środa, 02 czerwiec 2010 12:15

Chińskie rozwiązanie

Napisane przez

Naszej rodzimej afery rozporkowej ciąg dalszy. Najpierw wyszło na to, że pani Aneta Krawczyk nie ma bladego pojęcia, kto jest ojcem jej dziecka, bo pan Łyżwiński okazał się nim nie być. Kolejne osoby zgłaszały kolejne kandydatury, przez pewien czas zapowiadało się nawet na to, że ojciec zostanie w końcu wytropiony, namierzono jednak tylko chrzestnego. W pierwszej chwili pani Aneta wykluczyła ojcostwo wicepremiera Andrzeja Leppera, złośliwie zresztą wypowiadając się na temat jego potencji. Kobieta jednak zmienną jest, a pani Aneta Krawczyk zwłaszcza, więc po pewnym czasie przyszła jednak pora na przebadanie ministra rolnictwa.

 

Andrzej Lepper rzekomo przebadał się więc sam, w Niemczech (kiedy przychodzi co do czego, lepiej jednak nie stawiać na rodzimych fachowców), a następnie zgodził na ewentualne badanie w Polsce. Czyżby chciał zawczasu sprawdzić, czy rzeczywiście nic z tą panią wspólnego nie miał, a dopiero utwierdziwszy się w przekonaniu, że nie miał, podzielić się tą wiedzą (podpartą materiałem dowodowym) z zainteresowanymi? Prawdę rzekłszy, to już dywagacje umiarkowanie ważne ? reputacja pana wicepremiera jest, jaka jest, i korzystanie z usług panny (w tym wypadku zresztą mężatki) lekkich obyczajów wiele tej reputacji nie pogorszy. A najcięższy zarzut, o molestowanie był całkowicie chybiony ? z samych zeznań pani Anety wynikało, że wyraziła zawczasu na ten układ zgodę...

Co łączyło Leppera z Krawczykową ? choć może ciekawe i emocjonujące ? jest mniej istotne. Wygląda bowiem na to, że większa część seks-afery, jeśli nie cała seks-afera, była mistyfikacją mającą na celu obalenie rządu ? można mniemać, że koniecznie przed ujawnieniem raportu Macierewicza. To już się raczej nie uda; toteż skandal pomału przycicha ? kolejni ojcowie budzą coraz mniej emocji... Dziwi tylko, że żadna stacja telewizyjna nie wpadła w momencie szczytowej popularności pani Krawczyk na pomysł zorganizowania plebiscytu na ojca jej dziecka ? wyznaczyć nagrodę kilkunastu tysięcy złotych i badać każdego, kto się zgłosi... Tymczasem zaś można ? w trosce o dobre imię Rządu i Narodu ? zastanowić się nad wprowadzeniem nowych, przynajmniej w naszym kraju, norm dla sfer rządowych. Najsłynniejszym bodaj ministrem rolnictwa w dziejach, a przynajmniej najbardziej dla ludzkości zasłużonym, był Chińczyk Tsai-Lun, który na początku II wieku wynalazł papier. Nie do końca wiadomo, jak to było, ale wiele wskazuje na to, że zanim został ministrem, pracował jako eunuch-dozorca w seraju swego władcy (awans zresztą dostał ponoć w nagrodę za wiekopomny wynalazek). No proszę ? to i żadnych seks-afer nie miał, i wdzięczność potomnych zyskał... Ech, żebyśmy takich ministrów mieli!

 

Piotr Tadeusz Waszkiewicz

Wyświetlony 1294 razy
Więcej w tej kategorii: « Stulta lex... W oparach absurdu »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.