Wydrukuj tę stronę
środa, 02 czerwiec 2010 12:11

Przybytek wiedzy i rozpusty

Napisane przez

Przepisy o egzemplarzu obowiązkowym pierwotnie (począwszy od wieku XVII) były ściśle związane z cenzurą.

Stosowny urząd otrzymywał po jednym egzemplarzu każdego wydawanego dzieła, po czym zapoznawał się z treścią i ewentualnie interweniował. Później jednak kompetencje poszczególnych urzędów rozeszły się i dzisiaj egzemplarz obowiązkowy służy zachowaniu piśmiennictwa narodowego dla potomnych.

W Polsce jest kilkanaście bibliotek obdarzonych przywilejem egzemplarza obowiązkowego, z czego zresztą biblioteki te nie są zbyt zadowolone ? muszą bowiem przechowywać wszystkie te dzieła przez 50 lat, a Biblioteka Narodowa i Jagiellońska nawet dłużej ? po wsze czasy. Oczywiście, zadowoleni nie są także wydawcy ? bo egzemplarz obowiązkowy mają przesyłać za darmo. I o ile w przypadku ? na przykład ? książek Waldemara Łysiaka straty związane z egzemplarzem obowiązkowym nikną w zyskach przynoszonych przez sto kilkadziesiąt tysięcy sprzedanych egzemplarzy, o tyle w przypadku wydanego w kilkuset egzemplarzach tomiku poezji wydawca ? który przecież nie wydaje z poczucia obowiązku wobec Poety, Narodu i Potomnych, a z poczucia obowiązku wobec swojej rodziny i siebie samego ? musi stosownie podnieść ceny. Tym samym, chociaż w znakomitej większości nawet o tym nie wiedzą, niezadowoleni z przepisów o egzemplarzu obowiązkowym są także czytelnicy, któż bowiem nie chciałby kupować taniej?
Wobec ogólnego niezadowolenia może chociaż wspomniani potomni będą szczęśliwi, mając do dyspozycji całość polskiego piśmiennictwa? Abstrahując już nawet od tego, że ludzkość zdaje się zmierzać raczej w stronę zapomnienia alfabetu (ewentualnie powracając do piktogramów, które już teraz robią się coraz popularniejsze) niż rozwoju czytelnictwa, nieliczni przyszli czytelnicy i tak nie będą mogli skorzystać ze wszystkiego ? ponieważ niezadowoleni wydawcy jak tylko mogą unikają przesyłania egzemplarzy obowiązkowych, a niezadowoleni bibliotekarze chętnie przymykają na to oko.
Jednak wniosek, że może należałoby zmienić przepisy, likwidując przymus dostarczania egzemplarzy obowiązkowych bibliotekom, jest chyba przedwczesny. Oto w Krakowie dziennikarze odkryli rzecz, która ? dzięki rozpowszechnieniu jej przez "Gazetę Wyborczą" ? ma szansę niemałej grupie obywateli ukazać dobrodziejstwa przynoszone przez ten przepis.
Okazało się bowiem, że Biblioteka Jagiellońska mozolnie w ramach egzemplarzy obowiązkowych nazbierała ogromne ilości pornografii. Mało tego ? oprócz rozmaitych czasopism, w Bibliotece można także ? wystarczy tylko wypisać rewers ? obejrzeć filmy, które zostały dołączone do pism przez usłużnych wydawców. Był taki student, który przychodził i oglądał to od rana do wieczora. Co godzinę prosił o następny film, a ja musiałam mu je przynosić, a nawet włączać. Taki mam obowiązek. Na dodatek ekran znajduje się przede mną, więc byłam nawet zmuszona na to patrzeć ? powiedziała "Wyborczej" anonimowa bibliotekarka. No, to po tym artykule dopiero zacznie się ruch w interesie! A jak poprawią się narodowi statystyki! Toż wiadomo, że inteligencję najlepiej mierzy się popularnością bibliotek... Nic więc dziwnego, że władze Biblioteki Jagiellońskiej zaczynają zastanawiać się nad przygotowaniem specjalnych pomieszczeń, w których będzie można zapoznawać się z treściami pornograficznymi.
Prawo to prawo. Twarde, głupie i niemoralne ? ale prawo, cóż poradzą bibliotekarze?
A tymczasem państwo opiekuńcze, w ramach solidarności społecznej, chyłkiem zapewniło nam darmowy dostęp do pornografii.

 

Piotr Tadeusz Waszkiewicz
Wyświetlony 1342 razy
Piotr Tadeusz Waszkiewicz

Najnowsze od Piotr Tadeusz Waszkiewicz

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.