niedziela, 19 grudzień 2010 11:47

Czas porządku i bezpieczeństwa czyli niekonwencjonalne wspomnienia z okresu stanu wojennego

Napisane przez

Kolejne teksty dotyczące stosunku Górali do polityki pokazują, jak bardzo ich sposób mówienia o problemach życia pub-licznego jest różny od dyskursu oficjalnego. W rozmowach między sobą używają innych sformułowań, innych wyrażeń, inaczej opisują wydarzenia, wyciągają z tych doświadczeń inne wnioski. Jeśli zapytać ich o znaczenie terminów ważnych dla oficjalnej debaty publicznej, takich jak np. "demokracja", okazuje się, że rozumieją je oczywiście, ale często wiążą z nimi zupełnie nieoczekiwane dla badacza znaczenia.

Odmienność słów i znaczeń jest przejawem innego widzenia spraw polityki. Ta oczywista prawda ujawnia się w każdej z prowadzonych przez nas rozmów, ale najostrzej w rozmowach dotyczących minionych wydarzeń politycznych ? dziś już historycznych. Wśród nich najbardziej wyrazistym przypadkiem jest historia stanu wojennego. Żaden okres powojennej historii nie był tak różnie opisywany przez mieszkańców mias­ta i wsi. W mieście stan wojenny był dużo bardziej uciążliwy i dotykał zasadniczo wszystkich zaangażowanych i nie zaangażowanych w sprawy ?Solidarności?. Na wsi było inaczej.

W czasie rozmów prowadzonych w 1999 i 2000 r. z mieszkańcami Ludźmierza i okolicznych wsi (pow. Nowy Targ) najbardziej zaskakujące dla badacza było spostrzeżenie, że stan wojenny jest uważany za okres wzorowego porządku społecznego, bezpieczeństwa i poszanowania prawa. Nie było wtedy przestępczości takiej, tych pijoków na ulicy, tych band, było dużo bezpieczniej, lepszy porządek był, milicja chodziła, pilnowali, widać ich było na ulicy. Teraz jest inaczej: rozboje, kradzieże, bezkarność bandytów, bezsilność policji.
*
Dziwne wydawały się szerokie opisy obecnej roz­szalałej przestępczości w rea­liach Ludźmierza i sąsiednich wiosek. Przerażający obraz zagrożenia nie zawsze jest budowany na podstawie własnych i sąsiedzkich doświadczeń. W dużej mierze jest wykreowany przez chętnie czytane gazety, takie jak ?Super Experss? czy często oglądane programy sensacyjne takie jak ?997?. Niemniej na tle obecnego prze­konania o powszechnym i nie­ustannym niebezpieczeństwie stan wojenny wy­daje się okresem ładu, pra­wo­rządności i bezpieczeństwa.
Jedyną niedogodnością, niezbyt uciążliwą, były utrudnienia komunikacyjne. Na trasie ze wsi do Nowego Targu stały patrole sprawdzające kierowców. Milicjanci wymagali dowodu osobistego i często żądali wyjaśnień dotyczących celu podróży. Podobnie kontrolowano pojazdy na szosie do Krakowa i na Śląsk, czyli na trasach, którymi poruszali się nasi rozmówcy. Kontrole opisywane są jako pewien kłopot, niezbyt istotny: to nie bardzo nam utrudniało [życie], to taka współpraca była.
Podobny stosunek mieli nasi rozmówcy do godziny milicyjnej. Na wsi, gdzie i tak chodzi się spać wcześ­nie, obowiązek pozostania w domu po 22 nie był uciążliwy. Jedynym momentem, kiedy ta godzina okazywała się wczesna, była sytuacja wesela lub innej hucznej zabawy, ale i na to był sposób ? przed weselem załatwiano specjalne pozwolenie od lokalnego komisarza. Przed zawarciem małżeństwa zawsze trzeba dopełnić mnóstwa formalności i zgromadzić wiele dokumentów, jedno zezwolenie więcej, wydawane bez problemów, nie zmieniało sytuacji.
Pewnym kłopotem były kartki na alkohol i papierosy. Weselny przydział alkoholu wydawał się wystarczający, zwłaszcza że dopełniany był wyrobem domowym. Większym problemem dla palaczy było ograniczenie ilości papierosów kupowanych na kartki, ale radzono sobie, wymieniając między sąsiadami kartki na alkohol i na papierosy, zależnie od indywidualnych potrzeb. Niemniej alkohol było łatwiej wyprodukować we własnym zakresie niż papierosy, których brak jest dla wielu osób jedynym skojarzeniem z okresem stanu wojennego.
Papierosy, a zwłaszcza alkohol, to raczej problem męskiej części naszych res­pondentów. Nieco inaczej sprawy zaopatrzeniowe wyglądają w opowieściach kobiet. One dobrze pamiętają puste półki, gigantyczne ko­lejki i samowładność ?sklepowych?. Jednak wszystkie przyznawały, że złe zaopatrzenie sklepów nie było tak uciążliwe na wsi jak w mieś­cie, a zwłaszcza wielkim mieście: na zadupiu nikt jeszcze z głodu nie umarł, tu nic nie brakowało, każdy gospodarkę miał, to se uchował. Na Podhalu sytuację ratowała specyfika regionalna, jaką są bardzo stare w tym regionie tradycje wyjeżdżania do pracy do USA. Tu ludzie dolary mie­li, PEWEX-y byłi, to se dokupili, co trza było.
(?)
Anna Malewwska-Szałygin
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Wyświetlony 7738 razy
Więcej w tej kategorii: « Ucieczka po Polskę Święte miejsce »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.