poniedziałek, 21 czerwiec 2010 19:12

Niemiecka histeria

Napisał

Nie inaczej można nazwać niemieckie reakcje na uprawnione ostrzeżenie polskich patroli granicznych na Bałtyku w stosunku do spacerowego statku "Adler Dania", który w dniu 17.10.br., na polskich wodach terytorialnych nie poddał się kontroli celnej, a następnie odpłynął z naszymi celnikami. Wystrzelenie rakiet ostrzegawczych przez polską Straż Graniczną zostało w Niemczech uznane, jako ostrzelanie statku z broni palnej. Ostre wypowiedzi w tej sprawie polityków niemieckich, że incydent ten mocno zaciąży na stosunkach polsko-niemieckich, jest próbą odwrócenia winy od niemieckiego kapitana. Wystrzelenie w powietrze rakiety świetlnej, to jednak nie to samo, co ostrzelanie statku. W ten sposób postępując, strona polska nie będzie mogła np. z okazji Dnia Morza wystrzelić sztucznych ogni, bo może być to odebrane przez niemiecką stronę jako np. wypowiedzenie wojny!! Nie możemy, jako suwerenny kraj, który liczy się ze swym potężnym sąsiadem, być jego europejską kolonią, w której wszystko ma być tak zorganizowane, jak życzą sobie tego Niemcy! Jest jasne, że z naszej strony musimy uwzględniać, tak jak jest to możliwe zwyczaje i życzenia naszego zachodniego sąsiada, lecz oczekujemy też poszanowania choćby elementarnych zasad wzajemności między naszymi krajami.

Szerszy kontekst

To, że stosunki polsko-niemieckie od dłuższego już czasu nie są najlepsze, nie jest żadną tajemnicą. Kiedyś, jeszcze kilka lat temu wstecz, były one doskonałe. Ta doskonałość wynikała jednak z realizowania przez polską dyplomację wszystkich życzeń niemieckiego sąsiada, a nawet ich obrony wbrew oczywistym polskim interesom. Pierwszy ostry zgrzyt w tej wzajemnej idylli nastąpił w chwili wypowiedzenia się Polski w 2002 roku po stronie USA w ich próbie znalezienia sojuszników dla amerykańskiej interwencji w Iraku. Wspólnie z Wielką Brytanią znaleźliśmy się w mniejszościowym obozie wspierającym Stany Zjednoczone. Tak trwa to po dzień dzisiejszy. Choć Niemcy znacznie złagodziły już swój sprzeciw dla tej interwencji, międzynarodowa zadra trwa. Jest ona o tyle niekorzystna dla Polski, że pod względem wymiernym z polityki tej wynikają dla nas same straty. Nie ulega wątpliwości, że korzyści są minimalne. Amerykanie, którzy chętnie będą walczyć z terroryzmem do ostatniego polskiego żołnierza, w zamian dają nam, co najwyżej równoprawne zainteresowanie problemami naszego kraju, w stosunku do innych państw europejskich. Próby oparcia polskiej polityki zagranicznej o amerykański sojusz ewidentnie osłabiają polską pozycję w UE, co Niemcy skrzętnie przeciwko nam wykorzystują. Każdy pretekst do oskarżania polskiej strony jest tu dobry. Jednym z kolejnych problemów jest działalność wszelkich mętów politycznych w RFN, które poprzez absurdalne żądania dotyczące zwrotu ich majątków utraconych w czasie drugiej wojny światowej, skutecznie zatruwają wzajemne stosunki międzypaństwowe. Oficjalne reakcje polskiej strony na ich żądania dodają im tylko rangi i znaczenia na niemieckiej scenie politycznej. W ten sposób każde, już nawet najmniejsze nieporozumienie staje się problemem międzynarodowym. Wkrótce nie będzie można nawet kichnąć bez zgody niemieckiej, bo narusza to europejskie i niemieckie standardy, przyjęte w najważniejszych dokumentach międzynarodowych.

 

 

Czeski sojusznik
Nasz południowy sąsiad ma podobne, choć nieco innego rodzaju problemy ze swym niemieckim sąsiadem. Czy nie powinniśmy z nim koordynować naszej polityki międzynarodowej? Powinniśmy, ale to wcale nie oznacza, że możemy tak zrobić. Na przeszkodzie stoją, wydaje się, nasze wygórowane ambicje wspierania polskiej polityki międzynarodowej przez światowe mocarstwa. Na pewno Czechy nie należą do ich grona. Stąd nasze zainteresowanie południowym sąsiadem jest marginalne, żeby nie powiedzieć incydentalne. Po prostu traktujemy Czechy, w taki sam sposób, jak wielki kraj widzi swoich małych sąsiadów, bez których może się doskonale obejść. Jest to postępowanie całkowicie błędne i szkodliwe dla polskiej racji stanu. Ten stan drugorzędności powoduje, że polskie placówki dyplomatyczne i kulturalne w Czechach obsadzane są bez większego zastanowienia się często ludźmi kierującymi się bardziej interesami niemieckimi, niż polskimi. Literatura czeska, nauka, historia i technika nie są w Polsce dostrzegane w sposób zasługujący na uwagę najbardziej dla nas naturalnego sojusznika. Do priorytetowych spraw należy tu zapewne podobne dla obu państw spojrzenie na stosunki z państwem niemieckim i to zarówno w nieodległej przeszłości, jak i ich kształtowanie w przyszłości. Nierównoprawne traktowanie polskiej dwumilionowej mniejszości w Niemczech w stosunku do korzystającej z wszelkich przywilejów około stutysięcznej mniejszości niemieckiej w Polsce, jest kolejnym elementem zadrażnień i nieporozumień. Polskie współdziałanie z Czechami w sposób naturalny może zaowocować przystąpieniem do tego porozumienia kolejnego sojusznika, np. Węgier. Wszystko to może stać się realne pod warunkiem, że nie będzie to tylko realizowane symbolicznie przez głowy państw, tak jak ma się to np. z "Trójkątem Weimarskim", który pod względem swoich odpowiedników społecznych jest przedsięwzięciem politycznym całkowicie martwym.

Reakcja społeczna
Polityczna siła setek instytutów badawczych w RFN zajmujących się sprawami polskimi oraz znajdujących się na zapleczu milionowych organizacji przesiedleńczych nazywających się prowokacyjnie "wypędzonymi", poważnie wpływa na wynik kolejnych wyborów w tym kraju. Nasze protesty i prowadzone z nimi bezprzedmiotowe dyskusje oraz próby "pojednania" kończą się zwykle ich dalszym umocnieniem na niemieckiej scenie politycznej. Każdy Niemiec zauważa ich skuteczność w postaci reakcji polskiego rządu. Rozumują oni w ten sposób, że gdyby nie mieli racji, rząd w Warszawie nie podejmowałby żadnych reakcji na ich temat. W przeciwieństwie do niemieckich silnych organizacji przesiedleńczych w Polsce, społeczna obrona naszych interesów jest znikoma, a nawet szczątkowa. Zaledwie kilka marginalnych stowarzyszeń upomina się o potrzebę obrony polskiego stanu posiadania na Ziemiach Zachodnich i utrwalania polskości tych ziem, zarówno w kontekście gospodarczym, jak i narodowym i politycznym. Niestety, rząd polski nie widzi możliwości ich wzmocnienia, liczenia się z ich zdaniem, udzielenia im pomocy i koordynacji we wzajemnej współpracy. Pomoc ta wcale nie musi być finansowa, wystarczy, że będą konsultacje, zapraszanie na konferencje i wspólne sympozja. Ten tryb działania nikogo nie różnicuje i nie powoduje dodatkowych wydatków z budżetu. W ogólnym zarysie tak właśnie w dzieje się po stronie niemieckiej. Czas najwyższy skorzystać w tym zakresie również z niemieckich doświadczeń!

Aktywny spokój
Niemieckie histeryczne zachowania polityczne należy ignorować, gdyż są one, podobnie jak wystąpienia przesiedleńców, prowokacjami pod naszym adresem. Nie oznacza to jednak, że nie należy nic robić w tej sprawie. Przede wszystkim należy mobilizować polską opinię publiczną, która może i powinna wywierać wpływ na postępowanie władz. To opinia publiczna w postaci wystąpień różnorodnych organizacji społecznych i stowarzyszeń powinna wywierać naciski zarówno na polski rząd, jak i szczegółowo monitorować wzajemne stosunki i wydarzenia po obu stronach granicy. Pozostawienie tego tylko urzędnikom MSZ może zaowocować dalszym pogorszeniem się polskiej pozycji we wzajemnych stosunkach. Dzieje się tak nie tylko z powodu nieudolności, czy też nawet złej woli i braku przygotowania do tego rodzaju działalności, ale przede wszystkim dlatego, że żaden urząd ani urzędnik nie są w stanie opanować dynamicznie zmieniających się stanowisk i wydarzeń, jakie zachodzą w obu sąsiadujących ze sobą krajach. Mogą to zrobić natomiast właśnie liczne społeczne organizacje zajmujące się podobnymi problemami, które są z reguły na miejscu wydarzeń i najlepiej znają ich przebieg, genezę i autorów. Pod tym względem odczuwa się też charakterystyczny dla polskiej strony brak wszelkich wydawnictw specjalizujących się w polsko-niemieckiej tematyce. Do opinii publicznej nie docierają ostatnio żadne poważne opracowania na ten temat choćby z dwóch profesjonalnych instytucji, jakimi są Instytut Zachodni w Poznaniu i Instytut Śląski w Opolu. Spokojnej działalności polskiej dyplomacji powinna towarzyszyć naukowa i społeczna aktywna praca nad ułożeniem poprawnych i korzystnych dla nas stosunków z naszym najważniejszym zachodnim sąsiadem.
Adam Maksymowicz

Wyświetlony 1472 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.