czwartek, 11 listopad 2010 17:55

Mydlana historia

Napisane przez

Kilka lat temu polską opinię publiczną wzburzyła podana w mediach informacja, że pewien jegomość oferował bezdusznym kolekcjonerom kostki mydła produkowane z ludzkiego tłuszczu. Chodziło, oczywiście, o "Rein Juedisches Fett", czyli "żydowskie mydło", wyrabiane rzekomo przez zimnokrwistych i praktycznych Teutonów podczas II wojny światowej.

 

Rzecz charakterystyczna: "aferę" natychmiast wyciszono, przywalono nagrobnym głazem. Publicyści, historycy i wszelkiego autoramentu propagandyści wiedzieli, co czynią. Przecież pod koniec XX wieku "naukowa" teza o istnieniu "ludzkiego mydła" była już nie do obrony. Owszem, wierzyli i nadal w nią wierzą zwykli zjadacze chleba. Nic dziwnego! Przecież przez dziesiątki lat po zakończeniu wojny wbijano im w głowę tę niesamowitą historię, która eksponowała (obok innej kwestii nie poruszanej w tym artykule) wyjątkowość holokaustu wobec innych wojennych tragedii. Przychodziło to tym łatwiej, że Niemcy ? strona przegrana, czyli osądzona ? rzeczywiście popełnili podczas ostatniej wojny ciężkie zbrodnie. Mydła z ludzkiego tłuszczu jednak nie produkowali, gdyż nie byli idiotami... Omówmy zatem pokrótce historię "kłamstwa mydlanego", zracjonalizujmy to, co od samego początku dla logicznie myślącego człowieka było propagandowym fałszerstwem.
Wojenne plotki, że hitlerowcy produkowali mydło z ciał zamordowanych ludzi (wyłącznie Żydów) opierały się po części na mniemaniu, iż rozdzielane przez Niemców w żydowskich gettach i obozach kostki mydła nosiły inicjały "RIF" ? rzekomy skrót od "Rein Juedisches Fett" ("Czysty Żydowski Tłuszcz"). W tym miejscu krótka uwaga wstępna (sprawę wyjaśnię poniżej): w takim razie skrót ten winien brzmieć "RJF"!
Makabryczne wieści o "ludzkim mydle" szybko wyszły poza mury i druty oddzielające Żydów od nie-Żydów. Zgodnie z polskim źródłem, cytowanym w tajnym raporcie amerykańskich wojskowych służb wywiadowczych, w 1941 r. w miejscowości Turek Niemcy wytopili tłuszcz z tysięcy ciał ludzkich, które uprzednio wrzucili do "wielkich kotłów". Psychozie ulegali również brytyjscy jeńcy wojenni internowani w Auschwitz w 1944 r. Po oswobodzeniu twierdzili, że ciała gazowanych ofiar używano do produkcji mydła.
Wkrótce "mydlana historia" została nagłośniona przez żydowską oraz aliancką propagandę. Stojący podczas wojny na czele World Jewish Congress i American Jewish Congress rabin Stephen S. Wise, publicznie oświadczył w listopadzie 1942 r., że żydowskie zwłoki przerabiano na "mydło, tłuszcz i nawóz". Dodał też, że Niemcy płacili 50 reichsmarek za każde ciało. Niewątpliwie było to ciekawe spostrzeżenie człowieka obserwującego wydarzenia wojenne z bezpiecznego oddalenia. Wtórował mu organ amerykańskich Żydów, "The Congress Weekly", oskarżający Niemców o produkcję z żydowskich ciał nawozu, mydła i kleju przy użyciu "naukowych metod rozpadu". Natomiast wpływowa "New Republic" donosiła na początku 1943 r.: "używali [Niemcy ?D.R.] ciał żydowskich do produkcji mydła i nawozu w fabryce w Siedlcach". Amerykańskich Żydów wsparli ich sowieccy rodacy. W czerwcu i lipcu 1943 r. dwóch przedstawicieli Żydowskiego Komitetu Antyfaszystowskiego gościło w USA. Na masowych spotkaniach lider sowieckich Żydów, Salomon Michoels, pokazywał gniewnym tłumom kostkę "żydowskiego mydła".
Po zakończeniu wojny "mydlana historia" znalazła swoje miejsce na Procesie Norymberskim. W jego trakcie Sowieci ustami L.N. Smirnowa postawili śmiałą tezę, że pozbywanie się przez Niemców ludzkich zwłok miało służyć nie tylko ukryciu śladów zbrodni, ale i fabrykacji "pewnych produktów". Według Sowietów "mydlane eksperymenty" oraz garbowanie ludzkiej skóry prowadzono w gdańskim Instytucie Anatomii pod kierunkiem dyrektora tej placówki, dr. Rudolfa Spannera (dopiero w styczniu 1968 roku ustalono, że nie było to prawdą). Podpierano się przy tym pisemnym oświadczeniem pod przysięgą pracownika tej instytucji, Sigmunda Mazura. Mazur oskarżył Spannera o kierowanie niecnymi pracami naukowymi, którymi były zainteresowane niemieckie czynniki rządowe oraz twierdził, że osobiście używał "ludzkiego mydła". Jego stanowisko pozostawało w zgodzie z prezentacją takiego mydła, przedłożonego Trybunałowi Norymberskiemu jako dowód rzeczowy. Trybunał ten zresztą uznał w końcowym wyroku, że "w fabrykach mydła czyniono próby w celu zużytkowania tłuszczu z ciał ofiar".
Wraz z zakończeniem Norymbergi (albo jeszcze w jej trakcie) rozpoczęła się istna "mydłomania". Jednym z jej przejawów były uroczyste pogrzeby... kostek mydła. W 1948 r. pochowano cztery sztabki mydła (zgodnie z żydowskim rytuałem) na cmentarzu w Hajfie. Wcześniej, pod koniec marca 1946 r., pogrzebano w rumuńskim mieście Folticeni 20 pudełek mydła. Jak donosiła żydowsko-austriacka "Der Neue Weg" w cyklu artykułów pióra słynnego później Szymona Wiesenthala, mydło to "znaleziono ostatnio w byłym magazynie niemieckiej armii. Na pudełkach widniały inicjały RIF, "Czysty Żydowski Tłuszcz". Pudełka te były przeznaczone dla Waffen-SS". Niemcy zapomnieli tylko opisać, czy "mydło to było produkowane z dzieci, dziewczynek, mężczyzn czy osób starszych". Autor kontynuował: "Po 1942 r. ludzie w Generalnym Gubernatorstwie wiedzieli, co oznaczało mydło RIF. Cywilizowany świat nie uwierzy w radość, z jaką naziści i ich kobiety... myśleli o tym mydle. W każdym jego kawałku widzieli magicznie zamkniętego Żyda, któremu uniemożliwiono rozwinięcie się w drugiego Freuda, Ehrlicha czy Einsteina".
(?)
Dariusz Ratajczak
Wyświetlony 5535 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.