wtorek, 31 sierpień 2010 20:55

Wszyscy kapitalistami

Napisał

Brak pieniędzy na najbardziej podstawowe potrzeby w każdej rodzinie, gminie, państwie, a nawet w tak bogatych wspólnotach politycznych, jak USA czy UE, jest zauważalny nawet przez ludzi, którzy nie zajmują się zawodowo ekonomią, polityką i gospodarką w skali makro i mikro.

Jedynie w czasie wojny pieniędzy nie brakuje na jej prowadzenie. Konieczność zniszczenia przeciwnika odsuwa na daleki plan wszelkie deficyty, równowagę budżetową, inflację itp. wskaźniki, którymi operuje się w czasie pokoju, w czasie wojny idą one do kosza. Tak było w czasie I i II wojny światowej. Rujnuje się materialny dorobek wielu pokoleń w postaci domów, fabryk, kolei, autostrad i szos, miliony ludzi tracą życie, a dwa razy tyle zostaje inwalidami.
Będąc daleko od płytkiego pacyfizmu, trzeba zauważyć, że w tej sytuacji jedynie finanse mają się dobrze. Wojna nakręca koniunkturę, zyski wojennych dostawców stają się niewyobrażalne. Tak było zawsze, od najstarszych cywilizacji aż do dziś. Przyzwyczajenie do tego gospodarczo-finansowego mechanizmu jest tak silne, że wydaje się, iż inaczej już być nie może. Znaleźli się jednak ludzie dość utalentowani, a niektórzy uważają nawet, że genialni, którzy system ten zakwestionowali w całości i na jego miejsce zaproponowali rozwiązanie noszące nazwę kredytu społecznego.
Blisko sto lat temu, pewien niezwykle uzdolniony Szkot Clifford Hugh Douglas (1879-1952), z wykształcenia inżynier mechanik i elektryk, ekonomista, pisarz i myśliciel społeczny, w 1916 roku prowadził kontrolę finansową fabryki samolotów w Anglii. Zauważył on, że suma pieniędzy wydawana na produkcję jest zawsze wyższa od sumy przeznaczonej na wynagrodzenia i dywidendy. Zjawisko to ocenił jako szkodliwe gospodarczo, bo pozostaje niesprzedana nadwyżka produktów, z powodu braku środków na ich zakup. Zaintrygowany tym zbadał dalszych 100 dużych przedsiębiorstw w Wielkiej Brytanii i w każdym z nich było podobnie. Stwierdził, że pieniądze wydawane na produkcję towarów nie wracają w całości do producenta, zatem nowa produkcja musi być finansowana z oprocentowanego kredytu, którego zaciąganie coraz bardziej zadłuża producenta i prowadzi do jego bankructwa, a w szerszej skali do kryzysu ekonomicznego. Jego wyrazem jest wzrost bezrobocia, inflacja, kryminalizacja gospodarki, marnotrawienie ludzkiego wysiłku i bogactw naturalnych w celu utrzymania wzrostu ekonomicznego, prowadząc do wojen pomiędzy państwami, najpierw ekonomicznych, a w końcu także orężnych. Wydaje się, że proces ten w swojej klasycznej postaci i w całej rozciągłości rozwija się również obecnie w Polsce.
Hugh Douglas postanowił zaradzić tej destrukcji. W przeciwieństwie do Marksa nie zajmował się on ani zyskiem, ani własnością środków produkcji, ani też odbieraniem komukolwiek jego własności. Postanowił zreformować system finansowy, likwidując stale narastające zadłużenie podmiotów gospodarczych. Wyszedł on z założenia, że każdy człowiek, który rodzi się na ziemi, jest spadkobiercą swoich poprzedników, którzy pozostawili określony majątek. Z tego tylko tytułu każdy człowiek ma prawo do dochodów umożliwiających mu życie w skromnych, ale i godnych człowieka warunkach. Zaproponował w związku z tym likwidację oprocentowania wszelkich kredytów i pożyczek. Jego argumenty nawiązywały zarówno do wielokrotnie powtarzanych w Biblii potępień dla lichwy, jak i do uzasadnienia, że banki nie tworzą żadnej wartości, to producenci towarów tworzą określony majątek. Bez towarów pieniądz nic nie znaczy i nikomu nie jest potrzebny. Ze względu na to, że akceptował on prawo wolności na rynku gospodarczym, nie zamierzał zmuszać jakiegokolwiek banku do rezygnacji ze swoich stóp procentowych. Proponował utworzenie innej sieci banków konkurencyjnych, które będą udzielać kredytu bez procentu, za pomocą własnej waluty, której wartość będzie odpowiadać wartości produkcji, jaka znajdzie nabywców na wolnym rynku. Tym wszystkim, którzy zaakceptują to, będzie on wypłacać dywidendę pochodzącą ze zwiększonej produkcji i sprzedaży towarów, i to niezależnie, czy ktoś pracuje, czy też nie pracuje. Uważał, że w ten sposób zrealizowane zostanie założenie, że każdy otrzyma stosowne środki utrzymania. Przedstawiony w wielkim skrócie system nazwał on kredytem społecznym. Krótko mówiąc, zaproponował on odwrócenie sytuacji, jaka panuje w obecnej bankowości. Pobierany przez banki procent od kredytów, postanowił on wypłacać wszystkim ludziom, zwiększając ich siłę nabywczą, co umożliwia sprzedaż wszystkich produktów i powrót całości udzielonego kredytu do producenta. System ten ma też mechanizm samoregulujący wielkość udzielanych kredytów do granicy możliwości produkcyjnych producentów, w efekcie czego albo rzeczywiste potrzeby konsumentów zostaną zaspokojone, albo zdolność producentów zostanie wyczerpana, cokolwiek wydarzy się najpierw, staje się granicą udzielanych kredytów.

(?)

 

Adam Maksymowicz
Wyświetlony 4517 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.