środa, 29 listopad 2006 00:00

Zakład Utylizacji Staruszków

Napisał

Jakiś czas temu pani Anna Sobecka z Ligi Polskich rodzin wpadła na pomysł, że ludzie niemający dzieci powinni płacić wyższe składki emerytalne, czyli pewnego rodzaju dodatkowy podatek od bezdzietności. Kiedy zapytano o wyjaśnienie posła Mariana Piłkę z Pis-u, ten z wielkim zapałem zaczął wyjaśniać, o co chodzi. Będziemy mieli niedługo, stwierdził, coraz większą liczbę emerytów i coraz mniejszą liczbę osób w wieku produkcyjnym. W związku z tym, że te proporcje zostaną zaburzone, nie będzie komu utrzymywać staruszków. Nasz system emerytalny wygląda zaś tak - kontynuował poseł - że niezależnie od tego, co kto tam sobie odkłada na ZUS, to w rezultacie i tak obecni staruszkowie są utrzymywani ze składek pobieranych od obecnych pracujących, mimo że twierdzi się inaczej. Ta szczerość w gruncie rzeczy może cieszyć. Ale idźmy dalej. Chodzi więc o to, stwierdził poseł Piłka, żeby obecni bezdzietni odprowadzali do ZUS pieniądze na poczet swojej przyszłej emerytury. Dobre państwo im te pieniążki przetrzyma, a jak będą już starzy (o ile owej starości dożyją), mili urzędnicy wyślą im je w postaci emerytury.

 

Cóż. Jeśli ktoś miał wątpliwości, czy w Prawie i Sprawiedliwości istnieje silna frakcja socjalistyczna, to teraz powinien je stracić. Co prawda, spora grupa posłów tej partii, jak minister Ziobro czy Dorn, zajmuje się tym, co rzeczywiście istotne, a więc próbą uwolnienia Polski od mafii, jednak istnieje też spora grupa majsterkowiczów, których pomysły, niestety, przywodzą na myśl jak najgorsze wzorce, odwołujące się wprost do koncepcji centralnego planowania i to bynajmniej nie w wersji "soft", forsowanej przez Hilarego Minca. Tak więc największym nieszczęściem PiS-u jest brak w tej partii ludzi mających w miarę rozsądne poglądy na gospodarkę. Większość jest albo zainteresowana czymś innym, albo, jak premier Kaczyński, uważa, że gospodarka to rzecz wtórna, albo uprawia radosną twórczość w rodzaju posła Piłki. Nie ma ekonomicznego Ziobry czy Wassermana, który wziąłby się za ten chory solidarny system i rozwalił go w taki sam sposób, jak zrobiono to z mafijnym układem w ministerstwie finansów.

Wizja systemu emerytalnego zaprezentowana przez posła Piłkę jest doskonałym przykładem myślenia nakazowo-rozdzielczego i z tego choćby względu warto trochę się nad nią poznęcać. Można się cieszyć, jak wspomniałem, że poseł jest świadom tego, jak działa nasz system emerytalny i szczerze przyznaje, iż wszelkie gadanie o tym, że dzisiejsze składki idą na nasze przyszłe emerytury, nie zaś na łatanie dziur w obecnym budżecie ZUS, jest zwykłym mydleniem oczu. Jednak jego propozycja, aby owe składki powiększyć ludziom bezdzietnym, gdyż w ten sposób w przyszłości będzie ich można z tego utrzymać, nijak się ma do owej świadomości i szczerości. Skoro bowiem dzisiejsze składki idą na utrzymanie obecnych emerytów, to skąd pewność, że wyższych składek również nie spotka ten sam los, zwłaszcza że ZUS wciąż jest zadłużony. Nie udawajmy pierwszych naiwnych.
Ale mniejsza o to. Najbardziej uderzające w tym wszystkim jest to, że nie dostrzega się paradoksu całego rozwiązania. Skoro bowiem zakładamy, że dziś odłożone przez obywatela pieniądze mają zabezpieczyć jego byt w przyszłości, to powstaje proste pytanie. Dlaczego ludzie nie mieliby sobie tych pieniędzy odkładać sami - w bankach czy w skarpetach? Cóż by się stało, gdybyśmy zostawili ludziom problem troski o swoją przyszłość? Zarówno dzietnym, jak i bezdzietnym. Niech kombinują, jak chcą. Przecież państwo nie wtrąca się do tego, jak kto gospodaruje swoim budżetem domowym przez miesiąc: czy umie go wydać racjonalnie, czy też przepuszcza na wódkę i hazard. Jego sprawa. Cóż by się stało, gdyby człowiek mógł gospodarować swoim budżetem w dalszej perspektywie? No właśnie. Cóż by się stało... Ano nic. Problem w tym, że mózg zakażony na jakimś etapie życia socjalizmem, nie jest w stanie rozumować w taki sposób. Nie ma szans. W obrębie centralistycznego paradygmatu może wymyślić tylko jedno rozwiązanie: wrzucajcie wszyscy do wspólnego wora, a potem my, czyli łaskawe państwo, damy wam tyle, ile uznamy za słuszne. Cóż by się bowiem stało, gdyby człowiek miał sam podejmować decyzję o tym, ile odłoży na emeryturę i czy w ogóle to zrobi, tak jak obecnie podejmuje decyzje co do tego, czy odłoży sobie pieniądze na jutrzejszy obiad, czy nie. Pomysł, że to państwo powinno o tym wszystkim decydować i niejako dopilnować każdego, aby zachowywał się, jak należy, jest szkodliwy z wielu powodów. Jest z pewnością ograniczeniem wolności i co do tego nie ma dyskusji, no chyba że hołduje się ideałom wolności wykoncypowanym przez Marksa. Jest antychrześcijański, odbiera bowiem człowiekowi nie tylko możliwość uczynienia swobodnego użytku z wolnej woli, ale zarazem zabija w nim poczucie odpowiedzialności i wyrabia przekonanie, że nie musi się o nic troszczyć, skoro od tego są urzędnicy. Jest wreszcie szkodliwy ze względów ekonomicznych, gdyż zasoby, którymi mogliby w sposób swobodny dysponować obywatele, przekazuje się urzędnikom, ci zaś, jak wiadomo, nie zwykli dbać o ich pomnażanie czy nawet sensowne lokowanie, a jedyne, co ich interesuje, to procent, jaki mogą z nich uszczknąć na własne utrzymanie.
Nie wiem, czy istnieje w PiS ktoś zajmujący się wizerunkiem publicznym, ale czasem odnoszę wrażenie, że nikogo takiego nie ma, jest za to sporo osób, które z wielką wprawą wizerunek ten psują. Opinia publiczna reaguje jak stado. Jeśli dziennikarze, też zresztą stadnie, wyciągną jakiś niezbyt rozsądny pomysł i przy okazji przedstawią go w krzywym zwierciadle, można być pewnym, że rezultat będzie taki, iż wszyscy stwierdzą: "znowu rząd jakąś głupotę nam funduje". Niezależnie więc od sukcesów na polu walki z mafią, korupcją etc., wystarczy kilka pomysłów w rodzaju tego forsowanego przez posłankę Sobecką i posła Piłkę, aby całkowicie zniszczyć ciężką pracę ministrów resortów siłowych.
A już pomijając względy PR-owskie, dobrze byłoby, aby PiS trzymał swoich socjalistów na krótszej smyczy, nawet jeśli twierdzą, że bronią wartości narodowych. Narodowy socjalizm kiedyś już był, i, o ile dobrze pamiętam, marnie skończył.

2 listopada 2006 r.
Damian Leszczyński


(Komentarz wygłoszony na antenie wrocławskiego Radia Rodzina)

Wyświetlony 1599 razy
Więcej w tej kategorii: « Łyk antyhalu Szkolne reformy »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.