środa, 02 czerwiec 2010 12:16

Internacjonalizm w sosie berlińskim

Napisał

Szef Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego, niemiecki deputowany Elmar Brok stwierdził, że zachowanie premiera Jarosława Kaczyńskiego i minister spraw zagranicznych Anny Fotygi to nacjonalizm. O co konkretnie chodziło Brokowi? Ano o to, że polski rząd stara się, aby stanowisko zajmowane dotąd właśnie przez Broka objął Polak, Jacek Saryusz-Wolski.

 

Z wypowiedzi tej można wywnioskować, że lata spędzone w Brukseli nie pozostały bez wpływu na kunszt retoryczny niemieckiego europosła, co dowodzi, że w dzisiejszych czasach tresura jest skuteczna nawet w odniesieniu do tych, którzy wyrośli już z wieku pacholęcego. Swoimi słowami pan Brok dowiódł nie tylko, że jest pojętnym uczniem, ale również, że dba o to, aby w Europie żadne nacjonalizmy nie rzucały się sobie do gardła. Gardła mają być używane tylko do odśpiewywania Ody do radości w podniosłej internacjonalistycznej atmosferze i doskonałej harmonii, gdzie każdy głos znał będzie swoje miejsce w szeregu. Niestety, nieokrzesani Polacy znów zaśpiewali cokolwiek fałszywie i w zbyt minorowej tonacji, należało więc im przypomnieć, kto jest solistą, a kto może włączać się co najwyżej w refrenach. Krótko mówiąc: co wolno wojewodzie, to nie tobie...

Aby lekcję tę uczynić bardziej zrozumiałą, wybrano jedno ze słów-zaklęć, za pomocą których łatwo można dziś usadzić każdego niewygodnego adwersarza. Trzeba zresztą przyznać, że i tak zabrzmiało to w miarę łagodnie: przecież Brok mógł wypalić z grubiej rury i oskarżyć nas o antysemityzm. Albo o homofobię. Albo o papizm. Cóż by się wtedy działo... Lepiej sobie nie wyobrażać... A tak dostaliśmy tylko śrutem nacjonalizmu, który to termin używany jest dziś w sposób mogący świadczyć w najlepszym razie o hipokryzji, w najgorszym ? o głębokiej paranoi. Jeśli bowiem umieścić wypowiedź Broka w kontekście polityki prowadzonej przez kraje Unii w ciągu ostatnich kilku lat, nie widać powodu, aby zachowanie Polski w jakiś specjalny sposób piętnować, no chyba że obowiązuje wspomniane powiedzenie o wojewodzie... A wtedy to, oczywiście, co innego... Z takiej perspektywy wszystko staje się jasne. Kiedy Niemiec pragnie zostać szefem którejś z komisji, działa, ma się rozumieć, w interesie ludzkości, no, może nie całej, ale europejskiej. Natomiast Polak w tej samej sytuacji o Europie w ogóle nie myśli. Ani przez chwilę. On myśli tylko o własnych, wąsko rozumianych narodowych korzyściach. Niemcy, jak niegdyś ludzie radzieccy, myślą globalnie i nie zważając na partykularyzmy potrafią wznieść się ponad lokalne uprzedzenia, aby zbudować taki choćby rurociąg pod dnem Bałtyku ? oczywiście, wbrew własnym interesom. Ale Polak-nacjonalista tego nie widzi: chodzi mu tylko o to, żeby jego było na wierzchu i kombinuje, jakby tu dorwać się do jakiegoś stanowiska, które ? przyznajmy ? z definicji należy się Niemcom z uwagi na ich wielowiekową tradycję internacjonalistyczną.
Bo Niemcy nie od dziś są internacjonalistami. Zawsze byli. Już Ulrich von Jungingen był przykładnym internacjonalistą i nie zważał na to, jakie ziemie będą mu podlegać. Brał, co było: Prusy, Pomorze, Mazowsze... Internacjonalistą był Fryderyk Wilhelm, ćwiczący się w uprawianiu tej cnoty wraz z carycą Katarzyną II, której internacjonalizm był tak rozległy, jak potrzeby seksualne. Bismarck też miał ciągotki internacjonalistyczne, podobnie jak jego kontynuatorzy, dzięki którym polskie dzieci z okolic Poznania mogły już od małego przyswajać sobie język niemiecki, który jeśli nawet nie przydał się im, to z pewnością przydał się ich wnukom. Ci ostatni mieli szansę oglądać internacjonalistyczny spektakl niedoszłego malarza, który postanowił siłą wyplenić wszelkie szkodliwe nacjonalizmy i na ich miejscu zbudować jeden wspólny dom. Co prawda, zamiast domu wyszedł obóz, na dodatek koncentracyjny, jednak, jak uczą wielcy współcześni humaniści, liczą się przede wszystkim intencje. Niestety, Polacy na tym tle wyglądają fatalnie. Żadnego internacjonalistycznego zacięcia, żadnej globalnej koncepcji ? nic tylko beznadziejna walka ojczyźniana i pielęgnowanie pamięci o długiej serii klęsk. A wiec kompletne dno. Żadnej przyszłościowej wizji. Jest się czego wstydzić. No, ale na szczęście dzięki internacjonalistycznej polityce naszych najbliższych sąsiadów ze wschodu i zachodu udało nam się przynajmniej dokonać wymiany elit i chowaną na patriotycznej literaturze i kodeksie honorowym inteligencję wymieniliśmy na nową, może nie tak oczytaną i nieco bardziej pragmatyczną, ale z pewnością daleką od płytkiego nacjonalizmu. Oto np. poseł PO pan Paweł Śpiewak na łamach niemieckiej gazety "Die Welt" dał popis prawdziwego internacjonalizmu. Pytany o ocenę polskiej minister spraw zagranicznych pan poseł stwierdził, że jej polityka jest dla mnie zupełnie niezrozumiała. Mam kłopot, żeby w ogóle zrozumieć, co ona mówi. Z dalszej części wypowiedzi dowiadujemy się, że to polityka mówienia nie: nie dla Gazociągu Podbałtyckiego, nie dla projektu konstytucji. Proszę zauważyć ? nie ma w tym ani odrobiny polskiego nacjonalizmu, przeciwnie, widoczny jest ozdrowieńczy antynacjonalizm i słuszna niechęć do Polnische Wirtschaft. Polska może stać się niebezpieczeństwem dla Europy ? twierdzi dalej pan Śpiewak, dodając, że za rządów Jarosława Kaczyńskiego panuje w kraju kultura totalnej nieufności... Moi najlepsi studenci nie chcą już pracować dla państwa, bo tego państwa się wstydzą.
Oto przykład politycznej odpowiedzialności, dbałości o rację stanu i wyczucia smaku. I niech nikt tu nie powołuje się na jakiegoś Norwida, który kiedyś coś tam bredził o ptakach i gniazdach. Norwid był czystej wody polskim nacjonalistą, na dodatek zacofanym, natomiast współczesny inteligent znad Wisły dość szybko przyswaja sobie zasady panujące na europejskich salonach i wie, że udzielając wywiadu niemieckiej gazecie nacjonalistą być nie wypada. No, chyba że niemieckim.


26 stycznia 2007 r.
Damian Leszczyński

Wyświetlony 1553 razy
Więcej w tej kategorii: « Berlinka Stulta lex... »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.