sobota, 08 luty 2020 23:10

Naftowe wojny, mity i sojusze

Napisał

Ropa naftowa często jest przyczyną wojen, jest bowiem skarbem ziemi mającym potężną moc polityczną. W wielu konfliktach odgrywała znaczącą rolę, w wielu była skuteczną bronią, ale najczęściej nie była wcale głównym celem czy łupem. Dla najsprytniejszych jest niezwykle skutecznym narzędziem uprawiania polityki.

Wojny o ropę

Wojny, których bezpośrednim powodem jest ropa, wybuchają zwykle w biednych regionach świata, hojnie obdarzonych zasobami, a państwa te nie mają innych bogactw i nie osiągnęły wysokiego poziomu rozwoju, a ropa nie ma dużego znaczenia dla gospodarki i dobrobytu mieszkańców.

Pierwszą historycznie wojną między państwami o ropę był konflikt w Ameryce Południowej w latach 1932-35 między Paragwajem a Boliwią o sporną prowincję Chaco (stąd nazwa "wojna Chaco"). Dwa najbiedniejsze kraje tego kontynentu po odkryciu w tym regionie ropy naftowej ruszyły do walki. Stawka była wysoka, więc i ofiary ogromne, była to najbardziej krwawa wojna w Południowej Ameryce w XX wieku – zginęło między 50 a 80 tysięcy osób. Konfliktowi sekundowały dwa wielkie koncerny naftowe: Royal Dutch Shell wspierał Paragwaj, a Standard Oil Boliwię. Po trzech latach wojny przydzielono Paragwajowi 2/3 spornego terytorium. Późniejsze dyskusje historyków dotyczyły pytania: czy rządy tych państw były marionetkami koncernów naftowych, czy też działały w imię własnych interesów.

W 1967 r. wybuchła wojna o ropę między Nigerią a samozwańczą republiką Biafry. Była spuścizną po dekolonizacji tego regionu Afryki przez Wielką Brytanię (1960-63). Brytyjczycy, gdy opuszczali kolonie, starali się wkomponować tam na stałe konflikt, który osłabiał te państwa. Podobnie czynili, opuszczając inne swoje kolonie: Indie podzielili na dwa, a nawet trzy państwa (Indie, Pakistan, Bangladesz), utworzyli państwo Izrael, wbudowując na Bliskim Wschodzie konflikt o znaczeniu globalnym. Także w Afryce zachodniej nie przejmowali się różnicami etnicznymi, więc i tam wybuchła wojna. 70 % ropy naftowej leżało bowiem w północnej części Nigerii – Biafrze, a różnice etniczne wobec reszty nowego państwa były ogromne. Wojna przyniosła sto tysięcy ofiar wśród żołnierzy i trudną do określenia liczbę (między 500 tysięcy a 2 miliony) ofiar cywilnych. Wojska federalne zastosowały bowiem blokadę, która doprowadziła do masowego głodu, zmarły setki tysięcy Biafrańczyków.

Konflikt zakończył się przyłączeniem Biafry do Nigerii, która dzisiaj ma tak wielkie znaczenie na naftowej i gazowej mapie świata, szczególnie zaś delta Nigru, którą próbowali zawładnąć rebelianci. Była to wojna o źródła dochodów nowo powstałego państwa, z których wcześniej czerpała obficie Wielka Brytania, gdyż wszystkie zyski z wydobycia płynęły wtedy do brytyjskiej Korony.

Wojna między Irakiem a Iranem, która wybuchła w 1980 r. i trwała osiem lat, nie była walką o zasoby, ale starciem o dominację w regionie. Była też spowodowana zmianą sojuszy przez Amerykę, która wyrzucona z Iranu przez ajatollahów w 1979 r., odwróciła sojusze i wspierała Irak, nie zwracając wcale wtedy uwagi na użycie przez Saddama Husejna broni chemicznej, od której ginęły tysiące irańskich żołnierzy. Jednak jeden fragment tej wojny był klasycznym starciem o ropę – była to Wojna Tankowców. Irak próbował zablokować eksport irańskie ropy z Zatoki Perskiej, atakując statki wiozące surowiec z powietrza oraz niszcząc instalacje i pola naftowe, a Iran atakował tankowce z ropą dla sojuszników Iraku, głównie Stanów Zjednoczonych. Na wodach Zatoki amerykańskie okręty wojenne zaczęły eskortować więc kuwejckie tankowce, gdy Iran zaminował szlaki transportowe. Kulminacją była jednodniowa bitwa morska między USA i Iranem i zestrzelenie przez Amerykanów cywilnego samolotu irańskiego, gdzie zginęło 290 osób (Iran Air Flight 655).

Czysto naftową wojną była iracka inwazja na Kuwejt w 1990 r., dokonana przez Saddama Husejna, przeświadczonego, że ma poparcie USA. Wykorzystując spór graniczny o złoże Rumaila, zagarnął on bogate zasoby nafty kuwejckich szejków. Liczył też na to, że wielki sojusznik – Ameryka – przymknie oko na tę eskapadę. Nie przymknęła – efektem był największy militarny konflikt o złoża ropy, czyli pierwsza amerykańska inwazja na Irak w 1990 r., zwana Pierwszą Wojną w Zatoce. Waszyngton uznał, że zbyt niebezpieczne jest skupienie tak potężnych zasobów ropy w rękach jednego człowieka, mimo tego że był to sojusznik Ameryki. Amerykańskie siły powietrzne, morskie i lądowe uderzyły na armię Iraku, odbiły Kuwejt, jednak cofnęły się wtedy przed całkowitym pokonaniem Iraku. Irakijczycy zaś, cofając się, podpalili szyby naftowe, z których pożarami amerykańscy specjaliści walczyli dobrych kilka lat.

Nałożono wtedy na Irak potężne sankcje, odbierając mu kontrolę nad pieniędzmi z ropy naftowej, narzucając reparacje wojenne i wyniszczając w ten sposób kraj. Po takim przygotowaniu wykorzystano jako pretekst atak na wieże w Nowym Jorku i spreparowano fałszywe dowody posiadania przez Irak broni chemicznej. Pokazano na forum ONZ jakiś biały proszek i największa potęga militarna świata napadła na wycieńczony sankcjami kraj. To była wojna dokańczająca tę wcześniejszą, niedokończoną i była to pierwsza wojna o ropę w XXI wieku. Zachód uzyskał dostęp do potężnych zapasów taniej ropy – 20 miliardów ton (9% światowych zasobów), do których należy dodać jeszcze nieznane, ale z pewnością ogromne słabo zbadane obszary roponośne. Później nawet Alan Greenspan, ówczesny szef FED, przyznał że była to wojna o ropę.

Koszty wojny w Zatoce były dla USA ogromne, a że swoje panowanie nad światem finansują one z coraz większego zadłużenia budżetu rządu federalnego i coraz głębszego deficytu handlowego, trudno się dziwić, że polityk z tak niewyparzoną gębą, jak Donald Trump, głośno wołał: "Bierzmy ropę!". Domagał się, by Irak przekazał swoją ropę Ameryce w zamian za poniesione koszty wojny przeciwko temuż Irakowi.

Koszty tej wojny były dla USA ogromne, a że swoje panowanie nad światem finansują one z coraz większego zadłużenia budżetu rządu federalnego i coraz głębszego deficytu handlowego, trudno się dziwić, że polityk z tak niewyparzoną gębą, jak Donald Trump, głośno wołał: "Bierzmy ropę!". Domagał się, by Irak przekazał swoją ropę Ameryce w zamian za poniesione koszty wojny przeciwko temuż Irakowi. Sytuacja dość absurdalna i poniżająca Irakijczyków, dopóki nie nazwie się inwazji "wyzwoleniem narodu irackiego spod reżimu autokraty". Wtedy można rzeczywiście żądać rekompensaty, a ropa to jedyne bogactwo, jakim dysponuje Irak.

Zresztą nawet skromnymi zasobami ropy w Syrii już prezydent Trump nie pogardził i wycofując wojska USA z pogranicza Syrii i Turcji, zajął syryjskie pola naftowa, nawołując: "Zabezpieczmy ropę!". I później nawet chwalił się, ze Ameryka zarabia 30 milionów dolarów miesięcznie na sprzedaży syryjskiej ropy. Tak buńczuczne oświadczenia, chwalenie się dochodami z kradzieży cudzej własności, mogą bezkarnie uchodzić jedynie tak wielkiemu globalnemu chuliganowi jakim są USA.

Kolejna wojna o ropę w naszym wieku wybuchła w Sudanie. Zachód poświęcił wiele wysiłku na dokonanie podziału Sudanu na północny i południowy. Gdy to się dokonało w 2011 r., ropa znalazła się w nowym południowym państwie, które nie ma dostępu do morza, a rurociągi i porty, umożliwiające sprzedaż ropy – w północnym. Gdy rok później Północ zażądała absurdalnie wysokich taryf przesyłowych za ropę (32-36 dolarów zamiast jak dotychczas jednego dolara), Południe zamiast ropy posłało wojsko. Konflikt dość szybko zakończył się porozumieniem, jednak starcia i walki regularnie się powtarzają w tym jednym z najbiedniejszych miejsc świata.

 

Cd w numerze

przycisk

 
 
Wyświetlony 159 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.