czwartek, 11 listopad 2010 17:15

Białe plamy na czarnym portrecie polskiego górnictwa

Napisał

Dla kogoś, kto górnictwo zna z filmu, prasy i radia oraz z opinii rządowych analityków i ekonomistów, obszerny artykuł Jarosława J. Szczepańskiego pt. "Górnictwa portret czarny. Kolejny protest polskich górników", opublikowany w "Znakach Nowych Czasów" nr 7/2003, pełen jest rzeczowych argumentów, pryncypialnych sądów, analiz oraz wniosków i... bezradności. Cechą charakterystyczną tego artykułu jest oczywistość głoszonych ocen, popartych opiniami światowych ekspertów i krajowych profesorów z wyższych uczelni. Zebranym przez autora materiałom nie można odmówić logiki i konsekwencji, choć nie wszystko, co tam napisano, jest prawdą, a wiele istotnych i ważnych informacji, zaprzeczających głoszonym przez autora tezom, po prostu pominięto. Te właśnie ostatnie kwestie wymagają sprostowania i uzupełnienia, tak aby nie powstawały "białe plamy" na tle czarnego portretu polskiego górnictwa węgla kamiennego.

Już na wstępie autor tego artykułu pisze, że "W Polsce od dnia rozpoczęcia przemian gospodarczych wiadomo było, że zamknięcie dużej części kopalń węgla kamiennego jest konieczne" (str. 31). Komu to było wiadome? Czy tylko kilkunastu ekspertom związanym z Bankiem Światowym? Czy autor nie zauważa całkiem sensownych argumentów przeciwnych tej opinii, formułowanych przez profesorów Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, publikowanych w ostatnich latach choćby w "Przeglądzie Górniczym". Jest znamienne, że w tak ważnej kwestii autor nigdzie nie podaje literatury źródłowej. Trudno jest polemizować z takim poglądem jak ten, że "Jednocześnie wiadomo było, że polska gospodarka ? nawet po niewielkim jej zreformowaniu ? potrzebować będzie zaledwie ponad połowę wydobywanej wówczas ilości węgla" (str. 31). Pomijając już kwestię, komu to było wiadome, zauważyć wypada, idąc tą samą myślą autora, że wszystkiego jest za dużo! Sklepy przeładowane są wszelkimi towarami!! W każdym sklepie gospodarstwa domowego lodówki, pralki i wszelki sprzęt z całego świata stoi do wyboru i do koloru. Polskie marki też z nimi konkurują, zarówno jakością, jak i ceną. Czy polska gospodarka potrzebuje własnych producentów tych urządzeń? ? otóż podejrzewam, że "niezależni eksperci" mogą arbitralnie orzec, że nie! Aż strach pomyśleć o tym, że zasadę orzekania, czego jest za dużo, a czego za mało, odnieść można również do ludzi, do zaludnienia kraju itp. Zaprzeczeniem poglądu autora jest też sytuacja największej polskiej firmy górniczej KGHM Polska Miedź SA w Lubinie, która produkuje ok. 500 tys. ton miedzi rafinowanej i ok. 1200 ton srebra rocznie oraz wiele innych metali szlachetnych, na które w Polsce zapotrzebowanie nie przekracza ok. 10% produkcji tej firmy, choć i na tym rynku zapotrzebowanie krajowe w wyniku przemian gospodarczych ostatnich lat znacznie zmalało. Reszta jest eksportowana, często nawet poniżej kosztów własnych, kiedy dokucza bessa giełdowa, która ostatnio na rynku tych metali trwała kilka lat.
Autor wydaje się całkowicie oderwany od polskiej rzeczywistości, podając przykłady zamykania kopalń węgla kamiennego w takich państwach jak Wielka Brytania, Belgia, Francja lub Niemcy. Otóż w Wielkiej Brytanii zamykano kopalnie, nie dlatego tylko, że były one nierentowne (to był tyko werbalny argument, jakiego używano dla uzasadnienia tej decyzji), lecz przede wszystkim dlatego, że na Morzu Północnym odkryto ogromne złoża ropy naftowej i gazu ziemnego, z którego zasobów znaczna część przypada właśnie Wielkiej Brytanii. Wyczerpująco pisze o tym Jacek Molenda w swym monumentalnym dziele pt. "Gaz ziemny ? paliwo i surowiec" na str. 13-63 (WN-T, Warszawa 1993). Eksploatacja tego źródła energii okazała się tańsza od kopalń węgla kamiennego, a zasoby tego największego na świecie złoża gazu ziemnego wystarczają na wiele dziesiątków lat, zapewniając m.in. Wielkiej Brytanii niezależność energetyczną. Belgia i Francja posiadają źródła energii, którymi są ich własne elektrownie atomowe. Francja i Niemcy również mają dostęp do tego złoża gazu, choć tylko pośrednio, z Holandii i Norwegii. W tym miejscu można zapytać, po co w takim razie kraje te sprowadzają gaz z Rosji rurociągiem o długości ok. 4000 km, którego czwarta część przebiega przez rejon wiecznej zmarzliny koła podbiegunowego, w tym również przez Polskę? Przede wszystkim dlatego, że wiedzą oni, że każde złoże, nawet to największe, kiedyś się wyczerpie, a wtedy za dostęp do energii trzeba będzie zapłacić wielokrotnie więcej niż dziś. Tymczasem Rosjanie, którzy wybudowali ten rurociąg, muszą za wszelką cenę sprzedawać swój gaz, aby pokryć choćby tylko bardzo wysokie koszta jego utrzymania, stąd można od Rosjan wynegocjować korzystne ceny jego sprzedaży. Polska nie ma sieci elektrowni atomowych, jak np. Francja, ani tak wielkich złóż gazu i ropy naftowej, jak inne kraje, a własne złoża tego surowca energetycznego mają znaczenie tylko marginalne i to jest podstawowa przyczyna, dla której niezbędne jest utrzymanie kopalń węgla kamiennego i brunatnego, jako najtańszych źródeł energii, która, podobnie jak polska miedź, również może być sprzedawana krajom ościennym, nie posiadającym własnych surowców energetycznych w tej skali jak Polska, np. do Niemiec, Austrii i Słowacji. Dlaczego zatem trzeba ograniczyć wydobycie węgla kamiennego do 90 mln ton rocznie, trudno zrozumieć.

(?)
Adam Maksymowicz
Wyświetlony 6655 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.