piątek, 11 październik 2019 20:15

Antykatolickie zabetonowanie polskiej polityki A.D. 2019

Napisał

Chociaż rządom PiS sprzyja wielu katolików, a Jarosław Kaczyński regularnie śle werbalne hołdy wobec Kościoła, sytuacja polityczna jest z perspektywy opinii katolickiej bardzo trudna.

Nie widać żadnych perspektyw by rządząca centroprawica zrealizowała najważniejsze postulaty agendy katolickiej. Jednocześnie prokatolickie narracje polityków i sympatyków PiS (w tym także części biskupów) przyczyniają się do coraz większej wrogości wobec chrześcijaństwa Polaków pozostających w opozycji. Co więcej, ze zdumieniem można zaobserwować umacnianie się przekonania, że mamy do czynienia nie z antykatolickim, ale katolickim zabetonowaniem sfery publicznej w Polsce. Oczywiście to kwestia źle ustawionej perspektywy lub po prostu złej woli, co przecież nie jest czymś rzadkim w polityce. Widać to dobrze, gdy przedstawiciele opozycji przypisują PiS np. forsowanie projektów ustaw, które ta opcja polityczna regularnie torpeduje.

Równie złe w obecnej sytuacji jest to, że poza PiS mamy w większości partie, z którymi w ogóle nie da się rozmawiać w kategoriach, które choć zbliżałyby się do stanowisk katolickich czy zdroworozsądkowych. W Koalicji Europejskiej, nie mówiąc o radykalnej lewicy (w postaci SLD, Razem, Wiosna) dominują już w tej chwili postulaty całkowicie przesiąknięte ideologicznie przez główny nurt politycznej obyczajowości charakterystycznej dla państw Europy Zachodniej. Koalicja Europejska tylko dzięki temu może być uznana za polityczne centrum, że ma na lewo od siebie sojusz postkomunistów (SLD) z neokomunistami (Razem) oraz zainteresowanymi głównie obsadzeniem posad, tęczowymi politykami Wiosny, która okazała się bardziej produktem marketingowym niż partią.  

 

Fundament sprawiedliwości

 

Kiedy mówimy o najważniejszych postulatach katolickich mamy przecież na myśli postulaty całkowicie fundamentalne z perspektywy elementarnej ludzkiej sprawiedliwości. Chodzi o to, by nie zabijano ludzi tylko dlatego, że nie zdążyli się jeszcze urodzić, czy dlatego, że jako dorosłe jednostki mamy się nad nimi całkowitą przewagę siły.

Wróćmy jednak do miejsca, gdzie jeszcze trwa jakaś dyskusja i zmaganie o katolickie zasady i gdzie “zabetonowanie” przeciw katolickiej agendzie musi być odbierane jako szczególnie dotkliwe.

Kiedy mówimy o najważniejszych postulatach katolickich mamy przecież na myśli postulaty całkowicie fundamentalne z perspektywy elementarnej ludzkiej sprawiedliwości. Chodzi o to, by nie zabijano ludzi tylko dlatego, że nie zdążyli się jeszcze urodzić, czy dlatego, że jako dorosłe jednostki mamy się nad nimi całkowitą przewagę siły, czy może jeszcze z tego powodu, że są obciążeni jakimiś problemami zdrowotnymi i – arbitralnie, jako społeczeństwo nie chcemy, by istnieli.

Jak czytelnik zapewne się domyśla, chodzi o sprawę aborcji. Każdy kto choć trochę jest zorientowany w przebiegu procesów politycznych w Polsce, wie jak długo PiS trzyma w zamrażarce projekt ustawy “Zatrzymaj aborcję”, który postuluje jedynie wykluczenie z polskiej ustawy o ochronie życia zapisu o zabijaniu nienarodzonych ludzi z powodów eugenicznych. Jak się okazuje, eugenikę we współczesnej kulturze krytykuje się tylko wtedy kiedy jest to wygodne. Również kultura polityczna naszych elit dopasowała się do tego cynicznego trendu. Zatem poza garstką polityków rozsianych po różnych partiach parlamentarnych, nie mamy w odchodzącej kadencji ugrupowania zasiadającego w Sejmie, które całkowicie przyjmowałoby katolicką perspektywę w sprawie będącej fundamentem wszelkiego sprawiedliwego działania. Trudno tak traktować jednoosobową reprezentację Prawicy Rzeczypospolitej w osobie Jana Klawitera, gdy w większych stronnictwach takich rozproszonych sprawiedliwych ludzi jest więcej.

Fundamentalność kwestii ochrony życia nie oznacza tylko tego, że jej niedostateczne uregulowanie uderza w te jednostki, które są całkowicie bezbronne wobec agresji swoich opiekunów (rodziców) i innych osób, które powinny być osobami najwyższego zaufania (lekarze). Chodzi także o to, że budowanie państwa solidarnego, państwa dobrobytu, państwa przynajmniej względnej sprawiedliwości, na krzywdzie – tutaj po prostu śmierci – jakiejkolwiek grupy społecznej, jest kompromitujące i przekreśla wagę innych osiągnięć. Nie może być w takiej sytuacji prawdziwej troski o dobro wspólne, która jest dobrem Całości. Jeśli ktoś ze słabych jest z tego dobra – tu radykalnie, przez pozbawienie życia – wyłączony, mamy do czynienia z tylko z realizacją przez państwo dobra partykularnego, jakiegoś społecznego egoizmu, a nie dobra wspólnego, czyli powszechnego.

Najlepsze z działań PiS stają się w tych okolicznościach rodzajem narzędzia nieprawości. Dlaczego? Ponieważ usypiają i korumpują sumienia wielu ludzi, którzy prywatnie będąc przeciwni aborcji będą popierali radykalną centroprawicę ze względu na jakiś rodzaj partykularnego zadowolenia otrzymywany od obecnych rządów. Wielu przymknie oczy na tę nieprawość powtarzając sobie w myślach, że przecież jest 500+, jest zrównoważony budżet, nie ma dziury VAT, jak również, że PiS jest “tamą przeciwko lewactwu”. Czy jednak zgoda na aborcję, której wykonuje się w Polsce coraz więcej, nie jest “lewactwem” osadzonym w sercu tych rozmaitych prawicowych politycznych opowieści? Zaniedbanie jednej fundamentalnej sprawy czyni wiele innych potencjalnie dobrych projektów dwuznacznymi moralnie i politycznie, ponieważ wymagają one domniemanej zgody na akceptowanie praktykowania zabijania w imieniu prawa. PiS skutecznie przekonał Polaków, że można bezterminowo żyć w państwie aborcyjnym i to jest, jak sądzę, najpoważniejszy zarzut wobec partii Jarosława Kaczyńskiego, a także fundament antykatolickiego zabetonowania.

PiS skutecznie przekonał Polaków, że można bezterminowo żyć w państwie aborcyjnym i to jest, jak sądzę, najpoważniejszy zarzut wobec partii Jarosława Kaczyńskiego.

 

Wewnętrzne sprzeczności

 

Rzecz jasna są jeszcze inne przykłady niekatolickiej polityki PiS. Bliźniaczą kwestią jest brak właściwego uregulowania sprawy in vitro, który otwiera drogę samorządom, często zdominowanym przez liberałów i lewicę, do podejmowania własnych programów refundacji tej niegodziwej praktyki, w której jeden człowiek rodzi się kosztem uśmiercania innych, masowo powoływanych do życia w laboratorium, osób.

Trzeba też zapytać, dlaczego partia Jarosława Kaczyńskiego nie wypowiedziała konwencji stambulskiej, która właśnie religię i tradycyjne instytucje, jak rodzina, uznaje za źródło przemocy, a w zamian proponuje nadanie ideologii gender pozycji quasi-religii politycznej i społecznej. Kwietniowe odrzucenie tej konwencji przez parlament słowacki dobrze pokazuje, że gest ten nie wymaga wiele odwagi, a jedynie przekonania i woli politycznej. W PiS tego przekonania i woli nie ma, choć jednocześnie partia ta miała wolę by uwikłać Polskę w całkowicie bezsensowny i niepotrzebny naszemu krajowi tzw. spór o praworządność z instytucjami Unii Europejskiej. Tymczasem Polska mogłaby wyjść do innych państw sceptycznych wobec konwencji stambulskiej z propozycją projektu Międzynarodowej Konwencji Praw Rodziny, który istnieje już od kilku lat, powtarza najlepsze fragmenty konwencji, ale jednocześnie proponuje w kontekście ideowym oparcie przeciwdziałania przemocy na wzmacnianiu naturalnych wspólnot, które tworzą rodziny i religia chrześcijańska.

Sprawa wypowiedzenia konwencji stambulskiej nie ma charakteru abstrakcyjnego, była to jedna z wyborczych obietnic PiS. Zresztą temat ideologii gender podejmuje także nowy dokument programowy partii, czyli obszerna broszura wydana przed wyborami parlamentarnymi Polski model państwa dobrobytu, w której m. in. czytamy:

Groźne dla rodziny i rodzicielstwa w Polsce jest też szerzenie ideologii gender. Jej rozpowszechnianie ma charakter sztuczny, warunkowany przede wszystkim przez strumienie środków finansowych, w znacznej mierze zewnętrznych. Niemniej jej oddziaływanie rośnie, szczególnie wśród części młodzieży i przyczynia się do narastania postaw niesprzyjających zakładaniu rodziny i posiadaniu dzieci. Postawienie barier szerzeniu się ideologii gender jest ważne. Ważniejsze są jednak działania na rzecz umocnienia rodziny, obrony rodzicielstwa, szczególnej roli matki i szacunku dla macierzyństwa, które powinno być traktowane nie jako obciążenie, ale wyróżnienie i przywilej. Podniesiona musi być też ranga ojcostwa, podkreślana rola wielodzietnej rodziny. Dopiero podjęcie tych wszystkich zabiegów łącznie zmieni obecną niekorzystną sytuację. Prawo i Sprawiedliwość będzie stanowczo bronić rodziny naturalnej, w tym jej kształcie i rozumieniu, które cechuje cywilizację zachodnią. Jesteśmy przekonani, że dzisiaj należy chronić nie tylko klimat i środowisko naturalne, ale także ludzkie instytucje i dotychczasowe formy życia. (s. 11)

Osobno trzeba potraktować demontaż Trybunału Konstytucyjnego, który miał charakter podwójnie sprzeczny z katolickimi zasadami. Pierwsza sprzeczność, zapewne bardziej subtelna i budząca mniejsze emocje wśród samych katolików, to rewoltowanie, a nie reformowanie tej instytucji państwa. By zbudować dobrą nową instytucję nie wystarczy zniszczenie jej starej postaci. Przeciwnie, przeważnie lepiej jest reformować nawet ułomną, ale już istniejącą instytucję, ponieważ samo jej osadzenie w historycznej strukturze państwa, posiadane zasoby doświadczenia oraz jej stabilizujący rzeczywistość społeczną charakter jest już pewną wartością.

Mogą się zdarzyć instytucje tak głęboko przeniknięte patologicznym strukturami, że ostre cięcie wydaje się jedynym wyjściem. Tego nie neguję, ale nie dotyczyło to Trybunału Konstytucyjnego, który – przechodzimy teraz do drugiego punktu tej uwagi – podejmował decyzje ważne i dobre także z katolickiej perspektywy, z perspektywy zwykłej uczciwości i sprawiedliwości. Taką decyzją było rzecz jasna odrzucenie ustawy poszerzającej zakres dostępności mordu prenatalnego przeforsowany przez SLD w połowie lat 90. Prof. Andrzej Zoll sformułował wówczas fundamentalną zasadę, pisząc w orzeczeniu, że ochrona życia jest fundamentem demokratycznego państwa prawa odrzucając możliwość aborcji ze względów społecznych. Co więcej, można się spodziewać, że działający na dotychczasowych zasadach Trybunał uznałby także za niekonstytucyjny wyjątek z obowiązującej ustawy, dopuszczający aborcję z powodów eugenicznych. Wtedy PiS byłby w znacznej mierze zmuszony tę sprawę potraktować poważnie, co zapewne ucieszyłoby wielu posłów i działaczy tej partii, choć niekoniecznie jej liderów. Niestety zniszczenie i upartyjnienie Trybunału Konstytucyjnego tę możliwość oddaliło, równocześnie wiele wskazuje, że ochrona życia nie jest dla PiS postulatem (choć znajduje się w programie), ale problemem. Choć partia rządząca podawała inne powody dla swojej akcji przeciw Trybunałowi, w przedziwny sposób zazębiła się ona z dramatycznym problemem jakim jest rosnąca w Polsce liczba zabijanych dzieci. Już dawno liczba ofiar tego procederu przekracza tysiąc osób rocznie, co oznacza, mniej więcej, trzy wymuszone ludzkie śmierci dziennie.

 

cd w numerze

przycisk

Wyświetlony 509 razy
Tomasz Rowiński

Historyk idei, redaktor pisma ?Christianitas?

Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.