niedziela, 30 maj 2010 11:26

Józek, nie daruję ci tej nocy

Napisał

Oleksy zachowuje się jak kretyn i zdrajca. Tak Aleksander Kwaśniewski skomentował wynurzenia swojego starego druha, który, wypiwszy kilka głębszych, w dosadnych frazach odmalował lewicy portret własny. Twarz Kwaśniewskiego ma dzisiaj mniej więcej taki sam wyraz, jak twarz odgrywanego przez Roberta de Niro bohatera filmu Chłopcy z ferajny w chwili wysłuchiwania opowieści swojego byłego protegowanego, który stał się świadkiem koronnym w procesie mafii. Co prawda, tamtego do desperackiej decyzji pchnęły narkotyki, Oleksemu zaś wystarczyła ponoć zwykła gorzała, no ale ostatecznie co kraj, to obyczaj. Tak czy owak, śmiechu jest co niemiara, a największy ubaw mają z pewnością Olek, Leszek, Jurek, Wojtek i reszta chłopaków z ferajny.

 

Co ciekawe, sądząc po reakcjach gazet, mało kogo te rewelacje zaskoczyły. Na przykład "Gazeta Wyborcza" czy TVN, które z taką gorliwością komentowały słynne "taśmy Beger", analizując je na lewo i prawo wszystko, tym razem zupełnie sobie odpuściły. Wynika to, jak się zdaje, z tego, że niezależnie od powtarzanych mantr o diabolicznym charakterze obecnych rządów, "niemoralne" zachowanie posła PiS uchodzi jednak za coś niecodziennego, czemu warto poświęcić więcej uwagi, natomiast takie samo albo gorsze zachowanie w wykonaniu posłów lewicy to normalka, która nie jest żadnym wartościowym "niusem".

Czy powyższa diagnoza dotycząca dystansu do "taśm Oleksego", jaki zachowuje część środowiska dziennikarskiego (a także część polityków, niekoniecznie związanych z SLD), może być uznana za słuszną? Po części tak, ale tylko wtedy, kiedy odwołamy się do sfery nieświadomości i przeprowadzimy psychoanalizę dziennikarskiej duszy. Wydaje się bowiem, że choć u wielu tli się przeczucie, iż Kaczyńskiego, Dorna czy Ziobrę dzieli jednak od takich figur jak Kwaśniewski, Szmajdziński czy Janik przepaść ? intelektualna, moralna czy kulturowa ? jednak przeczucie to ma charakter "podskórny", nie do końca uświadomiony, a jeśli nawet, to rzadko kiedy jest artykułowane. Natomiast prawdziwy powód obojętności i wielkopańskiego ? acz wymuszonego ? milczenia w obliczu rewelacji przedstawianych przez Oleksego ma raczej charakter polityczny i nieco towarzyski. To stąd owe próby wyciszania sprawy i gra na przeczekanie. Kibicom lewicy, zwłaszcza od czasu cudownego zespolenia się w jedną macierz środowisk SLD i UW, najzwyczajniej w świecie nie na rękę jest zwracać uwagę na historie, którymi zabawiał Gudzowatego były premier, a których może sobie dziś posłuchać cały kraj. Nie na rękę jest to zwłaszcza teraz, kiedy wszyscy tęsknym wzrokiem wyczekiwali, aż Aleksander Kwaśniewski na białym koniu wyjedzie z niebytu wprost w kosmos polityki, dzielnie wspierany przez zawsze otwarte dlań łamy "Gazety Wyborczej". Tylko tego brakowało do ostatecznego przypieczętowania sojuszu "lewicy" z "demokracją", o którym gada się od lat, a który wciąż nie może się zawiązać czy też zapętlić tak, aby coś z niego dało się wycisnąć politycznie czy ideologicznie.
No i wszystko miało być pięknie, lewica miała się demokratyzować, demokracja lewicować, a nad wszystkim miało czuwać grono fachowców, ludzi honoru i poetów, a tu ktoś wrzuca granat do szamba. Zwierzenia "Prezia" skonfrontowane ze zwierzeniami "Łysego" okazały się łabędzim śpiewem, te ostatnie bowiem okupują szczyty list przebojów i nic na razie nie zapowiada, aby coś groziło pozycji, jaką wypracował sobie DJ Olex (no chyba że z przepastnej fonoteki producent Gudzowaty wyciągnie kolejny z tych 350 rapowanych w rytmie toastów kawałków). Tak więc popłoch w środowiskach okołolewicowych wynika z prostej kalkulacji: jeśli próby reanimacji "Prezia" i wystawienia go na lidera peletonu się nie powiodą, to powrót do tego co było, a więc do sytuacji stabilności ideowej, politycznej i finansowej, w której każdy wiedział kogo i z której strony się smaruje, będzie bardzo trudny. W sytuacji rządów PiS i jego koalicyjnych kamratów nawet nie ma co o tym marzyć, i to jest dla wszystkich jasne, jednak problem polega przede wszystkim na tym, że powrotu do miodowej przeszłości nie gwarantuje też tzw. nowa lewica, która, co prawda, przebiera nóżkami, marząc o tym, aby urządzić sobie marsz przez instytucje i przyssać się do jakiejś większej, oczywiście, państwowej kasy (w ramach walki o bezpieczeństwo socjalne), jednak w planowanym wyjadaniu konfitur z pewnością nie ma miejsca dla starej gwardii wywodzącej się z PZPR, ZSMP, ale także sprzymierzonej UW (czy jak tam się to teraz nazywa). Dla nich przewidziano rolę politycznych zombi, które pokazywać się będzie młodym jako efekt tego, do czego prowadzą błędy i wypaczenia myśli lewicowej i flirt z kapitalizmem. Zresztą ideologia lewicowa proponowana przez młodych gniewnych poddana już została solidnemu dialektycznemu liftingowi zgodnemu z duchem dziejów. Nie ma więc już bajdurzenia o zbawczej misji proletariatu, nikt już również nie wspomina o powszechnej kolektywizacji, mamy za to nowe przedmioty kultu w rodzaju homoseksualistów, feministek i rozmaitych mniejszości, które, jak wiadomo, należy "emancypować" i "równouprawniać", oczywiście za pieniądze podatników i kosztem ograniczania wolności. No, ale mniejsza o to ? zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że cokolwiek by z tą lewicową ideologią robić, i tak ostatecznie wyjdzie z tego zamordyzm, jakiś socjalizm narodowy, międzynarodowy, faszyzm, geizm, feminizm czy inne dziwactwo. Ważne jest to, że modele w rodzaju Kwaśniewskiego i jego kamaryli niezbyt pasują do nowego wizerunku społecznych wrażliwców. Są zbyt mało interseksualni, nazbyt rubaszni i jowialni, a na dodatek mają łapy po pachy unurzane w obrzydliwym kapitalizmie. Ich image jest zdecydowanie przestarzały i odpychający.
Młody narybek lewicowy będzie więc starał się w miarę możliwości uczynić z "taśm Oleksego" coś w rodzaju betonowych butów dla starej gwardii, którą z tym solidnym obciążeniem spuści się w odmęty politycznego niebytu. Jeśli uda się jeszcze wytłumaczyć korzyści płynące z takiego działania Olejniczakowi (powoli i po polsku), kto wie, czy wymiana kadr nie nastąpi szybciej, niż sądzimy. A jeśli tak, to stracą na tym nie tylko kombatanci SLD, ale również lewoskrętne środowisko skupione wokół "Gazety Wyborczej" i "Polityki", które wciąż liczy na to, że dzięki aliansowi z postkomunistyczną lewicą jakoś doczłapie do sejmu i umieści pana Onyszkiewicza choćby w fotelu wicemarszałka. Dlatego na wszelki wypadek zainteresowani nabierają wody w usta i albo mrużą wzgardliwie oczy, głosząc, że jaśniepaństwo nie zajmuje się takimi ochłapami, jak jakieś skrycie nagrane pogaduszki, albo próbują bagatelizować całą sprawę, twierdząc, że Oleksy się schlał i gadał od rzeczy. No, ale tkwiąc w kleszczach między siepaczami z PiS z jednej strony i młodolewicowymi radykałami z drugiej, rzeczywiście wybór ma się niewielki. Pozostaje przeczekać szum i powoli przygotowywać sprzęt do kolejnej reanimacji.
I ? kto wie ? może rzeczywiście jest to najlepsze wyjście. Jak wskazują bowiem sondaże, prawie 70 procent Polaków uważa, że Kwaśniewski to kanciarz, który dorobił się majątku w sposób nieuczciwy, jednak równocześnie te same osoby twierdzą, że oddałyby na niego swój głos, gdyby mógł powtórnie startować w wyborach na prezydenta. Czyli ? wynurzenia Oleksego i wszystkie jego opowieści nie są dla zdrowego jądra narodu niczym nowym i zaskakującym. Wszyscy wiedzą, że lewicy chodzi tylko o kasę i nikogo to nie dziwi, co więcej, wielu uważa, że to żaden powód do wstydu. Niepotrzebnie więc się "Olek" tak wścieka na "Józia" i wyzywa go od zdrajców i kretynów. Nic się nie stało, elektorat się nie przejął. Wiedział o tym od dawna, a mimo to i tak popierał. Paradoks? Być może, ale, jak wiemy, niezbadane są ścieżki, po których rozum elektoratu podąża. Zresztą nawet jeśli "Józio" jest zdrajcą i kretynem, to cóż szkodzi, aby dalej brylował na politycznych salonach? A bo mało tam kretynów i zdrajców?
Wydaje się więc, że przeczekanie jest w tej sytuacji optymalnym rozwiązaniem. A młodej, nowej lewicy obawiać się nie trzeba. Jak dojdzie do władzy, stanie się taka, jak stara, a jak nie dojdzie, sama się wypali niczym bohater Mrożkowskiego Tanga, który po prostu był za nerwowy. Starzy przetrwają, przynajmniej jeszcze jakiś czas. No i dobrze. Przynajmniej będzie wesoło.
Damian Leszczyński

 
27 marca 2007 r.

Wyświetlony 1455 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.