środa, 02 czerwiec 2010 12:17

Berlinka

Napisał

Jednym z ważnych elementów drugiej wojny światowej stał się rabunek dzieł kultury narodowej. Wiele polskich i zagranicznych dóbr stanowiących o naszej tożsamości narodowej nigdy nie wróciło do muzeów, bibliotek i wyższych polskich uczelni, skąd zostały wywiezione przez niemieckich, a potem i sowieckich okupantów. Tak się jednak złożyło, że pod koniec tej wojny w bitewnym kurzu odwróconego blitzkriegu najcenniejsze zbiory niemieckiej kultury narodowej wpadły w polskie ręce i do dziś przechowywane są w zbiorach Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Były to zbiory z berlińskich muzeów wywiezione na Dolny Śląsk w celu ich ocalenia przed alianckimi bombardowaniami. Z tego względu noszą one ogólną nazwę "Berlinka". Podstawowe informacje na temat tego zbioru zaczerpnięto z czasopisma "Inne Oblicza Historii"*. Są one jednak tak mało znane, a ostatnio nawet zagrożone, że warto o nich poinformować szerszą opinię publiczną, w celu niedopuszczenia do jej wywiezienia do Niemiec.

 

Krzeszów
Jest to niewielka miejscowość w obecnym powiecie wałbrzyskim słynąca z barokowego sanktuarium cystersów. Dolny Śląsk był w czasie wojny uważny przez Niemców za najbardziej bezpieczną dzielnicę kraju, dokąd nie docierały alianckie bombowce. Był to rejon stosunkowo słabo uprzemysłowiony i z tego powodu nie miał istotnego znaczenia militarnego. W 1943 roku, kiedy rozpoczęły się ciężkie bombardowania niemieckich miast, postanowiono w Berlinie ukryć znajdujące się tam zbiory Pruskiej Biblioteki Państwowej. Składała się ona z dziesiątków tysięcy książek z XVIII, XIX i XX wieku, setek tysięcy manuskryptów niemieckich pisarzy, poetów, polityków i kompozytorów oraz licznych starodruków. Z tych ostatnich są to oryginalne muzykalia i rękopisy takich twórców, jak Bach, Mozart, Beethoven, Schuman, Haydn i Brahms. Dzieła pisane ręką poetów, jak Goethe, Schiller, Herder, Humboldt i Hoffmann von Fallersleben, który jest też autorem niemieckiego hymnu. Ponad 500 dużych skrzyń ze zbiorami z berlińskich muzeów zostało przewiezionych do Krzeszowa. Wszystko to ukryto na strychach kościołów pod wezwaniem św. Józefa i Matki Bożej Łaskawej.

 

Tajemnica
Okazuje się, że zachowaniem ścisłej tajemnicy związanej z miejscem przechowywania tych zbiorów byli zainteresowani zarówno Niemcy podczas trwania wojny, jak i Polacy po jej zakończeniu. Ci pierwsi ze zrozumiałych względów byli zainteresowani bezkonfliktowym powrotem swoich zbiorów do stolicy Niemiec. Tymczasem tuż po zakończeniu wojny Polacy odkryli te zbiory. Jak to się stało, do dziś nie wiadomo. Komisja Ministerstwa Kultury, w skład której wchodzili tacy wybitni znawcy przedmiotu, jak S. Lorenz, J. Zachwatowicz, W. Kieszkowski i Styczyński, postanowiła całe odkrycie nadal zachować w ścisłej tajemnicy. Poproszono mieszkających tu zakonników o nieinformowanie nikogo o odkryciu tych zbiorów. Nakazano, aby szczególną dyskrecję zachować wobec władz sowieckich, żołnierzy i urzędników. Dopiero dwa lata po wojnie zdecydowano się, nadal w wielkiej tajemnicy, kilkoma transportami przewieźć te zbiory do Krakowa. Słusznie obawiano się ich rekwizycji przez NKWD i wywiezienia do ZSRR. Sprawa ta w latach pięćdziesiątych minionego wieku przestawała być już tajemnicą państwową. Niemcy, którzy, oczywiście, pierwsi wiedzieli, co się stało z ich zbiorami muzealnymi, zdobyli się na interwencję międzynarodową, wykorzystując dla tego celu proniemieckie już nastroje amerykańskiej administracji. Z ich inicjatywy prezydent USA Harry Truman interweniował u premiera ZSSR G. Malenkowa w sprawie zwrotu Niemcom zbiorów muzealnych odnalezionych w Krzeszowie. Skierowano też odpowiednie pisma w tej sprawie do władz polskich, które jednak odmówiły odpowiedzi w tej sprawie.

 

Niemiecki opór
O tym, jak cenny zbiór niemieckich archiwaliów znalazł się w Krakowie, świadczy wypowiedź J. Nowaka- Jeziorańskiego: Serce niemieckiej kultury, które biło przez stulecia w Berlinie, znajduje się dziś w Krakowie. Znaczenie tych dóbr kultury dla strony niemieckiej jest tak duże, że wiadomo, iż podejmą oni wszelkie możliwe działania, aby je bezproblemowo odzyskać. Polacy mieliby, według najprostszej koncepcji, po prostu oddać ten zbiór w dowód nowej przyjaźni polsko-niemieckiej. Ze strony niemieckiej nie będzie żadnych zwrotów polskich zbiorów, dzieł i manuskryptów zagrabionych podczas wojny, gdyż te znajdują się w prywatnych rękach i rząd niemiecki nie ma wpływu na decyzje o ich zwrocie. Również w państwowych zbiorach niemieckich niechętnie porusza się temat jakichkolwiek zwrotów zagrabionych w czasie wojny dzieł sztuki. Ze strony polskiej ma być to po prostu gest przyjaźni, który zostanie zrekompensowany politycznym uznaniem tego przez stronę niemiecką. Z góry ostrzega się, że Polska poza słowami uznania na nic więcej nie może liczyć. W latach 1980-81 rząd NRD stanowczo domagał się zwrotu "odnalezionych w PRL" dóbr kultury. Pod tym naciskiem ówczesny wiceminister kultury i sztuki sformułował tajny wniosek mówiący o tym, że całość odnalezionego na terenie państwa polskiego zbioru Biblioteki Pruskiej "stanowi własność państwa". Na notę dyplomatyczną NRD w tej sprawie rząd polski odpowiedział, że kolekcja Biblioteki Pruskiej w Krakowie stała się własnością Polski na podstawie umowy poczdamskiej i decyzji mocarstw sojuszniczych.

 

Pertraktacje
Trwa polityczny nacisk na polską stronę w sprawie zwrotu "Berlinki". Coraz bardziej niemieckie "krzywdy", doznane w czasie wojny, znajdują również uznanie w naszym kraju. Przypominanie o niemieckich zbrodniach jest teraz coraz bardziej niemodne i politycznie niepoprawne. Powołana w 1997 roku wspólna, polsko-niemiecka komisja ekspertów z wyżej wymienionych powodów nie może dojść do żadnych konstruktywnych wniosków. Strona niemiecka nie chce uznać faktu, że "Berlinka" nie została zagrabiona w czasie wojny, lecz znalazła się w polskich rękach na skutek działań samych Niemców. W międzyczasie dochodzi do karygodnych kradzieży najcenniejszych starodruków ze zbiorów "Berlinki". Jeden z tego rodzaju czynów został dokonany przez ówczesnego premiera RP Jerzego Buzka, który w 2000 roku wypożyczył oryginalną "Biblię Latinę" w tłumaczeniu M. Lutra, a następnie podczas pobytu w RFN wręczył ją w darze kanclerzowi Niemiec Gerhardowi Schröderowi. Polityczne naciski na bezkonfliktowe przekazanie "Berlinki" stronie niemieckiej wywierał też były prezydent A. Kwaśniewski. Jak postuluje Andrzej Mania*, Zbiory Pruskiej biblioteki nie mogą stać się przedmiotem wymiany za dzieła sztuki, archiwalia czy inne pamiątki historyczne z kolekcji polskich, które w wyniku grabieży zostały zlokalizowane w niemieckich zbiorach. Problem nie tkwi bowiem w próbach oszacowania wartości "Berlinki" i dokonania wyceny zbiorów polskich, aby na podstawie analizy tych wycen dokonać prostej wymiany. "Berlinka" jest formą rekompensaty i tylko od władz niemieckich zależy, czy kiedykolwiek wróci do Niemiec, ale zanim to nastąpi, musi zostać spełniony jeden podstawowy warunek. Niemcy muszą chcieć rzetelnego rozliczenia z przeszłością i dokonać rzeczywistego zadośćuczynienia za szkody wyrządzone kulturze polskiej. Wydaje się, że jest to warunek niezbędny do prowadzenia wszelkich dalszych w tej sprawie pertraktacji, w wyniku których strona polska nie może ponosić dalszych strat w swoich dobrach kultury.
Adam Maksymowicz


 

 

*Andrzej Mania, Restytucja ? czyli cenne, bezcenne, zaprzepaszczone. "Inne oblicza historii. Magazyn miłośników historii". Nr 6/2006 (listopad-grudzień 2006).
Wyświetlony 2016 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.