czwartek, 11 listopad 2010 17:53

O mądre społeczeństwo

Napisane przez

W artykule "O wolne społeczeństwo" z październikowego wydania "Opcji" Mateusz Machaj przekonująco wyjaśnił, dlaczego górnictwo – zresztą, dowolna gałąź gospodarki - lepiej się ma w rękach prywatnych, niż pod państwowym zarządem. Jest to zależność na tyle oczywista, że negować ją mógłby tylko ekonomiczny ignorant. Jednak oprócz postawienia powyższej tezy, Autor stwierdził również, jakoby uwłaszczenie górników było "racjonalne, sprawiedliwe i moralne". O ile jestem skłonny przyznać, że takie rozwiązanie rzeczywiście wydaje się sprawiedliwe, o tyle nie jestem przekonany, czy istotnie byłoby najbardziej racjonalne.

 

Historia prywatyzacji w Polsce obfituje w przypadki co najmniej osobliwe. Dla przykładu, głośna prywatyzacja Domów Towarowych Centrum za czasów ministra Wąsacza (na której skarb państwa stracił, bagatela, 85 mln zł), mogłaby nie dojść do skutku, gdyby nie związki zawodowe i pięć tysięcy pracowników rzeczonego przedsiębiorstwa. Przyszły nabywca DTC, aby zaskarbić sobie życzliwość "ludu pracującego", podpisał szczodry pakiet socjalny, dzięki któremu pracownicy m.in. otrzymali trzyipółletni okres gwarancji zatrudnienia. W razie zwolnienia przed upływem tego terminu pracownikowi należałaby się nad wyraz hojna odprawa. Tak więc, podbudowani związkowcy pociągnęli za swoje sznurki i pomogli ministrowi przekazać zakład "we właściwe ręce". Jakież było ich zdziwienie, gdy nowy właściciel postanowił zredukować koszta poprzez redukcję zatrudnienia ? i zaczął "kręcić", zwalniając ludzi "nie z winy zakładu pracy" (dzięki czemu nie trzeba było wypłacać odszkodowań). Pakiet socjalny okazał się niewart funta kłaków. Do dziś związkowcy i powiązani z nimi politycy nie potrafią otrząsnąć się z oburzenia ? sprywatyzowanym przedsiębiorstwem trzeba przecież zarządzać jak państwowym!
Można powiedzieć: i co z tego ? ot, kolejny przykład niewłaściwego podejścia do prywatyzacji; dzięki uwłaszczeniu można to wyeliminować. Otóż, nie.
Nieprawdą jest, że w Polsce nie mamy żadnych doświadczeń z uwłaszczeniem. Bodajże w okolicach 1995 roku, w związku z powstaniem NFI, wystąpiło u nas zjawisko zwane Programem Powszechnej Prywatyzacji. Z założenia 85% akcji NFI miało zostać wymienione na powszechne świadectwa udziałowe, czyli w praktyce rozparcelowane pomiędzy wszystkich tych nieszczęśników, którym dane było przeżyć komunizm. Zgodnie zresztą z komunistyczną zasadą "wszystkim po równo", czyli po jednym świadectwie na łebka. Świadectwa były papierami "na okaziciela", więc uprawieni obywatele mieli święte prawo je sprzedać, podarować czy zjeść.
Nie jestem pewien, czego oczekiwano po PPP, ale ostateczny efekt był, łagodnie mówiąc, żałosny. Większość uprawnionych Polaków odebrała świadectwa (bo czemu nie?), po czym sprzedała je za bezcen. Pieniądze uzyskane w ten sposób ani nie poprawiły w trwały sposób ich sytuacji bytowej (za mało, aby inwestować), ani zauważalnie nie "rozruszały" popytu (darowizna była powszechna, ale jednorazowa), ani nawet nie mogły posłużyć jako symboliczne wynagrodzenie za trudy PRL-u. Zostały po prostu przejedzone i wszyscy raz-dwa o nich zapomnieli. Rząd lekką ręką pozbył się sporego majątku, a na całym zamieszaniu skorzystali chyba tylko biurokraci nadzorujący najpierw wydawanie świadectw, a potem ich zamianę na akcje.
Oczywiście, w wypadku uwłaszczenia górnictwa, mówimy o zupełnie innym typie uwłaszczenia ? o uwłaszczeniu, że tak powiem, branżowym. Pan Machaj zapewne założył, że jeśli państwowe zakłady pracy trafią w ręce ich pracowników, ci, w szczerej trosce o posady, zatroszczą się też o przedsiębiorstwo, i to lepiej niż upolityczniony zarząd. Nagle, gdy staną się właścicielami, doświadczą iluminacji i porzucą nawyki pielęgnowane przez dziesięciolecia.
Niestety, oba wyżej przytoczone przypadki ? zarówno Domów Centrum, jak i PPP ? świadczą o jednym: o roszczeniowej mentalności Polaków i ich grupowym nieprzystosowaniu do realiów wolnego rynku. Weźmy sprawę na zdrowy rozum. Nierentowność kopalń państwowych wynika gównie z tego, że koszta ich funkcjonowania są zbyt wysokie, a nie z tego, że zapotrzebowanie na węgiel zmniejszyło się drastycznie w ostatnich latach. Gdyby rzeczywiście węgiel przestał być potrzebny, kopalń nie należałoby prywatyzować, lecz definitywnie zamknąć (co właśnie robi rząd Millera, ale to tylko świadczy o tym, że przyleciał do nas z Marsa). Jak pokazuje przykład kopalń prywatnych (są i takie), można związać koniec z końcem poprzez ograniczenie zatrudnienia, modernizację sprzętu, czy rezygnację z usług PKP (skorzystanie z usług mniejszego, prywatnego przewoźnika znacznie zmniejsza koszty transportu).
Górnicy nie raz dowiedli, że należą do najbardziej klienckich i roszczeniowych grup pracowniczych. Zastanawiam się, jakim cudem ci ludzie mogliby przeprowadzić niezbędną redukcję zatrudnienia. Co z tego, że są współwłaścicielami ? o pracę dzisiaj i tak trudno. Do niektórych mógłby trafić argument, że co prawda zostaną zwolnieni, ale dzięki temu kopalnia osiągnie większe zyski, a oni ? większą dywidendę. W tym jednak tkwi pewien szkopuł: tort lepiej dzieli się na jeden kawałek, niż na kilkaset czy wręcz kilka tysięcy. W efekcie w zamian za przyzwoitą pensję, górnik-właściciel setnej procenta udziałów dostanie groszową rekompensatę. Więcej, górnik obdarowany cząstką własności wcale nie musi nabrać odpowiedzialności za ową własność. Przecież "od zawsze" kopalnia była państwowa, czyli wspólna, czyli niczyja. Po uwłaszczeniu przestanie tylko być państwowa, ale wspólna będzie jak najbardziej. Pozostanie poczucie, że okradanie czegoś, co nie należy do nikogo konkretnego, to nie grzech. Być może ? wzorem pracowników DTC ? górnicy przede wszystkim zechcą "wydoić" kopalnię tak bardzo, jak się da, ostatecznie ? i całkiem nieświadomie ? doprowadzając ją do bankructwa. Po czym pewnie zażądają powtórnej nacjonalizacji.
Tak więc, do przeprowadzenia restrukturyzacji potrzeba jednego właściciela, posiadającego przynajmniej większość udziałów. W zarządzaniu nie mogą mu przeszkadzać gardłujący związkowcy ani pracownicy złaknieni przywilejów socjalnych. Po uwłaszczeniu ktoś taki mógłby pojawić się w sposób naturalny, w wyniku skupowania udziałów. Pojawia się jednak pytanie: po co uwłaszczać kopalnie i narażać je na dalszą destabilizację, skoro zaprowadzi to nas okrężną drogą tam, gdzie licytacja zaprowadziłaby wprost?
Bo to właśnie otwarta, jawna licytacja wydaje mi się najrozsądniejszym sposobem prywatyzacji. Nie dość, że minimalizuje możliwość korupcji i nepotyzmu, nie dość, że zapewnia maksymalny dochód do skarbu państwa, to jeszcze na koniec wyraźnie widać, kto został nowym właścicielem. W takim towarzystwie uwłaszczenie wygląda wręcz na podejrzane rozdawnictwo, szkodliwe dla prywatyzowanego podmiotu. Przykład PPP uczy, że obywatele obdarowani własnością państwową wcale nie zaczynają radzić sobie lepiej w realiach wolnorynkowych. Nie wiedzą, co zrobić z podarunkiem, więc szybko się go pozbywają. Ostateczny efekt prowadzi do chaosu i dalszego osłabienia prywatyzowanego przedsiębiorstwa. W o wiele lepszej sytuacji są firmy, które w chwili przejścia do sektora prywatnego, zyskują jednego właściciela i jednocześnie całkowicie zrywają więzy z państwem (czyt.: skarb państwa nie zachowuje sobie części udziałów "na wszelki wypadek").
Na zakończenie należy jednak zaznaczyć, że nie ma czegoś takiego jak "zła prywatyzacja". Nawet jeśli jest korupcjogenna i przeprowadzana wedle standardów rodem z bananowych republik, i tak prowadzi do pozytywnego celu ? mienie państwowe staje się mieniem prywatnym. Prywatnym, więc tańszym w utrzymaniu, efektywniejszym, wolnym od polityki i ? co najważniejsze ? nie obciążającym publicznego budżetu. Jedynym istotnym warunkiem udanej prywatyzacji jest to, aby była całkowita i nieodwracalna.
Tomasz Węcki
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Wyświetlony 6102 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.