poniedziałek, 30 listopad -0001 00:00

Swastyki, okrzyki i hipokryzja

Napisał

Co prawda wiodącym tematem medialnym jest w tym tygodniu seks-afera w Samoobronie, chciałbym jednak na chwilę wrócić do sprawy, o której głośno było w tygodniu ubiegłym. Chodzi o nagrany dwa lata temu film, na którym grupa młodych ludzi, rzekomo związanych z Młodzieżą Wszechpolską, zabawia się, pląsając wokół płonącej swastyki, wyśpiewując pochwały narodowego socjalizmu i krzycząc sieg heil. Samo zdarzenie, jak również komentarze i działania, które pociągnęło za sobą, wymagają bliższego przyjrzenia się, szczególnie z uwagi na fakt, iż ukazują w pełni hipokryzję czasów, w których przyszło nam żyć.

 

Oczywiście na pierwszy plan wysuwa się głupota uczestników owego nazistowskiego sabatu, sądzących, że patriotyzm i wierność Polsce można wyrazić za pomocą doktryny germańskiego nacjonalisty, który z Polaków akurat chciał zrobić tanią siłę roboczą obsługującą wybrańców pochodzących z rasy Panów. Wychodzi na to, że nawet prości kibole przewyższają bystrością niektórych naszych pseudo-nacjonalistów, nigdy im bowiem nie przyszło do głowy, że hołd swojej drużynie można wyrażać powiewając flagami drużyny przeciwnej. Tańcujący wokół swastyki ludzie przypominają trochę stado kur, które jako hymn całego drobiu postanawiają zaśpiewać pieśń o rosole.

Jednak mniejsza o to, albowiem nie samo to zdarzenie, lecz raczej szum, jaki powstał wokół niego, wart jest uwagi. Przede wszystkim uderza niewspółmierność w traktowaniu wyznawców różnych ideologii. Nie chcę tu w żadnym razie bronić narodowych socjalistów, jednak nie od dziś widać, że o ile ich oraz ich wyznawców zgodnie się potępia, o tyle socjalistów internacjonalistycznych, a więc komunistów, traktuje się z taryfą ulgową. Co prawda 13 artykuł Konstytucji wyraźnie stwierdza, że zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swych programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, jednak rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. W III RP od 2002 roku działa sobie w najlepsze Komunistyczna Partia Polski, która wprost głosi, że w poglądach gospodarczych odwołuje się do komunizmu, w kwestiach ideologicznych zaś do marksizmu-leninizmu. W IX rozdziale Statutu Partii czytamy, że Godłem Partii jest znak sierpa i młota. Sztandar Partii jest koloru czerwonego. Z jednej jego strony umieszczone jest hasło "Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!", z drugiej nazwa Partii lub jej skrót, natomiast hymnem partii jest Międzynarodówka. No i co? No i nic. Jakoś nie słychać głosów oburzenia. A wyobraźmy sobie tylko, co by się stało, gdyby powstała "Faszystowska Partia Polski" albo "Narodowo Socjalistyczna Partia Polski", która w statucie zapisałaby, że jej symbolem jest swastyka, czarno-czerwona, flaga a hymnem "Die Fahne", hymn NSDAP. Obawiam się, że nie byłoby zmiłowania. I podobnie jak dziś, na pierwszej linii frontu walki z socjalizmem narodowym stanęliby socjaliści nienarodowi - postkomunistyczni, socjaldemokratyczni, liberalni, feministyczni i inaczej zorientowani. Zresztą wszystko zgodnie z zasadą walki o przetrwanie, albowiem dla socjalisty jednego typu największym wrogiem będzie socjalista innego typu. Widać to choćby na przykładzie komunisty Stalina i narodowego socjalisty Hitlera, którzy nikogo tak zacięcie nie tępili, jak swoich ideowych braci.
Zestawmy teraz fakty. Z jednej strony mamy grupkę ludzi, którzy na prywatnej imprezie dają wyraz trudnym do zaakceptowania poglądom, z drugiej zaś legalnie istniejącą partię, która, zgodnie z Konstytucją, legalnie działać nie może. Jeśli więc mamy tu konflikt z prawem, to tylko po jednej stronie. Zresztą ciekawe, co by było, gdyby zamiast nazistowskiej, rzekomi Wszechpolacy zrobili sobie imprezę gejowską w wersji hard, z płonącym fallusem w tle, biczowaniem, piosenkami Elton Johna i różnymi tego rodzaju smaczkami? Albo gdyby zabawiali się w czarną magię i zamiast swastyki płonąłby pentagram, a w miejscu nazistowskich przyśpiewek recytowano by modlitwy z "Biblii Szatana" Szandora LaVeya? To również poglądy trudne do zaakceptowania, no ale przecież nikt nie pyta działaczy SLD, co robi ich klubowy kolega Robert Biedroń po godzinach, na prywatnych balangach. Co innego jednak prywatne spotkanie, a co innego partia istniejąca oficjalnie i oficjalnie nawiązująca do ideologii, której publiczne głoszenie zostało konstytucyjnie zakazane.
Zresztą KPP to nie jedyny przykład. Istnieje również "Polska Socjalistyczna Partia Robotnicza", która wyraźnie twierdzi, że źródło inspiracji swej działalności ideowo-programowej upatruje w idei socjalistycznej, opartej na nauce Marksa i Lenina. W niej bowiem widzi przyszłość świata. Również ta partia w swojej symbolice nawiązuje wprost do komunizmu: czerwony sztandar, hasło Proletariusze wszystkich krajów łączcie się i jako hymn, oczywiście, Międzynarodówka. Mamy również takiego potworka, jak partia o nazwie "RACJA polskiej lewicy", której programem jest, jak wynika ze statutu, najogólniej rozumiany antyklerykalizm, a więc dyskryminacja ludzi ze względu na pewną ich cechę. Gdyby ktoś się temu przyjrzał, być może dostrzegłby, że stoi to w jawnej sprzeczności z 32 art. Konstytucji, zabraniającym dyskryminacji w życiu politycznym, społecznym i gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny. Co na to powiedzą zwolennicy likwidacji witryny internetowej grupy "Red Watch", na której dyskryminowano aktywistów skrajnej lewicy? Stronę "RACJI" można znaleźć bez problemu, publikują na niej bez cienia wstydu parlamentarzyści i osoby z lewicowych elit. Ponadto sama partia związana jest z pismem "Fakty i mity", które proponuje czytelnikom zakup koszulek z obrazkiem przedstawiającym granat i podpisem "wrzuć na tacę"? Czy to jest nadal "Tiszert dla wolności", tego nie wiem, ale wyobrażam sobie, jaka byłaby reakcja, gdyby pod tym granatem było napisane "Wrzuć do synagogi"! Jak widać, ideologia komunistyczna, mimo formalnego zakazu, może być propagowana w Polsce na szczeblu partyjnym, nie wspominam bowiem o tym, jak obficie korzystają z komunistycznej ikonologii rozmaite subkultury w rodzaju skrajnych ekologów czy antyglobalistów. Wystarczy spojrzeć na pierwszą lepszą demonstrację jednych bądź drugich, a bez trudu dostrzeżemy znaczki z Leninem i Mao, koszulki z Che Guevarą, czarne chusty Zapatystów i tak dalej. Wyobrażam sobie, co by się działo, gdyby przez miasto przemaszerował tłum młodzieży w koszulkach z podobiznami Hitlera czy Goebbelsa.
Oczywiście, ta sytuacja przyzwolenia na propagowanie komunistycznego totalitaryzmu nie może stanowić usprawiedliwienia dla piewców nazizmu. Sprawę należałoby jasno rozwiązać: albo robimy tak jak w USA, a więc gwarantujemy nieograniczoną wolność słowa wszystkim, a więc i antyklerykałom, i antysemitom, rasistom, feministom, gejom i zwolennikom kotletów z psiny, albo ustalamy pewne granice. W naszym wypadku granice te ustaliła europejska tradycja oraz pamięć o dwóch systemach totalitarnych i milionach ich ofiar. Dopóki jednak nie uznamy, że publiczny zakaz przekraczania owej granicy dotyczy zwolenników obu systemów, dopóty trudno traktować poważnie postulaty delegalizacji tej czy innej organizacji jako "faszystowskiej". Zwłaszcza gdy głoszą je obecni bądź byli członkowie partii uznającej się za oficjalną kontynuatorką PZPR.

7 grudna 2006 r.
Damian Leszczyński


(Komentarz wygłoszony na antenie wrocławskiego Radia Rodzina)

Wyświetlony 1904 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.