sobota, 31 lipiec 2010 11:37

Zbrodnia w Gibraltarze

Napisał

W lipcu 1943 roku minęło pięć miesięcy od bitwy stalingradzkiej, która była punktem krytycznym drugiej wojny światowej. Teraz, jak mawiał Winston Churchill naczelną zasadą było "oszczędzanie angielskiej krwi" i walka z Niemcami do ostatniego Rosjanina. W tej sytuacji rząd angielski robił wszystko, co było możliwe, aby zaspokoić żądania Stalina. Tymczasem, tuż po zwycięstwie nad Wołgą, wybucha wywołana przez Niemców sprawa zbrodni katyńskiej, wyraźnie wskazująca na Rosjan, jako jej wykonawców. Odwołanie się rządu polskiego do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża z wnioskiem o jej zbadanie było oficjalnym powodem zerwania stosunków dyplomatycznych pomiędzy Rządem RP a ZSRR.

Churchill nie był zadowolony z tej sytuacji utrudniającej mu współpracę ze Stalinem. Jeszcze przed odwołaniem się Polski do MCK przestrzegał Sikorskiego, że tym postępowaniem martwych nie wskrzesi, a żywym może zaszkodzić. W drugiej połowie czerwca tego roku Sikorski oficjalnie udaje się do Iraku na inspekcję stacjonującej tam armii polskiej. W drodze powrotnej ginie w katastrofie lotniczej w Gibraltarze. Czy był to dobrze, lub nawet źle upozorowany wypadek, czy też z premedytacją przeprowadzona akcja zamordowania Sikorskiego i osób mu towarzyszących ? toczył się dotąd spór, którego rozstrzygnięcie wydawało się niemożliwe wobec utajnienia, ukrywania i utrudniania śledztwa w tej sprawie przez służby brytyjskiego nie tylko wywiadu (MI 6) i kontrwywiadu (MI 5), lecz także przez dyplomatyczne, polityczne i wszelkie inne. Znamienne jest, że od tego czasu minęło już ponad 60 lat, a służby te nie zmieniły swego postępowania po dzień dzisiejszy. Mogłoby się wydawać, że wyjaśnienie gibraltarskiej zagadki może interesować tylko hobbystów kryminalistyki, specjalistów lotnictwa, może nawet niektórych polskich polityków, ale po tylu dziesiątkach lat naród polski, który w czasie wojny wiązał z jego osobą duże nadzieje, dziś żyje już całkiem innymi sprawami. Swoje sympatie kieruje ku osobom mającym realny wpływ na bieżącą sytuację w kraju, a sprawy dawne, odległe pozostawia się natomiast historykom, bo to ich zawód i ich specjalność. W tej ostatniej sprawie historycy akurat bardzo zawodzą, bo nic konkretnego z ich badań i studiów nie wynika. Można zapytać dlaczego. Przecież to taki ciekawy temat. Tak, to temat ciekawy, lecz akurat nie dla szkoły historycznej wychowanej w czasach PRL, dla której najciekawsze tematy to "rola ruchu robotniczego" i "walka klasowa". Można też zapytać, po co mamy wyjaśniać jakieś wydarzenia historyczne z przed ponad pół wieku. Kogo to może dziś obchodzić?
Próbując odpowiedzieć na te kwestie, pragnę zwrócić uwagę, że w chwili śmierci gen. Władysława Sikorskiego sprawa polska stawała się coraz bardziej pilnym problemem międzynarodowym, wszak wszyscy najważniejsi politycy koalicji antyhitlerowskiej zdawali sobie już w tym momencie sprawę z tego, że wojna zbliża się ku końcowi. Zachodzi zatem potrzeba podjęcia rozstrzygających decyzji na przyszłość. Trwają przygotowania do konferencji w Teheranie, na której wiadomo, że sprawa Polski będzie tematem trudnym. Upieranie się przy polskich racjach mogło zrazić Stalina do zachodnich sojuszników. Z drugiej strony Stalin, też nie miał najlepszej pozycji po sprawie katyńskiej, utworzeniu armii polskiej w ZSRR i zawarciu paktu Mołotow-Sikorski, który choć już nie obowiązywał, mógł jednak stać się powtórnie punktem wyjścia dla ofensywy politycznej Sikorskiego. Jego znaczenie wśród aliantów malało, lecz było jeszcze na tyle duże, że demokracje zachodnie mogły bronić jego postulatów i koncepcji. Ponieważ w gronie polityków polskich na Zachodzie nie było nikogo dorównującego mu znaczeniem międzynarodowym, sprawa stawała się prosta, wystarczyło usunąć tę i tylko tę osobę raz na zawsze, aby skłóconych polityków polskich całkowicie zmarginalizować i nie liczyć się z ich zdaniem. Usunięcie z grona żywych Sikorskiego niezmiernie ułatwiało oddanie Polski w ręce Stalina. Skutki tego do dziś odczuwamy, od bezpośrednich powojennych wywózek na Sybir, po kapturowe mordy i sfingowane procesy polskich patriotów, po bezwzględną eksploatację gospodarki, która po rabunku kolejnych dwóch zaborców wciąż nie może się podnieść. Wystawienie za to wszystko rachunku państwu, które zorganizowało ten zamach jest nadal aktualne. I to właśnie powoduje, że zagadka śmierci Sikorskiego była dotąd nierozwiązana, a osoby interesujące się bardziej poważnie przyczynami gibraltarskiej katastrofy były przedmiotem dochodzeń, prześladowań, a nawet zbrodni popełnianych na nich przez funkcjonariuszy UB i SB w tzw. minionym okresie.
Jedna z tych zbrodni związana jest z profesorem Politechniki Wrocławskiej Janem Różyckim, który był w Gibraltarze dowódcą kilkudziesięcioosobowej grupy polskich żołnierzy, uciekinierów z pobliskiego obozu internowania Miranda de Ebro na terenie Hiszpanii. Po wojnie UB żądało od profesora podpisania dokumentu o jego osobistym udziale w zamachu na generała Sikorskiego. Alternatywą było zwolnienie z więzienia jego syna. W przeciwnym wypadku miał być on zamordowany, do czego zresztą doszło wobec odmowy popisania przez profesora żądanego przez UB dokumentu.
Całkowicie nowe podejście do wydarzeń w Gibraltarze związanych z osobą generała Sikorskiego zaprezentował Tadeusz A. Kisielewski w książce pt. Zamach. Tropem zabójców generała Sikorskiego1. Przede wszystkim dzieło to ma charakter naukowego studium, które polega zarówno na istotnych badaniach własnych, jak i na analizie wszystkich dostępnych na ten temat materiałów, zeznań, oświadczeń itp. Ostatnie z nich noszą datę 2005, gdyż książka ukazała się w listopadzie tego roku. Badania własne to relacja z komputerowych symulacji lotu liberatora AL523, którym z Gibraltaru leciał Sikorski. Tego rodzaju ekspertyzę techniczną w 1992 roku wykonał profesor Jerzy Maryniak z Zakładu Mechaniki Instytutu Techniki Lotniczej i Mechaniki Stosowanej, Wydziału Mechanicznego i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej wraz z zespołem współpracowników. Za podstawę przyjęto wszystkie parametry techniczne samolotu, jego obciążenie, moc silników itp., ale i tu musi być dokonana korekta. Okazuje się, że nie był to, jak wszyscy piszą, typ B-24C, lecz B-24D. Jak się okazało, żaden z wyprodukowanych w USA typów B-24C nigdy nie był na służbie w brytyjskim lotnictwie wojskowym RAF, popularnym samolotem tej marki był zaś bardziej nowoczesny typ B-24D. Ma to o tyle istotne znaczenie, że oba typy różnią się jednak pod względem danych technicznych. Pierwsze ustalenie wyklucza przeciążenie maszyny bagażem, o czym wspomina wielu świadków i autorów prac poświęconych tej tematyce. Potwierdzają to ustalenia, że samolot oderwał się lekko od ziemi już po 1150 jardach, mając jeszcze 380 jardów zapasu. Rozbieg samolotu był krótki, a wzlot odbył się gładko. Przeprowadzono trzy kilkuwariantowe wersje symulacji numerycznej tego lotu. W pierwszej wersji przeprowadzono symulacje lotu według zeznań pilota samolotu kapitana Prchala. Okazało się, że gdyby nastąpiła blokada sterów w pozycji neutralnej ? tak, jak zeznał ? na dowolnej wysokości, to samolot dalej by się wznosił i wodowanie nastąpiłoby znacznie dalej, niż było to w rzeczywistości. Czyli kapitan Prchal kłamał. To kłamstwo jest o tyle istotne, że czeski pilot Prchal należał do czołówki najlepszych pilotów RAF, a jego kwalifikacje nigdy nie były kwestionowane. Swoje wysokie kwalifikacje w zakresie pilotażu potwierdzał wielokrotnie, ratując samoloty i ich pasażerów w niezwykłych sytuacjach. Wszystkie inne, badane w ten sposób, wersje lotu liberatora potwierdzają, że pilot tego samolotu w swoich zeznaniach nie mówił prawdy. Jego udział w spisku na życie generała, jest jednak mało prawdopodobny. Wszystko wskazuje na to, że miał być w kabinie pilota zamordowany, przez swojego drugiego pilota, który już nigdy się nie odnalazł, na co wskazywałyby jego liczne rany i opóźnione wyjście z kabiny w momencie wybuchu bomby w samolocie, skutkiem czego doznał złamania obu nóg. Drugi pilot znacznie szybciej opuścił samolot, bo jego dziób po kilku minutach został wraz z kabiną pilotów zmiażdżony o dno morza. W zniszczonej kabinie nie było jednak ciała drugiego pilota. Kim był ten drugi pilot, to już osobna historia.
____________
1 Tadeusz A. Kisielewski, Zamach. Tropem zabójców generała Sikorskiego. Dom Wydawniczy REBIS, Poznań 2005
(?)
Adam Maksymowicz
Wyświetlony 4610 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.