niedziela, 29 sierpień 2010 10:59

Państwo w kilku kieszeniach

Napisał

Spotkanie trzech europejskich polityków: Putina, Schroedera i Chiraca w Kaliningradzie z okazji uroczystości 750-lecia tego miasta jest kolejnym potwierdzeniem trwałości strategicznego partnerstwa rosyjsko-niemieckiego, do którego tradycyjnie dołącza Francja, od czasów Napoleona "biezumno" w Rosji zakochana.

Powiedziałem kiedyś pewnemu Francuzowi, że jeśli prawdą jest, że narody mają swego "ducha" (co przypisywał im Hegel), to Francja ma duszę kobiety. Widać to po tym, jak nie lubi Ameryki, a kocha Rosję. W Rosji Francję przeraża jest pierwotna witalność i brutalność. Przeraża, ale jednocześnie perwersyjnie pociąga. Jednak takie subtelności kobiecej duszy są dla Rosji zupełnie niepojęte i cały ten romans może zakończyć się tym, że Rosja Francję po prostu zgwałci. Oczywiście do tego jeszcze daleko, również w sensie terytorialnym, chociaż Francja już raz widziała w Paryżu Kozaków. Tymczasem jednak Niemcy w uporczywym dążeniu do przekreślenia swojej klęski w obydwu wojnach światowych, w których powalający cios zadały im Stany Zjednoczone, poszukują sojuszników, czyli strategicznych partnerów, przy pomocy których osiągnęłyby swoje cele. Chodzi tu zarówno o urządzenie po swojemu Europy Środkowej, jak i powrót na arenę światową w charakterze jednego z wielkich mocarstw.
Jeśli chodzi o cel, nazwijmy go, regionalny, czyli Europę Środkową, to widać wyraźnie, że po 90 latach Niemcy wreszcie wygrały I wojnę światową. Można się o tym przekonać, porównując cele wojenne Cesarstwa Niemieckiego z roku 1916 z sytuacją, jaka wytworzyła się w Środkowej Europie po 1 maja ub. roku. Cele wojenne Cesarstwa Niemieckiego w tym rejonie sprowadzały się do tzw. Mitteleuropa, tzn. do utworzenia w Europie Środkowej państw formalnie niepodległych, faktycznie zaś ? niemieckich protektoratów, których gospodarka byłaby wobec niemieckiej uzupełniająca i peryferyjna. Taka potrzeba wynikała wprost z koncepcji "gospodarki wielkiego obszaru", która od XIX wieku zdominowała niemieckie myślenie o polityce europejskiej. I 1 maja 2004 roku, w 90 lat po wybuchu I wojny światowej, Mitteleuropa stała się faktem.
Wobec tego teraz przyszła kolej na wygranie II wojny światowej. Spektakularnym wyrazem tego zwycięstwa byłoby stałe członkostwo Niemiec w Radzie Bezpieczeństwa ONZ z prawem weta. Gospodarczy ciężar gatunkowy Niemiec upoważnia je do tego jak najbardziej, skoro rangę stałych członków RB mają Francja, czy Wlk. Brytania. Jednak Niemcy, w odróżnieniu od tych dwóch państw, nie dysponują bronią jądrową. Dlatego też Niemcom tak potrzebna jest Francja, że nawet ostatnio zaczęli mówić o jakiejś "unii". Francuski potencjał nuklearny ma im otworzyć drogę do upragnionego celu.
Rosja wykazuje "głębokie zrozumienie" dla tych niemieckich ambicji nie tylko dlatego, że w strategicznym partnerstwie z Niemcami dostrzega szansę urządzania Europy, a zwłaszcza "bliskiej zagranicy" po swojemu, ale również dlatego, że ze swej strony również dąży do odegrania się po klęsce w "zimnej wojnie". Kilka dni przed uroczystościami w Kaliningradzie, we wspólnym komunikacie wydanym podczas kilkudniowej wizyty w Rosji chińskiego prezydenta, zamieszczono chińskie poparcie dla rosyjskich działań w Czeczenii i rosyjskie poparcie dla chińskich działań wobec Tajwanu, a przede wszystkim ? deklarację sprzeciwu obydwu państw wobec świata "jednobiegunowego", tzn. zdominowanego politycznie przez Stany Zjednoczone i ofertę świata "wielobiegunowego", czyli propozycję koalicji politycznej dla wszystkich niezadowolonych z amerykańskiej hegemonii. Jest rzeczą oczywistą, że ta oferta zostanie podjęta przez Francję, która Ameryki po prostu nie kocha, no i oczywiście ? przez Niemcy, które w świecie "wielobiegunowym" dostrzegają szansę osiągnięcia własnych celów. Dlatego też strategiczne partnerstwo rosyjsko-niemiecko-francuskie ma charakter trwały i w najbliższym dziesięcioleciu będzie określało kierunek ewolucji Europy, tym bardziej że Stany Zjednoczone najwyraźniej nie mają wobec Europy żadnej konkretnej koncepcji, za wyjątkiem dywersji wobec Rosji. Przybiera ona postać poparcia dla tzw. kolorowych rewolucji w b. krajach posowieckich, co mogłoby nawet być pierwszym krokiem na jakiejś drodze. W tym jednak problem, że tej dalszej drogi po prostu nie ma, celem zaś "kolorowych" rewolucji (Gruzja i Ukraina) jest ulokowanie tam plenipotentów "filantropa", czyli Jerzego Sorosa, żeby miał sobie czym obetrzeć oczy po utracie rosyjskich alimentów i w ten sposób przebłagać jego zagniewanie na prezydenta Busha.

(?)
Stanisław Michalkiewicz


 
Wyświetlony 5762 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.