poniedziałek, 21 czerwiec 2010 19:17

Jak sól z solniczki

Napisane przez

Konserwatysta to podobno człowiek żyjący w świecie należącym już do przeszłości. I choć zacytowana definicja smaczna jest, jak każdy precyzyjny aforyzm, osobiście preferuję osąd Gunthera: Konserwatyzm nie jest przywracaniem tego, co było, ani trzymaniem się tego, co jest, lecz życiem z tego, co obowiązuje zawsze. Inna sprawa, że z określeniem trwałych, niezmiennych wartości, ludzkość kłopot ma coraz większy.

 

Człowiek jest bezsprzecznie skomplikowanym organizmem, ale jego postępowanie było, jest i pozostanie proste. Przy czym "proste" nie znaczy racjonalne. Proste znaczy: emocjonalne. Oto przykład. We wrześniu 2001 roku, dokładnie w dniu, w którym dwa boeingi rozkroiły Światowe Centrum Handlu, tym samym wprowadzając ludzkość w trzecie tysiąclecie, w Londynie rozpoczęły się Defence Systems and Equipment International, czyli jedne z największych w świecie targów zbrojeniowych. Jak zawsze na tego typu imprezach, powodzeniem cieszyły się mniej i bardziej szatańskie wynalazki służące uśmiercaniu bliźnich. Tamtego dnia największym hitem były jednak pociski przeciwlotnicze. Szły jak woda, a producenci nie nadążali z rejestrowaniem zamówień. I tak dalej, i tak dalej, bo przykłady emocjonalnych reakcji tak pojedynczych osób, jak i ludzkich zbiorowości można przytaczać bez końca. Nota bene dla kondycji naszego świata te drugie, jako z gruntu irracjonalne, wydają się znacznie groźniejsze.

Ponad sto lat temu z okładem, Gustave le Bon opublikował książkę zatytułowaną Psychologia tłumu. Le Bon, Francuz przekonany o nieodwracalnym regresie tradycji, dogmatów religijnych oraz reguł, na których wyrosła cywilizacja, wyrażając swój pesymizm wobec przyszłości kultury, przerażony był obserwowanym przezeń procesem tworzenia się społeczeństwa masowego, którego wyrazem stawał się właśnie bezosobowy, bezmyślny i prymitywny tłum. Wykazywał, że pozostająca pod wpływem tłumu jednostka zatraca się, grupa zaś przeistacza w wyzutą z cech indywidualnych anonimową masę. I udowadniał, że masa ta wywiera na otoczenie destrukcyjny wpływ podobny do efektu śniegowej kuli oraz, że człowiek poddany presji tłumu staje się anonimowym elementem większej całości, czując przy tym zwolnionym tak od racjonalnego myślenia, jak i od osobistej odpowiedzialności za własne czyny.
Dziś psychologia uczy nas, że racjonalne myślenie wymaga spełnienia co najmniej dwóch warunków. Po pierwsze, trzeba mieć dostęp do należycie zweryfikowanych danych, a po drugie, należy dysponować środkami umożliwiającymi poprawne przetwarzanie tychże danych. Tymczasem wiemy już, że staranne rozważenie każdej odbieranej przez nas informacji nie jest możliwe. Nie potrafimy też należycie rozważyć poszczególnych przesłanek, teoretycznie mogących mieć wpływ na każdą z decyzji, jakie codziennie podejmujemy. Ot, prosta umiejętność kojarzenia faktów nie wystarcza, gdy mamy do czynienia z ich nadmiarem. Jak z powyższego wynika, jeśli nie zrozumiemy, że jesteśmy skazani na "skąpstwo poznawcze", możemy dojść do przekonania, że nasza perspektywa jest jedyną, jaka istnieje. A stąd blisko do optyki bezrozumnej grupy, w której emocje biorą górę nad rozumem.
Swoją drogą, trudno się temu dziwić. Nicolás Gómez Dávila zaobserwował, że przed laty to, co miało wartość, nie miało ceny, natomiast w dzisiejszych czasach to, co nie ma ceny, nie ma wartości. Otacza nas wulgarna komercjalizacja, mamy do czynienia z apoteozą tolerancji i indoktrynacją politycznej poprawności, toniemy w głębokim kryzysie tożsamości, błąkamy się po ruinach poczucia wspólnoty. Chorobą współczesności jest także brak jednoznacznych rozstrzygnięć etycznych, czyli moralne kalectwo skutkujące etycznym zamętem. Atakują nas przekonania, wedle których tradycja to jedynie zbiór pustych konwencji, mało użytecznych w rzeczywistości "nowoczesnego" świata, pamięć historyczna to zaś domena bęcwałów i oszołomów. A jakby tego było mało, dookoła wręcz roi się od ludzi, którym myśli wysypują się z otwartych szeroko łbów, jak sól z solniczek, a którzy zdają się wyznawać opinię, że skoro wszechświat powstał z chaosu i w chaosie zginie, zatem walczyć z chaosem to absurd. Brakuje nam za to elit. Autorytetów. Osób wiarygodnych. Ludzi, którzy w tym mroku, jaki otacza nas coraz ciaśniej, mogliby wskazać nam drogę ku słońcu.
Krzysztof Ligęza
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Wyświetlony 1588 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.