Wydrukuj tę stronę
środa, 29 listopad 2006 19:24

Rosja pozostanie Rosją

Napisał

Jakiś rok temu Rosja wprowadziła embargo na dostawy mięsa z Polski. Polskie mięso, stwierdzili przedstawiciele rosyjskiego MSZ, nie spełnia rosyjskich norm sanitarnych, a na dodatek Polacy, chcąc przepchnąć tę padlinę przez wschodnią granicę, podrabiają dokumenty weterynaryjne. Tak więc od dziś szlaban. Żadna wołowina, wieprzowina, drób czy nawet konina nie pojadą na wschód. Możemy zjeść to sobie sami i potruć się na własne życzenie, ale matuszka Rosja, jak wiadomo, dba o swoich obywateli, a zwłaszcza leży jej na sercu to, jak się odżywiają. Co prawda można mieć pewne wątpliwości, czy te rosyjskie zasady dietetyczne rzeczywiście służą zdrowiu. Zawijane w gazetę mięso na bazarze w Kaliningradzie ma odcień szpinaku, ale być może to krok w stronę wegetarianizmu. No a wegetarianizm przecież jest zdrowy. Wystarczy popatrzeć na mieszkańców Indii. Podobnie można wytłumaczyć fakt, że co najmniej połowa obywateli Rosji to alkoholicy, z których rocznie kilkadziesiąt tysięcy umiera z powodu zatrucia podrabianą wódką. Ostatecznie alkohol też produkowany jest na bazie roślinnej, bez domieszek szkodliwego mięsa. Jakkolwiek by patrzeć, to przecież zboże, ziemniaki czy buraki, tylko że w postaci płynnej. Tak więc Rosja wie, jak dbać o dietę swych obywateli i stąd zakaz sprowadzania śmierdzącego mięsa z brudnej Polski.

I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie pewien szczegół. Oto po roku śledztwa, polska prokuratura ustaliła, że owe podrabiane dokumenty weterynaryjne, dzięki którym zepsute mięso miało trafiać za wschodnią granicę, owszem, były podrabiane, tylko że w Rosji. Jak się okazało, sporządził je ktoś słabo znający język polski, pełno w nich bowiem rozmaitych rusycyzmów i na dodatek napisane zostały bez użycia polskich znaków. No i tu rodzi się pytanie. Czyżby komuś w Rosji zależało na wprowadzeniu embarga i pogorszeniu stosunków z Polską? A jeśli tak, to komu? Znawcy tematu twierdzą, że przez wiele lat przedstawiciele rosyjskiej służby weterynaryjnej, objeżdżając polskie zakłady mięsne, wystawiali pozytywne świadectwa w zamian za, mówić eufemistycznie, "odpowiednie ugoszczenie". W pewnym momencie, kiedy do władzy doszła prawica, Kreml postanowił nieco osłabić dwustronne kontakty i dał sygnał swoim urzędnikom: czas zamknąć biznes. Coś więc trzeba było zrobić. I kto wie, czy podrobienie dokumentów nie było najprostszym rozwiązaniem? Może jeszcze się dowiemy.
W każdym razie w trakcie szczytu w Helsinkach Polska skorzystała z prawa weta i zablokowała negocjacje między Unią Europejską i Rosją, żądając rozwiązania problemu embarga. Wywołało to pewne zamieszanie w Rosji, przyzwyczajono się bowiem, że Polska w takich sytuacjach chowa ogon pod siebie i prosi o wybaczenie. Tym razem stało się inaczej i, co najważniejsze, stanowisko polskiego rządu poparła również opozycyjna PO, która dotąd, jak to było np. w sprawie konfliktów z Niemcami, nie potrafiła wznieść się ponad lokalne spory i bronić narodowego interesu. Jak to wszystko się skończy, czas pokaże, ale zachowanie Rosji powinno dać do myślenia wszystkim tym, którzy wzorem kanclerza Schroedera chcieliby uznać Putina za "szczerego demokratę".
Obserwując bowiem zarówno stosunki Rosji z innymi krajami, jak i to, co dzieje się w samej Rosji, można stwierdzić, że w gruncie rzeczy niewiele się w tym kraju zmieniło od czasów ZSRR. Formalnie jest demokracja, odbywają się wybory, półki sklepowe nie świecą pustkami, powstała klasa biznesmenów, którzy w krótkim czasie posiedli fortunę równą tej, jaką np. amerykańscy biznesmeni gromadzili przez pokolenia, jednak wszystko to zdaje się przykrywką, pod którą odnajdujemy stare, znajome sowiecki nawyki i metody działania. Jakiś czas temu miałem okazję przeprowadzać wywiad z Andriejem Breżniewem, wnukiem I sekretarza KPZR Leonida Breżniewa. Na pytanie, jak, jego zdaniem, należałoby rozwiązać konflikt czeczeński, odpowiedział: "Powiem jak, tylko proszę wyłączyć mikrofon". Jedyne, co przychodziło mu do głowy, to ostateczne rozwiązanie kwestii czeczeńskiej wzorowane na tym, jak Turcy rozwiązali problem Ormian. I można powiedzieć, że tego typu postawa jest symboliczna. Zupełnie niedawno została zamordowana Anna Politowska, rosyjska dziennikarka, opisująca to, co robią rosyjskie wojska w Czeczeni. Sprawcy mordu, podobnie jak w wypadku wielu innych dziennikarzy, znów okazali się nieznani. W Rosji panuje wolność słowa, ale, jak widać, ma ona swoje dokładnie określone granice, których pilnują specjalnie do tego celu wyszkoleni ludzie. W zeszłym tygodniu zmarł były rosyjski szpieg Aleksander Litwinienko. Jak się okazało, zlikwidowano go za pomocą polonu 210, radioaktywnej substancji, której raczej nie da się uzyskać w domowych warunkach, trudno więc zwalić to wszystko na jakichś tam terrorystów bądź uznać za efekt porachunków w świecie biznesu. Litwinienko jakiś czas temu zaczął badać sprawę zabójstwa Politowskiej i, co nie okazało się specjalnie zaskakujące, doszedł do wniosku, że maczał w tym swoje czerwone paluchy Kreml. Zanim zdążył był opisać, co, kto i jak, wbrew szpiegowskiemu instynktowi dał się nakarmić chińszczyzną z polonem i jedyne, co mu pozostało, to wygłosić przed śmiercią oskarżenie skierowane w stronę Putina. Po tym zaś spłynęło to wszystko mniej więcej tak, jak zatonięcie "Kurska" czy tragedia w "Biesłanie", za to cały Londyn wpadł w panikę i wszyscy zaczęli dostrzegać u siebie objawy zatrucia substancjami radioaktywnymi.
A Rosja patrzy i się śmieje. A być może, biorąc pod uwagę fakt, iż nikt oficjalnie o Litwinienkę Kremla się nie pyta, kombinuje już, jak uprzyjemnić stare lata dwóm innym niewygodnym literatom: Suworowowi i Bukowskiemu. Sprawa Politowskiej też już ucichła i nikt z tego powodu nie rozdziera szat. Może więc i tu odcinek robót znów zostanie otwarty, zwłaszcza że sporo jeszcze niepaństwowych dziennikarzy w Rosji się ostało. I kto wie, może jednak będzie opłacało się otworzyć granice dla polskiego mięsa, choćby po to tylko, aby potem móc oficjalnie zakomunikować: "Dziennikarz X zmarł po spożyciu polskiej wieprzowiny. Jak zbadali specjaliści z Moskiewskiej Akademii Nauk, mięso było skażone związkami talu".

29 listopada 2006 r.
Damian Leszczyński
Wyświetlony 1269 razy
Damian Leszczyński

Najnowsze od Damian Leszczyński

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.