sobota, 08 luty 2020 23:11

Wojna permanentna

Napisał

Świętujemy w tym roku 75. rocznicę zakończenia największej w dziejach wojny. Poczucie, że żyjemy w erze pokoju, którym napawamy się jako mieszkańcy Europy, okazuje się jednak ułudą.

W pierwszym powojennym okresie zimnowojennej rywalizacji konflikty wybuchały ze sporą częstotliwością. Do lamusa odchodzą już wojny w Korei, Wietnamie, Afganistanie, pulsujące raz po raz zagrożenie nuklearną zagładą. Wraz z upadkiem komunizmu miała nadejść upragniona era pokoju i odprężenia, czy, jak tego oczekiwali wyznawcy teorii Fukuyamy, końca historii. Wojenna historia jednak się nie skończyła, a jeżeli nawet, to można powiedzieć, że zaraz po tym nastąpił jej powrót w postaci zombie.

Dla utrzymania światowego ładu ustanowiono etat globalnego policjanta. Zgłosiło się do tego wakatu jedyne pozostające na placu boju imperium – imperium amerykańskie. Stany Zjednoczone były zresztą znane jako współorganizator porządku międzynarodowego, który trwał do czasu, nim wszyscy świadkowie tamtych dni doczekali rozbiórki muru Berlińskiego. USA, będąc głównym inicjatorem powstania ONZ, Unii Europejskiej i NATO, mogą poszczycić się również organizacją wielu powojennych światowych konfliktów i przewrotów, których tło niekoniecznie musiało wynikać z pragnienia powstrzymania marszu komunistów lub działania na rzecz jedynie słusznej światowej demokracji. W kontekście najnowszych doniesień z Iranu o zbójeckim mordzie popełnionym na osobie generała Ghasema Solejmaniego dobrze jest przypomnieć przewrót dokonany w Iranie (Projekt TPAJAX, 1953), czyli obalenie, przy czynnym udziale CIA, demokratycznego premiera, Mohammada Mosaddegha, człowieka, który ośmielił się znacjonalizować irański przemysł naftowy. Światowy demokrator stanął wtedy po stronie szacha Mohammada Rezy Pahlawiego, ponad ćwierć wieku z namaszczeniem wspierając jego absolutne rządy.

USA, będąc głównym inicjatorem powstania ONZ, Unii Europejskiej i NATO, mogą poszczycić się również organizacją wielu powojennych światowych konfliktów i przewrotów, których tło niekoniecznie musiało wynikać z pragnienia powstrzymania marszu komunistów lub działania na rzecz jedynie słusznej światowej demokracji.

Po 1989 roku globalny policjant wykonywał swoje zadania sumiennie, można by rzec, coraz sumienniej, ale po rozsypaniu się Bloku Wschodniego potrzebował niezwłocznie nowego alibi. Społeczeństwu skutecznie ogłupianemu retoryką praw człowieka raczej trudno byłoby zrozumieć, że prawdziwe cele interwencji militarnych mają naturę wyłącznie pragmatyczną, żeby nie powiedzieć imperialną. Pierwszą interwencję w Iraku było można w miarę łatwo uzasadnić obroną małego najechanego Kuwejtu, nie tłumacząc opinii zbyt wiele z tego, jaki interes mają Amerykanie w tym, żeby się losem takiego mikroba interesować. W podobnych sytuacjach, kiedy nieszczęśnicy nie posiadają ropy ani innych wartościowych surowców, Waszyngton pozostaje głuchy, jak pień. Zainicjowaną przez USA interwencję wojsk NATO w Jugosławii podjęto wyłącznie w imię uśmierzenia konfliktów etnicznych, jej zbieżność z oficjalną strategią polityki międzynarodowej, omówioną szeroko w sławnej książce Zbigniewa Brzezińskiego Wielka Szachownica była oczywiście przypadkiem. Zacieśnianie pierścienia baz wojskowych wokół (podobno demokratyzującej się) Rosji, wraz z budową w Kosowie drugiej co do wielkości w Europie bazy „Bondsteel”, było oczywiście efektem ubocznym.

Paradoksalnie, prawdziwym błogosławieństwem dla amerykańskiego władz stało się nieszczęście. Niczym wyznawcom marksistowskiej dialektyki, kryzys stworzył wachlarz możliwości. Sprawująca władzę grupa jastrzębi umiała z niego skorzystać. Mowa oczywiście o wydarzeniu, którym żył cały świat, o ataku na World Trade Center w Nowym Jorku w 2001 roku. Zapaliło się zielone światło dla otwartego wkroczenia militarnego USA na żyzne, bo choć piaszczyste, to jednak roponośne pola Bliskiego Wschodu. Z uzasadnieniem planowanego drugiego najazdu na Irak nie poszło Amerykanom jednak tak łatwo. Mimo karykaturalnego przedstawienia w mediach postaci Saddama Husajna, kilka państw sojuszniczych, w tym Francja i Niemcy, kategorycznie odmówiło udziału w tym przedsięwzięciu. Dlatego właśnie wymyślono hecę z rzekomą obecnością zakazanej broni chemicznej wyprodukowanej przez fabryki Saddama Husajna. Całe składy pocisków z gazem musztardowym nota bene rzeczywiście odkryto, tyle że były to nienadające się do użytku zapasy z czasów wojny iracko-irańskiej, wyprodukowane przez... zachodnie koncerny. Raport na ten temat przemilczano.
Ingerencja bezpośrednia, przejawiająca się obecnością oddziałów amerykańskich na Bliskim Wschodzie, najpierw uzasadniona była walką z Al Kaidą, potem z Państwem Islamskim (choć był to raczej drugorzędny przeciwnik) i trwa właściwie aż do dzisiaj, pomimo wycofania sporej części kontyngentu i uznania całej operacji za błąd. Tym niemniej trudno oczekiwać, by w najbliższym czasie USA zaprzestały podsycania napięć w tak zwanych regionach, które paradoksalnie uzasadnia się ich... niwelowaniem. Wojna stała się więc stałym stylem sprawowania polityki.

Suma summarum, unikając przesady, inicjatorem całej tej toczącej się dzisiaj permanentnej wojny z Irakiem, Syrią, a teraz znów z Iranem, jest dobry i uczynny człowiek – zawsze gotowy spieszyć z pomocą – policjant światowego ładu. Być może warto by tu jeszcze wspomnieć o nieskromnym udziale pewnego skromnego współzleceniodawcy któremu dano imię Izrael. Jest to państwo ustawicznie skłócone ze wszystkimi, które do całodobowej asekuracji wynajęło sobie policjanta w charakterze „darmowej agencji ochrony przez atak”.

 

Cd w Numerze

przycisk

 
 

 

Wyświetlony 1632 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.