wtorek, 31 sierpień 2010 19:49

Z czego żyją górale? Czyli targowe rozmowy o sprawach gospodarczych

Napisane przez

Od kilku lat przedstawiam czytelnikom "Opcji" wyniki badań etnologicznych prowadzonych w okolicach Nowego Targu od 1999 r. Badania polegały na długich wyczerpujących rozmowach z przypadkowo dobranymi mieszkańcami wsi powiatu podhalańskiego. Tematem rozmów była oczywiście polityka. Jak już wcześniej informowałam, w 2001 r. teren badań został ograniczony do targowiska w Nowym Targu, na którym kontynuowaliśmy prace także w marcu 2004 r.

Targowi przedsiębiorcy
Targowe debaty wyraźnie różnią się od rozmów prowadzonych we wsiach. Na targu nie pracują ludzie bardzo starzy i bardzo młodzi. Nie ma ludzi załamanych doświadczeniem bezrobocia i ludzi w tragicznej sytuacji materialnej. Sprzedawcy są przedsiębiorcami: płacą podatki związane z prowadzeniem działalności gospodarczej i zatrudnianiem pracowników. W rozmowach z nimi dominują problemy prowadzenia działalności gospodarczej w państwie, które przeszkadza jak tylko może.
Na przypomnienie hasła o zielonym świetle dla rozwoju przedsiębiorczości prychają tylko i przytaczają argumenty o nieustannym podnoszeniu opłat, takich jak ZUS czy VAT, które czynią działalność małej firmy coraz mniej opłacalną. Państwowe ciężary fiskalne określają po swojemu ? są to zusy francowate albo zusy-śmusy. Jako przedsiębiorcy są dobrze zorientowani w liczbach i narzekają na fiskalizm, przytaczając konkretne sumy: w tej chwili prywatny jak robi [chodzi o firmę jednoosobową] to 600 i coś złotych tego ZUS-u musi zapłacić, a oni planują podnieść ZUS do 120% średniej krajowej! Średnia krajowa jest w granicach 1080 zł, to ZUS będzie 1300 zł miesięcznie. No niech pani tyle zarobi tu, na targu! I podatki opłaci i rodzinę utrzyma! Nie ma mowy! Irytację budzi sama wysokość średniej krajowej. Kto tyle zarabia? ? pytają nasi rozmówcy, podczas gdy normalni ludzie ? robią za 1000 zł i to uważają, że dużo zarobili.
Górale porównują polski fiskalizm z amerykańskim ? dobrze im znanym z wielopokoleniowych już kontaktów. W USA, jak twierdzą, prowadzenie działalności gospodarczej nie wymaga wielu formalności, a przede wszystkim nie jest tak obciążone opłatami na rzecz państwa: u nas w Polsce inaczej niż w Ameryce, wszystko ovatowane i to jak! Kto widział takie rzeczy! Wszyscy z Polski uciekają! A my u siebie mamy roboty dość! Tylko żeby państwo ludziom nie przeszkadzało! Tych ciężarów tyle nie nakładać! Ciężary służące rozbudowywaniu osłon socjalnych niszczą drobną przedsiębiorczość. Przyczyniają się do braku pracy, bo coraz więcej właścicieli drobnych firm założonych na początku lat 90. pada, nie mogąc unieść wymagań fiskalnych, i zwalnia zatrudnionych pracowników. Urocze określenie ovatowanie, jak zwykle w rozmowach z góralami lapidarnie ujmuje sedno problemów, z jakimi boryka się polski przedsiębiorca.
Szczególne rozgoryczenie i poczucie niesprawiedliwości związane jest ze spostrzeżeniem, że w Polsce najsłabiej zarabiający zasilają budżet państwa w największej mierze. Nasi rozmówcy w bezsilnej złości krzyczeli: Dlaczego polska gospodarka idzie po podatek do nas, do tych najniżej zarabiających, kiedy francuskie hipermarkety nie płacą podatku w ogóle?! To, że zagraniczne wielkie sklepy odprowadzają podatek od pieniędzy zarobionych w Polsce do budżetu Francji czy Niemiec, nasi rozmówcy uważali za skandal. Z furią pomstowali na takie zarządzanie gospodarką, które nie wspiera własnych przedsiębiorców i z niepojętych przyczyn faworyzuje obcych. Często w takim kontekście padały oskarżenia o zdradę interesu narodowego, służenie obcemu kapitałowi, działanie na szkodę państwa polskiego.
Podobnie jak niesprawiedliwość polityki podatkowej, złościła naszych rozmówców sytuacja, w której politycy hojnie wydają pieniądze, nic do budżetu nie wnosząc. Otrzymują pensje nie walcząc na rynku i nie pracując ciężko fizycznie, co określane jest krótko: łoni nie robią. Co jakiś czas okazuje się, że część funduszy zmalwersowali i nikt nie pociągnął ich do odpowiedzialności, co ujmowano w proste słowa: łoni sami nie robią, ino nasze, co naharujem, to kradną! To, że politycy muszą żyć dostatnio (na koszt podatnika), na to większość naszych rozmówców się godziła, irytację budziła ogromna dysproporcja dochodów, czasem opisywana za pomocą historycznego porównania dawniej sekretarz partii to w blokach mieszkał, miał trochę większe mieszkanie i auto na talon, a nie takie rozbuchane towarzystwo jak teraz! Mniej pazerni byli wtedy! Jednak najistotniejsze zarzuty dotyczyły niewywiązywania się ludzi władzy z ich podstawowego obowiązku zarządzania gospodarką w taki sposób, żeby człowiek uczciwie pracując mógł się wzbogacić. Politycy chętnie wydadzą pieniądze podatnika, a jeszcze na dodatek nie dają mu zarobić, faworyzując zagranicznych przedsiębiorców. To budziło oburzenie wyrażane nieparlamentarnych słowach.
Przepaść pomiędzy drobnymi przedsiębiorcami i ludźmi polityki najostrzej ujawnia się w sytuacji, gdy przedsiębiorca wejdzie w konflikt z urzędem skarbowym: ja się trzęsę, żeby ten ZUS zapłacić co do grosza, bo inaczej mnie zgnoją, a politycy kradną miliony i jest dobrze! Ich nikt nie ścignie! (...) Ja jak bym ukradła 1000 zł, to mnie będą ganiać, a ktoś kradnie miliardy i jest nietykalny! ? żaliła się pani sprzedająca na targu kożuchy. Nasi rozmówcy byli przekonani, że bogaci (a politycy do nich bez wątpienia należą) zawsze unikną sprawiedliwości. To twierdzenie ilustrowali przykładami znanymi z mediów.

(?)

 

Anna Malewska-Szałygin
Wyświetlony 4134 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.