wtorek, 31 sierpień 2010 19:48

Nie masz cwaniaka nad warszawiaka

Napisane przez

Na całym świecie mieszkańcy stolicy darzeni są niechęcią przez obywateli innych części kraju. W Polsce też. Wprawdzie w rozmaitych regionach żartują z centusiowatych krakusów, Poznaniacy i Ślązacy określani bywają jako solidni, ale ciężcy i bez polotu, Kaszubi skryci i gburowaci, Górale chętni do wypitki i do wybitki, lecz wszyscy, kpiąc wzajemnie z siebie, nie lubią warszawiaków.

Niechęć ta, jak w innych krajach, wynika częściowo z zazdrości, że mieszkańcy stolicy są bliżej urzędów centralnych i łatwiej im dzięki temu załatwiać sprawy, a częściowo ? że mieszkańcy stolicy wynoszą się nad innych i mają się za coś lepszego. Uważa się, że warszawiacy są obyci w świecie, odważni, ale niemili i nieszczerzy. Zwłaszcza nie lubią ich mieszkańcy innych aglomeracji, szczególnie ci w średnim wieku i z wyższym wykształceniem. Potwierdzają to badania TNS OBOP z listopada 2004 i lutego 2005. Są to stereotypy po części fałszywe, ale warszawiacy sami dają innym broń do ręki. Choćby piosenką Nie masz cwaniaka nad warszawiaka. Jest jednak różnica między cwaniactwem a zaradnością, a po drugie nie każdy warszawiak charakteryzuje się tymi cechami, ustępując pod tym względem często mieszkańcom innych miast. W każdym razie warszawiak jest postrzegany jako lekkoduch nie myślący o jutrze, nie zastanawiający się nad skutkami swoich poczynań (zawiniły powstania narodowe, których w Warszawie było kilka, w Wielkopolsce i Galicji zaś tylko po dwa, a na Śląsku trzy?), spryciarz, który każdego wystrychnie na dudka.
Stereotyp ten żywy jest od dwustu lat, jeśli nie dłużej, mimo że w ciągu tego czasu ludność Warszawy zmieniała się wielokrotnie i rdzennego warszawiaka osiadłego od kilku pokoleń można ze świecą szukać.

Kim był warszawiak
Najpierw byli mieszczanie mazowieccy. Gdy Warszawa stała się stolicą Rzeczypospolitej, zaroiło się od przybyszów ? magnaci wznoszący tu swoje siedziby, sprowadzali służbę z rozmaitych zakątków państwa. Ale nie miała ona wpływu na formowanie się etosu warszawiaka, gdyż asymilowała się ze stołecznym mieszczaństwem, to zaś bogaciło się, bo pod bokiem był dwór królewski. Już pan Zagłoba narzekał na zdzierstwo łyczków warszawskich.
Gdy w drugiej połowie XIX w. Warszawa uprzemysławiała się, napłynęła zrujnowana szlachta obejmująca urzędnicze posady i chłopi z mazowieckich wiosek do pracy w fabrykach. I ta fala zasymilowała się.
Trzecia napłynęła po 1918 r. Byli to przybysze z odpadłych od Polski Kresów wschodnich. Potracili tam domy, dworki i majątki, i z reguły osiedlali się w Warszawie. Przeflancowani, czuli się źle. Maria Dunin-Kozicka (Burza od Wschodu) wspomina: Ruch na ulicach Warszawy i pełnia życia tętniącego tu z jakąś niepohamowaną mocą, na wstępie nas oszołomiły. Podobnie opisywał stolicę Andrzej Strug w Pokoleniu Marka Świdy. A pochodzący spod Krakowa gen. Jerzy Kirchmayer w swoich Pamiętnikach notował: Spośród mieszkańców środkowej Polski zetknąłem się przede wszystkim z warszawiakami. Byli znacznie bliżsi duchowo, niż Polacy z zaboru austriackiego i niemieckiego, ale w tej polskiej stolicy stanowczo za dużo było rozmaitych kanciarzy i trzeba było ciągle oglądać się dokoła, czy nie wyciągają człekowi czegoś z kieszeni. No, w końcu to warszawski spryciarz sprzedał naiwnemu prowincjuszowi kolumnę Zygmunta, a nie słychać anegdot o podobnej transakcji np. z krakowskimi Sukiennicami.
Lecz gen Franciszek Skibiński (Ułańska młodość 1917-1939) opisywał entuzjazm i gościnność warszawiaków, gdy jego pułk wkraczał do stolicy. Jan Skotnicki zaś, pochodzący z Lubelszczyzny, we wspomnieniach Przy sztalugach i przy biurku pisał: Wbrew wszelkim fałszywym opiniom o pustocie publiczności warszawskiej, większa jej część wolała sztukę poważniejszą. I przytacza dane z 1929 r.: w teatrach rozrywkowych było 1 200 000 widzów, w teatrach poważnych 1 500 000 widzów. Należałoby dodać 7 milionów widzów odwiedzających kina, to znaczy, że każdy mieszkaniec Warszawy, po odliczeniu dzieci, starców i kalek, bywał rocznie dziesięć razy w kinie, a dwa razy w poważnym teatrze. Przeciętna dzienna widowiskowa frekwencja stolicy wynosiła 40 tysięcy, a w całym państwie ? 200 tysięcy osób.
Warszawiacy zaś z rezerwą spoglądali na innych. Katarzyna Witwicka (W strasznym domu) wspomina: Całe Poznańskie ? jak w skrócie mówiło się o tej rodzinie ? miało matce za złe, że wyszła za mąż za mego ojca. Rodzina ojca odpłacała tym samym: Różne Wilhelmy, Urszule, Gertrudy, Hermany, Ulrychy. Istny zakon krzyżacki ? jak z przekąsem mawiała ciotka Matylda.

Kim jest warszawiak
Całkowicie zmieniło się po II wojnie światowej. W stolicy zostało ledwie 20 proc. dawnych jej mieszkańców. Napłynęli nowi ludzie. Warszawa w ciągu blisko 60 lat wchłonęła rzeszę migrantów z miejscowości podstołecznych, później wielu repatriantów z Rosji, wreszcie przybyszów z całego kraju. Zostawali w niej też liczni studenci spoza Warszawy, tu po ukończeniu uczelni podejmujący pracę i zakładający rodziny. Proces ten nasilił się od 1989 r.
Tak więc tylko 20 proc. mieszkańców Warszawy było jej mieszkańcami przed 1945 r. lub tym pochodzeniem mogli wylegitymować się ich rodzice albo dziadkowie. 80 proc. zaś to konglomerat (w pierwszym, drugim i trzecim pokoleniu) ludności z całego kraju.
Mieszkających w Warszawie osób w wieku ponad 60 lat jest ponad 15 proc. ? jeden z wyższych odsetków w kraju. Ale osoby w tzw. wieku produkcyjnym, w przedziale lat 18-59, stanowią ok. 65 proc. mieszkańców, co też jest jednym z wyższych odsetków w skali kraju. Pozostałe 20 proc. to dzieci i młodzież, przy czym zarówno odsetek urodzeń, jak i tzw. dzietności (liczba dzieci w rodzinie i liczba osób w wieku rozrodczym w stosunku do całej ludności stolicy) należy do najniższych w kraju.
Ludność Warszawy z takim udziałem emerytów i rencistów starzałaby się, gdyby nie przyrost mieszkańców w wieku 18-59 lat, zwłaszcza z dolnych szczebli tej kategorii wiekowej. Warszawa przyciąga osoby młode i rzutkie, znajdujące tu najlepsze możliwości do realizacji szans życiowych.
W stołecznych uczelniach kształci się ok. 240 tys. osób, czyli blisko 17 proc. ogółu polskich studentów. Z tego w uczelniach państwowych 135 tys. osób, tzn. 13 proc. wśród wszelkich uczelni tego typu w Polsce, zaś w niepaństwowych ok. 105 tys. studentów, czyli 26 proc. ogółu studentów w tych typach szkół. Uczelnie warszawskie zatrudniają 20 proc. ogółu profesorów w kraju, a z zatrudnionymi w PAN i rozmaitych instytucjach badawczych ? 30 proc. profesorów w Polsce.
Przy tym udział ludności Warszawy w zaludnieniu całego kraju w stosunku do ogółu ludności Polski wynosi 5 proc., w stosunku zaś do ludności miejskiej całego kraju ? ok.10 proc.
Wiąże się to ze zmieniającą się nieustannie strukturą wieku. W pierwszych latach powojennych przeważała ludność starsza, mało liczna była ludność w wieku produkcyjnym. Z czasem ta ostatnia rosła szybko wraz z równie szybkim przyrostem naturalnym w latach 50. Od lat 60. nastąpił znaczny spadek przyrostu naturalnego i po wahnięciu w górę w latach 80. należy obecnie do najniższych w kraju. Zarazem urodzeni w latach 50. jeszcze mieszczą się w grupie osób w wieku produkcyjnym, ale zbliżają się coraz bardziej do wieku emerytalnego. Tyle że zmniejszanie się grupy aktywnej zawodowo rekompensowane jest dużym przypływem młodzieży na studia oraz ludzi podejmujących tu pracę zawodową.

(?)

 

 

Marek Arpad Kowalski
Wyświetlony 4336 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.