niedziela, 19 grudzień 2010 17:12

Którędy do Europy? (2) Unia Europejska, VAT i rolnicy, czyli czego się bać

Napisane przez

Komisja Europejska nie ma legitymacji demokratycznej, jaką mają rządy członkowskie państw Unii, jednakże jej głównym zadaniem jest czuwanie nad przestrzeganiem prawa wspólnotowego (stanowionego przez Radę Ministrów i Parlament Europejski). Wymaga to wydawania rozporządzeń i dyrektyw ujednolicających przepisy działające w krajach wspólnotowych i regulujących często paradoksalne szczegóły (wyśmiewana wielkość prezerwatyw czy stopień wygięcia ogórków). To jest właśnie główna przyczyna powstania mitu o zbiurokratyzowaniu Komisji, który jednak ma pewne podstawy istnienia.

Widać to choćby po tym, że kontrola biurokracji Komisji przez Parlament Europejski została ? skądinąd w bardzo ograniczonym stopniu ? wprowadzona dopiero po kompromitującym upadku Komisji Santera. Bowiem jedną z podstawowych reguł rządzących wewnętrznym życiem Wspólnoty Europejskiej jest przejmowanie inicjatywy przez jedną z instytucji w momencie kiedy inna słabnie ? niektórzy twierdzą, że Komisja Santera upadła właśnie z powodu swej słabości i nadmiernej dążności do kompromisu.

Trzeba jednak pamiętać, że całe zarządzanie Unią, a zwłaszcza tworzenie jej prawodawstwa oparte jest na kompromisie. Rada Ministrów Unii Europejskiej składa się z ministrów desygnowanych przez rządy państw członkowskich, którzy dysponują ilością głosów mniej lub bardziej proporcjonalną do wielkości reprezentowanego kraju. Przy głosowaniach wydawanych aktów prawnych decyduje (w zależności od tematyki i wagi problemu) bądź jednomyślność, bądź większość kwalifikowana ? składająca się z 62 na 87 głosów, a w niektórych przypadkach warunkiem dodatkowym jest zgoda reprezentantów 10 państw członkowskich!
Europejczycy przyjmują te regulacje jako zapobiegające paraliżowi Rady, można je chyba interpretować również wręcz przeciwnie. Tym bardziej, że niejako ?nad? Radą Ministrów istnieje jeszcze Rada Europejska, składająca się z szefów państw i rządów i podejmująca strategiczne decyzje, włącznie z ustalaniem ram budżetowych dla finansów unijnych. Gdy więc jeden z ministrów na posiedzeniu Rady Ministrów zawetuje rozpatrywany akt prawny ? powołując się na ?ważny interes narodowy? ? jest on przekazywany do rozpatrzenia na najbliższym posiedzeniu Rady Europejskiej, a decyzja musi być podjęta na zasadzie jednomyślności.
Ponieważ jednak decyzje i sposób głosowania Rady Ministrów są jawne ? aby nie dopuścić do blokowania funkcjonowania Unii i poruszenia opinii publicznej ? zostało powołane ciało przygotowujące posiedzenia Rady i pomagające w prowadzeniu wstępnych pertraktacji, w których w zamian za ustępstwa członków Rady prezentujących odmienne zdanie oferowane są koncesje w innych dziedzinach. Ciało to nazywa się Komitetem Stałych Przedstawicieli (COREPER) i składa się z ambasadorów krajów członkowskich przy Unii Europejskiej. Spełnia też ono rolę przy negocjacjach akcesyjnych, ustalając wspólne stanowisko Unii i przygotowując konferencje ministrów spraw zagranicznych Unii z ich odpowiednikami z krajów kandydujących.
Jak więc widać ? proces decyzyjny w Unii jest wysoce skomplikowany, a zabezpieczenie własnych interesów narodowych nieraz musi ustąpić w imię interesów ogólnoeuropejskich, choć jednak okupione ustępstwami w innej dziedzinie.
Podobnie nieprawdziwym stereotypem jest głoszony przez eurofilów pogląd, że gospodarcze kłopoty Polski skończą się z chwilą przyjęcia do Unii Europejskiej. Tymczasem sama Unia nie może uporać się z tak banalnymi kłopotami ? istniejącymi również w Polsce ? jak choćby wyłudzanie zwrotu podatku VAT.
Opisywany mechanizm jest prosty i zrozumiały również dla polskich podatników: wysoko dotowany produkt rolny jest eksportowany do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, a eksporter otrzymuje zwrot VAT, oraz dotacje do produkcji i eksportu. Po jakimś czasie ten sam produkt wraca do Unii jako pochodzący np. z zależnych od Francji terytoriów zamorskich (nawiasem mówiąc, wszystkie one są objęte pomocą osławionymi programami strukturalnymi przeznaczonymi wyłącznie dla członków Unii, do których jako Polska nie mamy dostępu!), a więc nie jest objęty cłem. Przy odpowiedniej ?obróbce? faktur ten sam produkt może krążyć latami, a jego producent (właściciel) za każdym razem otrzymuje zwrot podatku i subsydia eksportowe. Po jakimś czasie krążą już tylko dokumenty i nikt w Brukseli nie pyta, w jaki sposób firma nie posiadająca ani jednej krowy nieustannie eksportuje np. mleko w proszku do USA, a importuje afrykańskie sery do Francji.
Dotacje rolne ? o których głośno ostatnio w Polsce ? utrzymują się z powodu rozdrobnienia rolnictwa (często nie mniejszego niż w Polsce, o czym się taktownie nie wspomina), zróżnicowanych warunków klimatycznych i silnego lobby rolniczego. Od czasu do czasu odzywa się w Brukseli głos o zniesieniu za kilka lat dotacji (co chytrze łączy się z czasem pełnego członkostwa Polski w UE), tego typu opinie są jednak skutecznie wyciszane.                Dopłaty bezpośrednie są bardzo wygodne ? rolnik otrzymuje wprawdzie mniej pieniędzy za swój produkt, ale dodatkowe środki z kasy unijnej bierze bezpośrednio do kieszeni, co ma zapobiegać istniejącej nadprodukcji. Taki system też sprzyja nadużyciom ? niedożywione krowy potrzebne wyłącznie do wypełnienia statystyki, czy fikcyjne pola uprawne nie należą do rzadkości, a problemu nadprodukcji i tak nie udało się zlikwidować.
W Unii wytworzył się swoisty konsensus polegający na tym, że rolnictwo może być mało efektywne, zacofane i niekonkurencyjne, ale stanowi pewną wartość kulturową, za którą warto płacić więcej (bo inaczej unijne rolnictwo nie wytrzyma konkurencji z farmerskim rolnictwem amerykańskim czy australijskim). Niestety, mimo przyjętego demokratycznego systemu dopłat 80% dotacji otrzymują duże, agroprzemysłowe gospodarstwa, a tylko 20% dociera do tych, dla których miały być przeznaczone ? czyli do małych gospodarstw rodzinnych. Jak więc widać ? na tak przedstawionym tle polskie rolnictwo nie wygląda aż tak tragicznie, jak jest nieraz przedstawiane, by uwydatnić kontrast z rolnictwem unijnym.
Zdaniem dobrze znających tematykę zachodnioeuropejskich badaczy i dziennikarzy ? to nie polskie rolnictwo jest przeszkodą na drodze Polski do Unii Europejskiej, lecz jego obraz w zachodniej Europie. Mit o wielomilionowym, niewydajnym rolnictwie był tłem wygórowanych obliczeń i szacunków kosztów rozszerzenia Wspólnej Polityki Rolnej na Polskę. Podstawą tego stereotypu było fałszywe założenie, że dotacje wzrosną proporcjonalnie do liczby rolników. Tymczasem europejska opinia publiczna zapomniała, że wysokość dotacji zależy od wielkości produkcji, liczby hektarów i zwierząt oraz rzeczywistej liczby rolników ubiegających się o dotację. Bowiem statystyka wykazująca w Polsce ilość dwóch milionów gospodarstw rolnych jest fikcją: ponad połowa rolników to emeryci, bezrobotni, rzemieślnicy i robotnicy zamieszkali na wsi, którzy nie osiągają żadnych dochodów z działalności rolniczej i nie mają żadnego znaczenia dla oceny polskiego rolnictwa!
Tymczasem większość zachodnich korespondentów już przed lądowaniem w Warszawie zna statystykę mówiącą o rozdrobnieniu polskiego rolnictwa (25% zatrudnionych to rolnicy wypracowujący zaledwie 5% Produktu Krajowego Brutto), co ? mówiąc ironicznie ? potwierdza im widok z okien samolotu. Nie widać jednak, że według polskiego systemu statystycznego rolnikiem jest również posiadacz jednego hektara ziemi rolnej lub ? według oficjalnej nomenklatury ? ?użytkownik gospodarstwa rolnego?, które może być mniejsze niż jeden hektar i ? znajdując się na wsi lub w granicach miasta ? leżeć odłogiem! Według statystyk takich rolników utrzymujących się z działalności nierolniczej jest dwanaście i pół miliona, co nieco zmienia optykę widzenia wsi.
W dalszym ciągu pozostaje jednak problem małych, samowystarczalnych gospodarstw rolnych, które mogą zniknąć po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Euroentuzjaści twierdzą wprawdzie, że przyspieszy to proces komasacji poprzez dzierżawę i sprzedaż gruntów przedsiębiorczym rolnikom korzystającym z dotacji unijnych. Na przeszkodzie stoją jednak bariery mentalnościowe ? już powstały komitety obrony polskiej ziemi, mimo powtarzających się w mediach deklaracji mieszkających w Polsce obcokrajowców ? dzierżawców i właścicieli ? o braku dalszych ekspansywnych zamiarów. Jak więc widać droga do Unii Europejskiej będzie jeszcze bardzo skomplikowana.
Grzegorz Jan Grabski
Wyświetlony 10857 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.