niedziela, 30 maj 2010 09:59

Śląsk i Ślązacy

Napisał

Na pierwszy rzut oka wszystko tu jest skomplikowane, niejednoznaczne, dyskusyjne i niepewne. W takim też duchu i treści pojawiają się w mediach liczne wypowiedzi mniej lub bardziej kompetentnych ludzi na ten temat. To wszystko można zrozumieć, biorąc pod uwagę historię regionu, który przez setki lat należał kolejno do kilku państw, często jeszcze toczących ze sobą spory i wojny właśnie o Śląsk. Gorzej jest, kiedy sądy takie wypowiadają politycy odpowiedzialni za całość nawy państwowej. Śląsk, słynący ze swych bogactw naturalnych i najlepszej infrastruktury przemysłowej oraz komunikacyjnej w kraju, stara się mieć też odpowiedni do swego potencjału wpływ na sprawy państwowe. Nie wszystkim musi się to podobać. Stąd tak różne i skrajne opinie o jego możliwościach, kulturze, a nawet działaniach zmierzających do autonomii i względnej niezależności od władz centralnych w Warszawie.

 

Śląsk
Nazwa geograficzna oznacza teren, z grubsza biorąc, od Zielonej Góry do Katowic i Bielska. Za Śląsk historycznie i geograficznie uważny był teren leżący wzdłuż dorzecza górnej i środkowej Odry. Politycznie, szczególnie po Trzecim Powstaniu Śląskim, za Śląsk uważano teren, który został przyłączony do Polski. Nazwa ta tak zakorzeniła się w dwudziestoleciu międzywojennym, że kiedy po drugiej wojnie światowej Polska odzyskała cały Śląsk, to w powszechnym zrozumieniu nadal nazwa ta określa stary stan przedwojenny. Dla reszty historycznego Śląska utworzono nowe nazwy, jak Dolny Śląsk, Śląsk Opolski i Cieszyński, a nawet Opawski. Powrót do starej, historycznej i geograficznej nazwy Śląska w życiu codziennym okazał się niemożliwy.
Ta krótka historia zmiany nazewnictwa wbrew pozorom dzieli też teren Śląska na odrębne regiony etniczne, gospodarcze i kulturalne. Pomiędzy obecnymi jednostkami terytorialnymi dawnego jednego Śląska zauważa się brak, jakiejkolwiek współpracy o znaczeniu ponadregionalnym. Współczesne rozbicie dzielnicowe Śląska stało się faktem. Każde nowe województwo to księstwo śląskie, które jest suwerenem, rywalem i konkurentem dla dwóch pozostałych. To, co dzieje się u sąsiada, już nas mało interesuje, a przecież geograficznie to nadal jest jedna całość. Ta geografia wiąże się też z występowaniem na terenie całego Śląska licznych bogactw naturalnych, które w całości region ten czynią najbogatszym w Polsce. Śląsk to nie tylko węgiel, stalownie, huty i koksownie, to także rudy cynku i ołowiu w rejonie Bytomia, to największe w Europie nieeksploatowane złoża węgla brunatnego w Legnicy, a przede wszystkim przemysł górniczy i hutniczy rud miedzi w rejonie Lubina. To także jedyne w tej skali źródło wszelkich surowców budowlanych, chemicznych, drogowych, cementowych, ceramicznych, liczne uzdrowiska, doskonałe tereny rekreacyjne i turystyczne. Tu też najlepiej rozwinięta jest sieć dróg, kolei i jak dotychczas przez Śląsk przebiega najdłuższy w Polsce odcinek nowoczesnej autostrady. Wydawałoby się, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby Śląsk pod każdym względem przodował w osiągnięciach gospodarczych i kulturalnych. Tymczasem wybija się on na jedno z pierwszych krajowych miejsc w skali bezrobocia.

 

Ślązacy
Z samej definicji wynikałoby, że Ślązakami są mieszkańcy Śląska. Wbrew pozorom, jest to tylko częściowa prawda i odnosi się przede wszystkim do miejscowej ludności Górnego Śląska. Są to już potomkowie pokolenia powstańców śląskich. Ich ponadpięćsetletnie przywiązanie do śląskiej gwary języka polskiego, narodowych i rodzinnych tradycji, pracowitości, konkretu i prostoty obyczajów wyróżnia ich spośród napływowej ludności, jaka przybywa tu z całej Polski w poszukiwaniu lepszych warunków życia. Brak na Górnym Śląsku wyższych uczelni powodował, że jeszcze przed wojną cała administracja państwowa i przemysłowa była z Galicji, z Warszawy i z Krakowa. Ludzie ci na ogół nie rozumieli miejscowych zwyczajów, wyidealizowanej wizji Polski, do której dążyli powstańcy śląscy, potrzeb i ambicji miejscowej ludności. Wręcz przeciwnie, najprostsze stawały się uogólnienia. Zapożyczenia kulturowe i językowe z pięciu wieków oddzielenia od macierzy uznawano za przejawy germanizacji, sympatii proniemieckich itp. opinii, które skutkowały odsuwaniem rodowitych Ślązaków od wszelkich urzędów, stanowisk i funkcji państwowych. Krótko mówiąc, jeszcze przedwojenni Ślązacy zauważyli, że niemieckich kapitalistów pogardzających śląskim ludem zastąpili polscy panowie z tym samym skutkiem. Nie bez znaczenia jest tu kontrast kulturowy pomiędzy Ślązakami a przybyszami. Ślązacy przymuszeni przez setki lat do twardej konkurencji z niemieckim kapitałem nabyli przyzwyczajenia do dyscypliny, twardej pracy, rzetelności i uczciwości w załatwianiu spraw tak osobistych, jak i urzędowych. Nie mogli zaakceptować umiejętności nowych polskich przybyszów do kombinowania, układów, grup koleżeńskich i politycznych, które wspierały tylko "swoich".
Na cechy te zwrócił już uwagę ks. Jan Kapica w Tychach, gdzie witając Wojsko Polskie w dniu 6 lipca 1922 roku, powiedział on do generała Szeptyckiego: My Ślązacy, nauczymy się od Was, braci Polaków z innych dzielnic, ładnie mówić, a Wy nauczycie się od nas ładnie pracować. Kontrast obyczajowy i kulturowy był tak duży, że wielu Ślązaków zaczęło żałować swojej ofiarności i walki za przynależność Śląska do Polski. Proces ten zaczął narastać już przed wojną. Od tamtych czasów wszystkich przybyszów na Górny Śląsk nazywa się gorole.
Już wtedy opowiadano popularny dowcip. Na kopalni jest wypadek, przysypało górników. Franek biegnie, aby ich ratować. Woła kolegę. Ten odpowiada: gdzie się spieszysz, chodź do domu, tam przysypało goroli. Po drugiej wojnie światowej nic w tym zakresie się nie zmieniło. Oczywiście, w całkiem zmienionych okolicznościach gospodarczych i politycznych uparcie i bezwzględnie realizowano stare przedwojenne uprzedzenia do Śląskiej ludności.

 

Autonomia
Nie jest wymysłem powstałego niedawno Ruchu Autonomii Śląska (RAŚL). Po pierwszej wojnie światowej w walce o Śląsk Niemcy obiecywali autonomię dla tego regionu, byleby jednak należał on do nich. Polacy, nie chcąc być gorsi, również obiecywali autonomię, którą w ramach II RP Śląsk z własnym parlamentem i skarbem utrzymał aż do wybuchu drugiej wojny światowej. Trzeba tu obiektywnie stwierdzić, że wobec niechętnej polityki względem miejscowej ludności jej sympatie w ramach autonomii wyraźnie przesuwały się na korzyść Niemców. Już pod koniec lat dwudziestych w wielu miejscowościach, które stuprocentowo w czasie plebiscytu wypowiedziały się za Polską, dziesięć lat później już było to tylko 50%. Mniejszość niemiecka, podobnie jak dzisiaj, po prostu kupowała tych ludzi. Za drobne przysługi w postaci otrzymania pracy dla siebie i rodziny oraz pomocy finansowej ludność ta w coraz większym zakresie opowiadała się za Niemcami. Wystarczy tu też wspomnieć telegram Wojciecha Korfantego do rządu polskiego, wysłany w czasie zaciętych walk podczas III Powstania Śląskiego (29/30 V 1921): Wczoraj zjawili się u mnie dowódcy wszystkich grup frontowych i żądali ode mnie OGŁOSZENIA SUWERENNEGO PAŃSTWA ŚLĄSKIEGO, motywując swoje żądanie stanowiskiem niezdolności rządu.... Może wyskoczyć Niezależny Górny Śląsk. Anglicy na tę koncepcje tylko czyhają. Miejscowy wielki przemysł ją poprze, tak samo ludność z powiatów zachodnich, która nie ma nadziei połączenia się z Polską. W przeddzień nadania tego telegramu Korfanty przesłał do Warszawy następującą wiadomość: Dotychczasowy rząd jest zupełnie bez planu i bez głowy i w ogóle nie ma żadnych wytycznych w swej polityce śląskiej (29 V 1921). Wydaje się, że pomimo upływu 86 lat od tego czasu nie wiele się zmieniło w polskiej polityce względem Śląska. Stąd biorą się na tym terenie nowe radykalne autonomiczne pomysły.

 

Kresy na Dolnym Śląsku
Choć Śląsk geograficznie jest jeden, to kulturowo, etnicznie i zwyczajowo Dolny Śląsk w niczym nie przypomina sąsiedniego Górnego Śląska. Po wysiedleniu Niemców w 1945 roku przybyła tu przede wszystkim ludność z dawnych Kresów Wschodnich. Choć w trudzie i znoju odbudowywała ona czasem doszczętnie zniszczone wioski i miasta, to sercem, zwyczajami i kulturą była i nadal jest na Wschodzie. Tam pozostały korzenie. Tu, na Dolnym Śląsku się mieszka, pracuje i żyje, tyle tylko że trochę jak na emigracji we własnym kraju. Tęsknota za Lwowem, Wilnem jest nieustająca. Nowe pokolenia wychowane w tym duchu zdają sobie sprawę z nostalgii swoich przodków, lecz jednocześnie Śląsk to tylko sypialnia, miejsce pracy, zarobków, może nawet i wspaniałego wypoczynku, pięknych krajobrazów i okolic, jakich jednocześnie nie brakuje w sąsiednich Czechach, Austrii, czy nawet w Niemczech.

 

Nowe Księstwo Warszawskie?
Tak różne dwie społeczności zamieszkujące na Dolnym i Górnym Śląsku potrzebują porozumienia i współpracy. Obie społeczności z tak cennymi walorami, osiągnięciami, zwyczajami i talentami mogą ze Śląska uczynić kraj mlekiem i miodem płynący. Tu trzeba jednak inicjatywy rządowej, bo Śląsk nie jest gdzieś na Marsie, ale jest niezbędny, choćby dla istnienia polskiej gospodarki, która pod każdym względem może konkurować ze swoimi europejskimi i światowymi odpowiednikami. Inicjatywa rządowa jest o tyle potrzebna, gdyż wiadomo, że nic nie dzieje się samo. Jeżeli zgodzimy się na Śląsku na dwie autonomie: kresową i śląską, to być może, że ktoś z tego skorzysta i Śląsk będzie ewoluował coraz dalej od Polski, a Polska bez Śląska to tylko nowe Księstwo Warszawskie.

 

Adam Maksymowicz
Wyświetlony 1610 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.