wtorek, 31 sierpień 2010 20:00

Sztandar rzeźnicki, cechowy

Napisał

Jego święto dzisiaj! On dziś będzie / Dźwigał sztandar rzeźnicki cechowy / On w resursie dziś wieczór zasiędzie, / "Wiwe lafrans" będzie krzyczał śród mowy! ? drwił Julian Tuwim z rewolucyjnych uniesień mistrza rzeźnickiego w wierszu Quatorze Juillet, jakby to nie tacy właśnie rzeźnicy zrobili francuską rewolucję.

Ale mniejsza już o inteligenckie przesądy Tuwima i jemu podobnych, z którymi raz na zawsze rozprawił się Szpotański, pisząc w Towarzyszu Szmaciaku, że tak się historii koło kręci, że najpierw są inteligenci, co mają szczytne ideały i przeobrazić chcą świat cały. Tymczasem by mogła zapanować równość, trzeba wpierw wszystkich wdeptać w gówno. By człowiek był człowieka bratem, trzeba go wpierw przećwiczyć batem. No dobrze, ale któż będzie robił takie rzeczy, tzn. wdeptywał i ćwiczył? Przecież nie Tuwim czy inni poeci. Do takich rzeczy potrzebne są całkiem inne kwalifikacje i dlatego inteligenci potrzebują pretorianów z Ludu. Ale w sprawie rewolucji pretorianie mają odmienne nieco zdanie. (...) Brudną i mokrą swą robotą przecież parają się nie po to, by takie odnieść stąd korzyści, że obłąkany świat się ziści. (...) Szmaciak chce władzy nie dla śmichu, lecz dla bogactwa, dla przepychu, chce mieć tytuły, forsę, włości i w nosie przyszłość ma ludzkości! Stąd też "sztandar rzeźnicki, cechowy" zwycięsko dziś powiewa nad całą naszą gospodarką.
Dyplomowany architekt może zaprojektować imponujące obiekty. Dyplomowany inżynier budownictwa lądowego podobnie. Kiedy jednak projekt jednego czy drugiego doczeka się już realizacji, żaden z autorów projektów nie może osobiście nadzorować jego budowy, bo nie ma... uprawnień budowlanych! Te uprawnienia budowlane są podstawą wykonywania samodzielnych funkcji, co potwierdza zaświadczenie wydawane przez właściwą izbę, tzn. cech, który ze względów prestiżowych nazywa się inaczej, ale faktycznie jest średniowiecznym cechem. Warunkiem uzyskania "uprawnień budowlanych" jest oczywiście "wykształcenie", ale faktycznie ? "praktyka" pod kierownictwem, dajmy na to, majstra mającego uprawnienia budowlane i egzamin ze znajomości radosnej twórczości urzędniczej w postaci "przepisów", którymi powinni kierować się budowniczowie. Oczywiście, za wszystko wymagane są "opłaty", czyli haracze, wymuszane przez mafie cechowe, działające w zmowie z biurokratami państwowymi, z którymi dzielą się zyskami.
Absolwent medycyny jest wprawdzie lekarzem, ale właściwie nie jest nawet pielęgniarką, bo jej wolno zrobić pacjentowi zastrzyk, a jemu nie wolno. Musi najpierw odrobić "staż", a potem, egzaminowany przez starszych cechu, uzyskuje "uprawnienia budowlane", tzn. pardon ? oczywiście "specjalizację" odpowiedniego stopnia. Wyzwolenie na majstra zależy od dobrego humoru cechowych dygnitarzy, toteż nic dziwnego, że w środowisku lekarskim panują stosunki iście feudalne. Podobne, w stopniu przekraczającym granice śmieszności, panują na wyższych uczelniach i w instytutach naukowych, opanowanych bez reszty przez sprzysiężenie starców-wampirów, którzy swoje naukowe stopnie uciułali często na podstawie rozpraw o różnicy między przodkiem a tyłkiem, o wyższości ustroju socjalistycznego lub o centralizmie demokratycznym, a więc czymś, czego nigdy nie było, nie ma i nie będzie. W zawodach prawniczych cechowe obyczaje już dawno przekroczyły znamiona przestępstwa: właśnie dowiedziałem się przypadkowo, że w jednym z okręgów sądowych przyjęcie na aplikację sędziowską, bez odbycia której absolwent prawa nie ma co marzyć o stanowisku sędziego czy adwokata, kosztuje 50 tys. zł. Jest rzeczą oczywistą, że ktoś, kto już wykosztował się na studia, nie pożałuje i tych dodatkowych 50 tysięcy w nadziei, że jakoś sobie potem tę inwestycję zrekompensuje.
Te wszystkie cechowe bariery poustawiane są rzekomo gwoli zabezpieczenia przed katastrofami budowlanymi, przed szarlatanami w medycynie czy przed kauzyperdami lub stronniczymi sędziami w wymiarze sprawiedliwości. Wiemy jednak doskonale, że to tylko taki zatykający usta pretekst, jak absurdalne ograniczenia, wprowadzane dla wygody nauczycieli i wychowawców, a oficjalnie motywowane "dobrem dziecka". Jużci ? dla "dobra dziecka" nie cofniemy się przed niczym ? ani przed restrykcjami, ani przed kosztami, nieprawdaż? Widać to najwyraźniej w medycynie: absolwent studiów medycznych jest tylko "stażystą", a tymczasem obok niego świetnie prosperuje "bioenergoterapeuta", leczący kosmicznymi promieniami lub światłem, by potem, oczywiście "dla dobra dziecka" ciągnąć subwencje np. od eurobiurokratów, wśród których jest wielu "zielonych", którym takie wynalazki bardzo się podobają. Dlaczego lekarz ma mniejsze możliwości od posiadacza "pozytywnej energii", który leczy nowotwory "tymi ręcami"? Bo na "pozytywną energię" jeszcze nie założono cechu. Wszystko jednak przed nami.

(?)

 

Stanisław Michalkiewicz
Wyświetlony 4991 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.