środa, 02 czerwiec 2010 12:18

Dwa dni

Napisał

Kilkuset samorządowców spóźniło się ze złożeniem oświadczeń majątkowych. Mieli na to miesiąc czasu, ale z rozmaitych powodów nie zdążyli. Zgodnie z prawem powinni w tej sytuacji stracić mandaty, w ich okręgach zaś należałoby urządzić nowe wybory. Takie przepisy uchwalono latem 2005 roku przy poparciu m.in. Prawa i Sprawiedliwości oraz Platformy Obywatelskiej.

 

Tego rodzaju przepisów, nakładających kary za niezłożenie na czas pewnych mniej bądź bardziej ważnych dokumentów, mamy w Polsce sporo i pewnie nikt by nie zwrócił uwagi na rozkojarzonych samorządowców, gdyby nie okazało się, że jest wśród nich tzw. gruba ryba. Rybą tą okazała się pani Hanna Gronkiewicz-Waltz, teoretycznie nowa prezydent Warszawy (a może tylko praktycznie, a teoretycznie już nie). Kiedy okazało się, że pani Hania o dwa dni za późno doniosła oświadczenie majątkowe męża, nagle cała sprawa stała się przedmiotem narodowej debaty. Politycy koalicji, wykorzystując możliwość przyłożenia opozycji, od razu stwierdzili, że prawo jest prawem i nie ma zmiłowania, nawet dla takiej grubej ryby, jak pani Hania. W związku z tym trzeba wysadzić ją ze stanowiska, rozpisać nowe wybory, które i tak prawdopodobnie wygra, no ale zasad trzeba się trzymać. Zresztą, jak słusznie zauważono, jeśli ktoś nie jest w stanie wypełnić i złożyć prostego oświadczenia majątkowego, to można zastanawiać się, czy w przyszłości poradzi sobie np. z procedurami przetargowymi. Niby racja, ale jak pamiętamy, pani Gronkiewicz-Waltz przez lata zajmowała się bankowością, mimo że przygotowany przez dziennikarzy test z podstaw ekonomii ledwie zaliczyła na trzy, a zatem można podejrzewać, że również w tym przypadku sobie poradzi. A jak czegoś nie będzie wiedzieć, to sobie sprawdzi w Internecie.

Na tego rodzaju groźby politycy opozycji zareagowali oburzeniem i postanowili wziąć panią Hanię w obronę poprzez wzięcie ludzi na litość. Spójrzcie tylko, pokazywali, oto biedna słaba kobieta zaszczuta przez siepaczy z rządu, przez nieczułych polityków i dogmatycznych prawników. Cóż ona złego zrobiła? Dwa dni spóźnienia? No i co z tego. Przecież ma dobre serce i lubi przebywać w hospicjach, zwłaszcza w czasie kampanii wyborczej. Trzeba nam wszystkim pojednania, chrześcijańskiego wybaczenia i tak dalej.
Takie mniej więcej szlochy było słychać. Bardziej pomysłowy okazał się pan Marek Borowski, przedstawiciel opozycji pozaparlamentarnej (a więc tych polityków, których społeczeństwo ma, jak to się zwykło mawiać, w głębokim poważaniu), który stwierdził, że należałoby w trybie pilnym zmienić prawo, uchwalić abolicję dla spóźnialskich i wprowadzić zapis, że oświadczenia należy złożyć oczywiście w terminie, ale dopuszczalne są usprawiedliwione spóźnienia. Usprawiedliwienia można przynieść od rodziców, od lekarza ogólnego albo specjalisty, ewentualnie z poradni leczenia dysleksji, dysgrafii i dyskalkulii.
Niewielkie spóźnienie nie zasługuje więc na żadne sankcje. Ostatecznie ? jak dowodzili broniący pani Gronkiewicz-Waltz politycy, prawnicy i samorządowcy ? to tylko dwa dni, dwa głupie dni, czterdzieści osiem marnych godzin, dwa tysiące osiemset osiemdziesiąt minut, a więc zaledwie sto siedemdziesiąt dwa tysiące osiemset sekund. Przestańmy się czepiać.
Tak oto mówi władza, tak mówią elity. Prawo prawem, ale bez przesady. I to powinno nam się podobać, to właśnie powinniśmy podchwycić, przemyśleć i wykorzystać do ulepszenia i usprawnienia życia całego naszego kolektywu. Zacznijmy od urzędów skarbowych. Dotąd obywatel składający z opóźnieniem zeznanie podatkowe musiał zapłacić sporą karę, której dotkliwość miała być mobilizacją do przyszłej punktualności. Od teraz powinno wszystko się zmienić i jakaś doba czy dwie, a choćby i cały tydzień nie powinny nikogo dziwić, lecz być traktowane jamo norma, choćby dlatego, że bałaganiarstwo należy do naszych cech narodowych. Zresztą casus dwóch dni powinien być brany pod uwagę we wszystkich sferach życia. Wreszcie powinny skończyć się szykany za zapłacenie z dwudniowym opóźnieniem czynszu, abonamentu telefonicznego, raty kredytu czy alimentów. Przy innych, mniej szkodliwych sprawach, takich jak abonament radiowo-telewizyjny czy pożyczka od sąsiada, okres tolerancji powinien zostać wydłużony do dwóch miesięcy, albo i nawet dwóch lat. Również podczas zakupów w sklepach nie powinniśmy zbytnio przejmować się terminami: biorę towar teraz, a zapłacę pojutrze, a najdalej w przyszłym tygodniu. Sprawy meldunkowe, rejestracja pojazdów, ubezpieczenia ? wszystkie te dziedziny powinny podlegać słusznej zasadzie "dwa dni tolerancji dla liczących czas inaczej". Kto wie, czy na promocję i realizację tego projektu nie udałoby się zdobyć funduszy z Unii Europejskiej, która zgodziła się wspierać wszelkie postępowe inicjatywy przyczyniające się do walki z dyskryminacją ? a czymże innym, jak nie dyskryminacją jest kurczowe trzymanie się zapisanych w bezdusznej ustawie terminów?
Liczymy więc na to, że politycy, prawnicy i wszyscy ci, którzy dziś tak bronią spóźnialskich samorządowców, nie zapomną o zwykłych ludziach, których do tej pory za podobne przewinienia spotykały surowe sankcję. Przecież nie ma u nas w kraju obywateli równych i równiejszych. Prawda? W końcu, zgodnie z tym, co pisał Orwell, równiejsze są tylko świnie.


26 stycznia 2007 r.
Damian Leszczyński

Wyświetlony 1569 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.