piątek, 11 październik 2019 20:18

Jakie powinny być polskie elity w XXI w. i dlaczego takie nie są?

Napisała

Od kilkuset lat mamy do czynienia z tzw. procesem nowoczesności, którego podstawą jest przekonanie, że człowiek poprzez powiększanie swojej wiedzy może wywierać coraz większy wpływ na swoje otoczenie. Dotyczy to nie tylko kwestii postępu technicznego, lecz także sprawy regulowania życia zbiorowego. Słynne hasło rzucone przez Franciszka Bacona „wiedza to władza”, dotyczy nie tylko władzy nad przyrodą, lecz także władzy politycznej.

Szukanie przepisów na zwiększenie tej ostatniej odbywało się różnymi drogami. Jedna z nich wiodła przez doświadczenie empiryczne, czyli wypróbowywanie różnych rozwiązań w praktyce i wyciąganie z nich wniosków na przyszłość. Mistrzami tej metody bez wątpienia stali się Anglosasi, którzy nigdy nie odczuwali pociągu do abstrakcyjnego teoretyzowania. To Anglicy jako pierwsi zaczęli przeprowadzać eksperymenty naukowe, dzięki czemu m.in. wynaleźli maszynę parową, która zupełnie zrewolucjonizowała nasz świat. Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska była natomiast jedną z pierwszym instytucji, które uczyły się rządzić podbitymi ludami kolonialnymi. Wiedza ta była gromadzona z pokolenia na pokolenie, dzięki czemu Anglicy stali się mistrzami dyplomacji i korzystania z bardzo szerokiego wachlarza środków sterowniczych, współcześnie zwanych soft power. Źródłem sukcesów politycznych Wielkiej Brytanii była daleko idąca ciągłość elit politycznych, które były ściśle powiązane z brytyjskim handlem i szeroko rozumianą gospodarką. Ten sam model po tym europejskim morskim imperium odziedziczyły Stany Zjednoczone.

Źródłem sukcesów politycznych Wielkiej Brytanii była daleko idąca ciągłość elit politycznych, które były ściśle powiązane z brytyjskim handlem i szeroko rozumianą gospodarką. Ten sam model po tym europejskim morskim imperium odziedziczyły Stany Zjednoczone.

Inną drogą natomiast szły europejskie państwa kontynentalne, które faworyzowały drogę odmienną, wiodącą od teorii do praktyki. Szukano apriorycznie najlepszego ustroju i systemu organizacyjnego państwa, który można byłoby wprowadzić odgórnie. Nie raz próbowano te rzekomo najlepsze ustroje wprowadzać w życie, jak choćby podczas rewolucji francuskiej, bolszewickiej czy faszystowskiej. Efekt, niestety, zawsze był ten sam, czyli chaos i rozregulowanie tego, co wcześniej mniej czy dobrze, ale jednak działało… Z punktu widzenia poznawczego próby te mimo wszystko wzbogaciły naszą wiedzę na temat tego, jak funkcjonuje społeczeństwo. Za każdym razem, gdy trzeba było „ogarnąć” chaos uprzednio spowodowany przez rewolucję, trzeba było działać ad hoc i wprowadzić jakieś rozwiązania, nawet prowizoryczne. Dzięki temu elity państw Europy Zachodniej czy też Rosji mimo wszystko jednak czegoś się uczyły. Podstawą funkcjonowania tych państw stawała się biurokracja, która – jeśli zapewnimy jej ciągłość – gromadzi ogromne doświadczenie w kwestii sterowania społecznego.

Obok wymienionych dwóch dróg do zwiększania władzy przez wiedzę możemy wskazać jeszcze trzecią. Chodzi o kabałę, astrologię i inne „nauki tajemne”. Podstawowa idea kabały jest znana: ten kto odczyta imię Boga, ten zyska nad Nim władzę, a tym samym władzę nad całym światem. Magia, w tym teurgia dąży do uzyskania wpływu na rzeczywistość. Studia numerologii czy astrologii mają dostarczyć wiedzy na temat różnych powiązań, które są niewidoczne dla zwykłych śmiertelników. Czy „wtajemniczeni” rzeczywiście są w posiadaniu narzędzi, za pomocą których wywołują wpływ na naszą rzeczywistość? – tego nie jestem w stanie ocenić.

Podsumowując należy stwierdzić, że wszystkie drogi prowadzą do jednego celu: chodzi o to, by rozumieć różne mechanizmy i umieć się nimi posługiwać, by wywierać coraz większy wpływ na rzeczywistość (polityczną) i kształtować ją zgodnie ze swoją wolą.

Nowoczesność nie dotarła do Polski przedrozbiorowej. Zamiast budować instytucje – czy to państwowe czy też prywatne – których celem byłoby gromadzenie i przekazywanie wiedzy dotyczącej sterowania społeczeństwem, polska szlachta zachłysnęła się w tamtych czasach anachronicznym sarmatyzmem. Szkołę nowoczesności Polacy przechodzili dopiero pod zaborami. Uczyli się na uniwersytetach w Wiedniu, Berlinie czy Petersburgu, służyli w zaborczych armiach, piastowali różne funkcje urzędnicze w zaborczych administracjach czy nawet dzierżyli funkcje polityczne. Na owoce nie trzeba było długo czekać: po odzyskaniu przez nas niepodległości w 1918 r. państwo polskie bardzo szybko stanęło na nogi, co świadczy o tym, że Polacy po otrzymaniu odpowiedniego przeszkolenia są w stanie sprawnie zarządzać własnym państwem. Należy wspomnieć choćby o kwestii scalania prawa cywilnego – w momencie odzyskania niepodległości na ziemiach polskich obowiązywały cztery kodyfikacje: niemiecka, austriacka, rosyjska i kodeks Napoleona. Polski Kodeks Zobowiązań z 1933 r. był prawdziwym arcydziełem sztuki kodyfikacyjnej.

Nowoczesność nie dotarła do Polski przedrozbiorowej. Zamiast budować instytucje – czy to państwowe czy też prywatne – których celem byłoby gromadzenie i przekazywanie wiedzy dotyczącej sterowania społeczeństwem, polska szlachta zachłysnęła się w tamtych czasach anachronicznym sarmatyzmem.

Część wiedzy, którą Polacy zdobyli w tamtym okresie, wpłynęła potem na konto PRL. Niestety, była to już tylko część, resztę bowiem wypełnili ludzie z awansu, który nie opierał się na kryteriach związanych z posiadaniem określonego przygotowania i ogólnej predyspozycji do rządzenia państwem. W PRL ścierały się różne siły. Pewne rzeczy działały lepiej, inne gorzej, w zależności od tego, kto ponosił realną odpowiedzialność za wykonanie jakiegoś zadania.

Prawdziwa klęska zaczęła się dopiero w latach 80-tych, gdy na scenie pojawiła się tzw. opozycja demokratyczna. Jej trzon stanowili ludzie, którzy potrafili tylko burzyć, ale nie byli w stanie niczego zbudować. Przywódcy opozycji dążyli do całkowitego zanarchizowania państwa polskiego. Odpowiedzią było wprowadzenie stanu wojennego, czyli przejęcie władzy przez wojskowych, którzy całkowicie zatrzymali jakikolwiek rozwój. Zaczął się zjazd po równi pochyłej. W 1989 r. rozpoczął się już jawny demontaż struktur państwowych. Władzę nad III RP objęli na spółkę mniej lub bardziej świadomi przedstawiciele obcych kanałów wpływu oraz ich marionetki w postaci „elit” solidarnościowych. Pomysł tych „elit” był taki, by Polska weszła do UE (wtedy EWG) i NATO, by wysprzedała swój majątek obcemu kapitałowi i by wysyłać rządzących naszym krajem na stypendia do USA, Wielkiej Brytanii i Niemiec. To było wszystko, na co było ich stać.

Między elitami II RP – przy wszystkich niedomaganiach tamtego państwa – a „elitami” III RP istnieje więc przepaść głębokości Rowu Mariańskiego. Te pierwsze rozumiały kwestię wiedzy i szkolenia się, te drugie są ich absolutnym zaprzeczeniem. „Elity” postsolidarnościowe to efekt specjalnego „chowu”, zafundowanego nam przez obce kanały wpływu. Podstawowa reguła tego „chowu” jest zupełnie przejrzysta: im ktoś głupszy, a jednoczenie przy tym napuszony, tym bardziej jest wspierany w robieniu kariery. Algorytm jest prosty: brak potrzeby uczenia się jako warunek otrzymywania odpowiedniego – zazwyczaj dość niewidocznego – wsparcia.

 

cd w numerze

przycisk

Wyświetlony 537 razy

Najnowsze od Magdalena Ziętek-Wielomska

Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.