Wydrukuj tę stronę
wtorek, 01 czerwiec 2010 15:36

Putin Horror Picture Show

Napisał

W trakcie spotkania w Monachium poświęconego międzynarodowemu bezpieczeństwu Władimir Putin w ostrych słowach straszył i przestrzegał Zachód przed kolejną zimną wojną. Oskarżycielskim palcem prezydent Rosji wskazał USA, jako główne zagrożenie dla pokoju światowego. Stany Zjednoczone, stwierdził, dążą do hegemonii nad światem, używają siły bez zgody ONZ, wtrącają się w sprawy innych suwerennych krajów, a poza tym zmierzają do rozszerzenia NATO na wschód i budowania tarczy antyrakietowej tuż pod bokiem mateczki Rosji.

 

Wystąpienie to można opatrzyć trzema uwagami. Po pierwsze, Putin miał całkowitą rację, jeśli chodzi o to, co robią Stany Zjednoczone. Rzeczywiście dążą do utrzymania pozycji światowego hegemona, stosują siłę tam, gdzie chcą, dążą do rozszerzenia NATO i tak dalej. Pozostaje tylko pytanie: czy to dobrze, czy źle. Jaką alternatywę może nam zaproponować Putin? Zamiast hegemonii USA, hegemonię Rosji? Zapewne nie powie tego wprost, tylko plótł będzie o potrzebie równowagi sił i tak dalej, ale takie bajki znamy z czasów ZSRR. Rosja i dążenie do równowagi... Dobre sobie... W każdym razie w sytuacji, kiedy równowaga jest tylko mitem dla naiwnych, kultywowanym przez środowiska lewicowe wspierane przez rosyjską agenturę, bardziej opłaca się godzić na czasem niewygodną hegemonię USA i tak krytykowaną praktykę ingerencji w sprawy innych krajów.

Po drugie, Putin odegrał swoje wystąpienie tak, jakby żył w czasach Chruszczowa czy Breżniewa, nie dostrzegając, że sporo od tego czasu się zmieniło. Zmieniła się przede wszystkim Rosja, która ze światowego mocarstwa, jakim przynajmniej pod względem militarnym była, zmieniła się w kraj trzeciego świata żyjący z handlu surowcami. Po rozpadzie ZSRR granice Rosji przesunęły się daleko na wschód i północ, czyniąc ją w istocie państwem azjatyckim. Z komunizmu Rosja wyszła poszkodowana, tak jak żaden z innych krajów sowieckiego bloku: okrojona terytorialnie, z ustrojem mafijno-agenturalnym, katastrofą ekologiczną, demograficzną i powszechnym pijaństwem. Jak twierdzą analitycy, za pięćdziesiąt lat liczba mieszkańców Rosji nie przekroczy stu milionów, a południowe części kraju niemal w całości zostaną zajęte przez Chińczyków, którym zaczyna brakować miejsca u siebie. Dzisiejsza Rosja jest mocarstwem tylko dzięki posiadanym surowcom, co upodabnia ją do krajów arabskich, które prócz ropy (no i terroryzmu) nie mają światowi nic do zaoferowania. Rosja ani nie upowszechnia popularnego na całym świecie oprogramowania, ani nie rozwija nowych technologii, ani nie kreuje mód na samochody czy ubrania, ani nawet nie jest w stanie już prowadzić, choćby nieudanych, badań kosmicznych. Jedyne, co ma do zaoferowania zachodnim klientom ? oczywiście prócz ropy i gazu ? to pirackie podróbki oryginalnych towarów, choć i na tym polu szybko przegrywa z bardziej operatywnymi Chinami.
Oprócz tego, że od czasów Breżniewa się zmieniła się sama Rosja, zmieniła się również mentalność ludzi Zachodu. Oczywiście, istnieją tam silne nastroje antyamerykańskie, a rozmaite lewackie pomysły nadal cieszą się sporą popularnością znudzonych, sytych i swawolnych Europejczyków, jednak nie ma to przełożenia na sympatię do byłego sowieckiego imperium. Część naiwniaków przejrzała na oczy, inni zaś zrozumieli, że jedyną gwarancją zapewniającą im wesołą zabawę w rewolucję jest społeczeństwo liberalno-demokratyczne, z którym prowadzą hałaśliwą, ale jedynie pozorowaną walkę. Tutaj, na Zachodnie mają swoje prawa, przywileje, prasę i zasiłki. Tam, na wschodzie nikt by się z nimi nie patyczkował. Tak więc nawet jeśli ideologia marksistowska czy leninowska cieszy się w Europie czy USA pewną popularnością, wykorzystywaną przez rozmaitych hochsztaplerów w rodzaju pop-filozofa Żiżka, trudno na niej oprzeć sympatię do samej Rosji, choćby dlatego, że przestała ona być wiodącym państwem socjalistycznym i stara się budować jakąś namiastkę kapitalizmu. Z tego też względu radykałowie przestali się w nią wpatrywać, tęsknym wzrokiem spoglądając raczej na dogorywającą Kubę czy Wenezuelę Chaveza. Putin może zatem odgrywać Breżniewa, ale powinien uświadomić sobie, że wygląda to na tanią szopkę i takie numery nie robią już prawie na nikim wrażenia. No właśnie. Na prawie nikim. I tu nasuwa się trzecia uwaga. Otóż okazuje się, że mimo wielowiekowych już doświadczeń z rosyjskim sposobem uprawiania polityki ? a zwłaszcza z makabryczną formą, jaką przybierał on w ostatnich stu latach ? garść pożytecznych idiotów zawsze się znajdzie. I to nie we Francji czy we Włoszech, które Rosję znają jedynie z opowieści, ale tu, w Polsce, która miała przyjemność gościć ją u siebie. W poniedziałkowym porannym komentarzu w radiowej "Trójce" pan Mariusz Ziomecki, redaktor naczelny "Przekroju", stwierdził, że Rosja ma słuszne powody do zdenerwowania, a wszystkiemu winne są Stany Zjednoczone, których agresywna polityka stanowi największe zagrożenie dla pokoju na świecie. Co więcej, Polska niepotrzebnie denerwuje Rosję, współpracując blisko z USA, co może się dla nas źle skończyć. Wobec Rosji, podsumował pan redaktor, należy zachować się spokojnie, ulegle, dokładnie tak, jak czyniły to przez 150 lat kraje europejskie, którym dzięki temu Rosja nic nie zrobiła.
Cóż... Pod rządami Piotra Najsztuba "Przekrój", niegdyś zupełnie przyjemne gazetka, upodobnił się do "Gazety Wyborczej". Słuchając wypowiedzi obecnego naczelnego można się zastanawiać, co teraz przypomina. "Trybunę"?
Damian Leszczyński

 
13 lutego 2007 r.

Wyświetlony 1329 razy
Damian Leszczyński

Najnowsze od Damian Leszczyński

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.