sobota, 13 listopad 2010 13:15

Unijny pęd w rozpędzie - Po Słowacji także Czechy

Napisane przez

Słowacy i Czesi znów się połączą w ramach jednego, no właśnie - czego? Nie wiadomo, ale wiadomo, że od przyszłego roku razem z wieloma innymi państwami będą w Unii Europejskiej. W drodze pokojowej w 1992 roku dokonano rozwodu, te-raz w drodze negocjacji z Brukselą oraz poprzez zatwierdzenie warunków akcesji rozwód zostanie odwrócony, a właściwie przebity poligamią.

Czesi i Słowacy doszli do wniosku, że poprzednie ich doświadczenia są nic niewarte. Przypomnijmy przyczyny rozpadu Czechosłowacji. Oba kraje współżyły w federacji, ze wspólną polityką zagraniczną, walutą, ustawodawstwem, każde miało także swój parlament, rząd, swoją kulturę itd. Różnice w gospodarce przy wspólnej walucie (Czesi narzekali, że dopłacają do Słowaków, ci twierdzili to samo), różnice w pojmowaniu prawa (w Bratysławie po prostu lekceważono ustawy federalne, np. lustracyjne), słowackie dążenia do zaspokajania tożsamości narodowej ? tego nie dało się pogodzić w ramach jednego państwa i dlatego doszło do rozpadu Czechosłowacji. Proces rozwodu nie był łatwy, ale parlament federalny po prostu przegłosował odpowiednią ustawę konstytucyjną, prezydent Havel wycofał się z polityki (tylko na chwilę, gdy było ciężko) i poszło w miarę elegancko i bezkonfliktowo. Od 1993 roku na mapie Europy pojawiły się dwa nowe, suwerenne państwa. Pozostały stosunki ponadstandardowe ? unia celna, świetne kontakty gospodarcze i kulturalne, podróże na dowody osobiste ? po prostu nic strasznego się faktycznie nie wydarzyło i zarówno Czesi, jak i Słowacy szybko przyzwyczaili się do nowej sytuacji. Ale najwyraźniej już im się znudziło i zapragnęli zmiany.

Najpierw Słowacy
16 i 17 maja o wstąpieniu do Unii Europejskiej głosowali w referendum Słowacy. Żadna partia polityczna nie opowiedziała się przeciwko integracji. Nawet na czas kampanii zapomniano o wszystkich sporach i rządowa propaganda nie była nikim i niczym nękana. Nawet komuniści oraz najsilniejsze ugrupowanie opozycyjne, Ruch na Rzecz Demokratycznej Słowacji (HZDS) V. Meèiara, popierały dążenie do podporządkowania się Brukseli. Szef HZDS, pomimo licznych upokorzeń ze strony rządu, przystał na spotkanie z prawicowym premierem Dzurindą i w cztery oczy uzgodnili plan działania na wypadek, gdyby w referendum poszło coś nie tak. W Słowacji bowiem mają kiepskie doświadczenia z tym rodzajem demokracji ? zorganizowano tam już kilka ogólnonarodowych plebiscytów i wszystkie zakończyły się totalną klapą. Nie dość, że nigdy nie osiągnięto wymaganej ustawowo 50 proc. frekwencji, to jeszcze w dodatku jedno referendum (w sprawie wejścia do NATO, podczas rządów Meèiara) zostało zmanipulowane przez ministra spraw wewnętrznych. Pomimo nieudanej kampanii przedreferendalnej, w której korzystano m.in. z pirackiej piosenki węgierskiej proweniencji, rząd był dziwnie spokojny o wyniki.
Nie odbyła się faktycznie żadna debata o korzyściach i minusach wejścia, a o eurosceptykach nikt w Bratysławie nie słyszał, jedynym zmartwieniem była więc frekwencja. Po pierwszym dniu wyglądała ona nieciekawie, więc w mediach elektronicznych pojawili się prawie wszyscy znaczący politycy z apelem do swoich współobywateli, by wybrali się w sobotę do urn. Poskutkowało. Frekwencja przekroczyła nieznacznie wymagane minimum (52 proc.), głosów przeciw było zaledwie 6 proc spośród tych, którzy zagłosowali.
Ciekawy jest fakt, że o sukcesie (z punktu widzenia rządu) referendum zadecydowali właśnie przeciwnicy przystąpienia do UE, bo bez nich nie osiągnięto by kworum. Jeden z polityków opozycyjnych, Ivan GaĹĄparoviè, wyniki te skomentował następująco: "Szczęście, że nie robi się mechanicznego obliczania kontrolnego", sugerując, iż mogło dojść do zafałszowania wyników. Faktem jest, że jeszcze dwie godziny przed zamknięciem lokali wyborczych do kworum brakowało cztery procent. Wynik 90 proc. poparcia budzi poważne wątpliwości przede wszystkim co do jakości informacji o UE. Z tego mogą wyniknąć poważne i nieprzyjemne konsekwencje, co przepowiada jedna z wybijających się gwiazd słowackiej polityki, szef opozycyjnej partii lewicowej SMER, Robert Fico, który wprost zarzuca rządowi, że okłamywał obywateli.

Potem Polska
Po Słowackim referendum odbyło się głosowanie w Polsce. Dla kolejnego państwa z Grupy Wyszehradzkiej ? czyli Republiki Czeskiej ? powstała właściwie sytuacja bez wyjścia: w Unii są wszyscy sąsiedzi, Niemcy, Austriacy, teraz za przystąpieniem opowiedzieli się Słowacy i Polacy. Kolej na nas ? pomyśleli nasi południowi sąsiedzi, bo tak musieli pomyśleć.

Tak więc kolej na eurosceptycznych Czechów
Czeską kampanię rządową można śmiało określić jako kłamliwą. Czeski rząd koalicyjny (lewicowo-chadecko-liberalny z absolutną przewagą socjalistów) przeznaczył na kampanię informacyjna 200 mln. koron, czyli sumę zdecydowanie największą spośród wszystkich państw ubiegających się o członkostwo w UE. Warto zaznaczyć, że pomimo zapewnień o sprawiedliwym podziale tych finansów z kasy państwa, przeciwnicy anszlusu nie otrzymali ani korony. Nie pomogło nawet to, że przedstawili sensowne programy i plany wykorzystania tych pieniędzy. Na podstawie arbitralnych decyzji dysponenta funduszy (MSZ) zostali z góry wykluczeni z gry. Rozpętał się istny festiwal europropagandy na poziomie reklamy proszku do prania. Ideę integracji poparły prawie wszystkie ważne siły polityczne w państwie, w tym także opozycyjna Obywatelska Partia Demokratyczna (ODS), mimo że w jej szeregach nie zabrakło zdeklarowanych eurosceptyków. Polecenie głosowania na NIE wydała swoim wyborcom Komunistyczna Partia Czech i Moraw.
Na wzmiankę zasługuje postawa czeskiego prezydenta Václava Klausa. Ten bowiem nie tylko nie włączył się do europejskiego prania mózgów, organizowanego przez rząd, ale w orędziu wygłoszonym do narodu za pośrednictwem czeskiego radia publicznego nawet nie zasugerował, jak obywatele mają zagłosować. Klaus mówił o zdrowym rozsądku obywateli, o tym, że trzeba iść do referendum, ale nic nie podpowiadał. Także w trakcie głosowania, kiedy to wszystkie media i politycy rządowi nadal trąbili zgodnym chórem TAK, TAK, TAK, Klaus zachował milczenie. Przyciskany przez dziennikarzy, by zdradził, co zaznaczył na swej karcie do głosowania, odparł jedynie "Na pewno głosowałem właściwie". Należy zaznaczyć, że ustawodawca zapomniał do ustawy o referendum dopisać przepisu o ciszy wyborczej, z czego euroentuzjaści skwapliwie skorzystali.
Głosowanie odbyło się w dniach 13 i 14 czerwca. Wyniki zostały okrzyknięte przez prasę i elity polityczne jako "miażdżące poparcie Czechów dla Unii", bo za przystąpieniem opowiedziało się 77 proc. Czechów. Ostro skrytykowano Klausa i eurosceptyków, określając ich jako faszystów i komunistów.

(...)

Vladimír Petrilák
http://republika.pl/cepolsite
Wyświetlony 7346 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.