistnianej utopii, jak i ogólnoludzkiej potrzeby porządkowania świata, było to, że z chmur pyłu unoszącego się nad gruzami zwalonych świątyń wyłonił się kult herosów rewolucji. W kościołach, których nie potraktowano dynamitem, często urządzano muzea historii wyznań i ateizmu, co miało na celu utożsamienie chrześcijaństwa z zacofaniem i folklorem. Pogląd ten przyjął się i utrwalił do tego stopnia, że jeszcze dziś bywa powtarzany nawet przez publicystki programu TVP "Co pani na to". Cynizm "muzealników" per saldo owocował też jednak korzyściami dla kulturalnego dziedzictwa, gdyż świątynie zamienione na muzea ateizmu są na Wschodzie jednymi z nielicznych, które przetrwały komunizm.
Przynależność wyznaniowa często nie jest efektem świadomego wyboru. W czasach reformacji chłopi nadal podążali do kościoła, choć ten tylko z woli duchownych albo lokalnych władców ? stawał się luterańskim lub kalwińskim zborem. Nierzadko brak możliwości wyboru miejsca kultu powodował, że duchowe potrzeby realizowano w miejscach po prostu istniejących. Następstwem całkowitego braku świątyń jest sakralizacja innych obiektów lub przestrzeni. W Związku Sowieckim rolę atrapy świątyni zaczęło pełnić mauzoleum Lenina, niektóre pomniki i cmentarze. W 1981 r. w Sofii odbywały się mistrzostwa krajów socjalistycznych w skokach spadochronowych. Jedna ze związanych z zawodami ceremonii odbywała się pod pomnikiem bohaterów socjalistycznego lotnictwa bułgarskiego. Padły komendy: Smirna! Nakoliena! Polską reprezentację zaskoczyło to, że z pozycji na baczność ? wszyscy przyklęknęli jak w kościele. Pokolenie wychowane bez kontaktu z rzeczywistą religią, za to osaczone marksistowską indoktrynacją, miało już we krwi nieco podobny do cerkiewnego rytuał oddawania czci ? już nie Stwórcy, lecz postaciom komunistycznego panteonu.
Z najbardziej dosłownym pojmowaniem "opium dla ludu" spotkali się mieszkańcy maoistowskich Chin. Według tamtejszych wodzów rewolucji, słowa Mao Tse Tunga miały moc uśmierzania bólu. W czasie operacji chirurgicznych zamiast narkozy czytano pacjentom myśli sekretarza partii komunistycznej. Prawomyślny obywatel Chin Ludowych powinien pod ich wrażeniem przeżywać ekstazę tłumią-cą odczuwanie zabiegów dokonywanych lancetem nawet na najbardziej unerwionych trzewiach. Oznaki cierpienia rozumiano jako wynik zbyt małej akceptacji ideologii, której wykład powinien przecież olśnić i oddalić udrękę.
Imponującym sukcesem rosyjskich marksistów jest niemal błyskawiczne stworzenie i w dużym stopniu skuteczne zaszczepienie w powszechnej świadomości ludu ? własnej mitologii. Zważywszy skalę zjawiska, osiągnięcia tego nie umniejszają ani utrudniające przepływ prawdziwych informacji przestrzenie "ojczyzny proletariatu", ani też poziom wyedukowania jej poddanych. Mit rozkwitł, pomimo że wydarzenia jesieni 1917 roku trudno nazwać rewolucją ? tym bardziej "wielką". Przewrót, dokonany za pieniądze Niemców, liczących na zlikwidowanie tym sposobem wschodniego frontu wojny światowej ? nie obfitował w momenty wzniosłe i spektakularne. Osławiony Pałac Zimowy miał do obrony jedynie pododdział kobiecy. Rozkalibrowane armaty "Aurory", jeśli nawet byłyby w stanie oddać sygnałową salwę ? nie bardzo miały kogo wzywać do szturmu. Wdarcie się uzbrojonych grup do kluczowych budynków publicznych powszechnie postrzegano jako kolejne rozruchy, które wszystkim dawno spowszedniały. Poza samymi wywrotowcami i niemieckimi mocodawcami rozsypującymi nad setkami kilometrów rosyjskich okopów ulotki o nowej władzy ? nikt chyba nie domyślał się skutków przewrotu. Wizja nowego ładu była mglista nawet dla głównych jego organizatorów. Rada Delegatów Robotników i Żołnierzy dopiero w czasie obrad przypomniała sobie, że w gronie przywódców "rewolucji" nie ma przedstawicieli najliczniejszej w Rosji klasy społecznej, czyli chłopstwa. Niezwłocznie wysłano więc patrol wojskowy na Dworzec Pietropawłowski ? w celu sprowadzenia jakiegoś chłopa. Doprowadzony niemal siłą przypadkowy wieśniak zapewne nie miał pojęcia, w jakiej aferze przyszło mu uczestniczyć, ale stawiając swoje krzyżyki na dekretach wprowadził do tworzonego mitu ziarno prawdy ? udziału rosyjskiego chłopa w "dziele wielkiego października".

(?)
Artur Adamski
Wyświetlony 4901 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.