niedziela, 19 grudzień 2010 17:16

Podhale - raj natury czy kombinat

Napisane przez

Za każdą nazwą stoi jakieś wyobrażenie. Określenia takie jak Podhale, Orawa, Spisz dźwigają bagaż przeróżnych znaczeń i skojarzeń, które nawarstwiały się w czasie. Większość obrazów, jakie w naszej wyobraźni wywołują te terminy, ma charakter niepoprawnie romantyczny. Taki wizerunek kształtował się od XIX w. i do dziś nie stracił swej mocy, choć przez dwa wieki ulegał licznym przeobrażeniom.

Pisze o tym Antoni Kroh w książce Tatry i Podhale, wydanej w 2002 r. w serii ?A to Polska właśnie?. Książka jest godna polecenia, gdyż pokazuje, jak powstał ?mit góralszczyzny?, a przy tym nie niszczy jego barwności. Wywołajmy przed oczami krajobraz górski: porośnięte lasem góry, łąki, na których pasą się krowy i owce, siano w stogach, a w dali panorama Tatr. W tym otoczeniu widzimy ludzi zajętych pracą przy sianie, przy krowach i owcach, a tymczasem od lat pięćdziesiątych zgodnie z wytycznymi ?z centrali? budowano tu zakłady przemysłowe po to, by słynnych z przywiązania do ?ślebody? właścicieli drobnych, ale własnych, gospodarstw zamienić w politycznie poprawnych chłoporobotników.

W 1953 r. rozpoczęto budowę Zakładów Przemysłu Obuwniczego ?Podhale? w Nowym Targu. Kombinat obuwniczy rozrósł się tak, że w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych zatrudniał około 7 tysięcy ludzi. W Szaflarach powstały Zakłady Przemysłu Sportowego ?Polsport?. Utworzono Zakłady Przemysłu Spożywczego ? w ten sposób upaństwowiono lokalne mleczarnie i masarnie. Większość restauracji (wyłączywszy prywatne jadłodajnie), kawiarni, cocktail-barów zwanych przez miejscowych ?koktalami? miała charakter państwowych zakładów pracy, podobnie jak pensjonaty należące do Funduszu Wczasów Pracowniczych czy hotele ?Orbisu?. Wielu Górali pracowało w Nowej Hucie. Według statystyk, na które powołuje się Kroh, w 1939 r. na Podhalu pracowała w przemyśle mniej więcej 1 osoba na tysiąc, podczas gdy w 1964 aż 49 osób na tysiąc.
 
Góral na etacie
 
Górskie gospodarstwa nigdy nie dawały świetnych plonów. Tutejszy klimat i rzeźba terenu pozwalały na uprawę ziemniaków, owsa, żyta; na hodowlę bydła i owiec. Biorąc pod uwagę znaczne rozdrobnienie gospodarstw, zbiory rzadko kiedy były wystarczające. Tradycja uzupełniania dochodów poprzez prace sezonowe była w tym regionie bardzo stara. Pod koniec XIX w. upowszechniły się migracje do ?Hameryki?, które do dziś są niezastąpionym źródłem zarobku. W sytuacji, gdy niedostatek był doświadczeniem dobrze znanym Góralom, możliwość zarobku w nowych zakładach przemysłowych w pobliskim miasteczku okazała się bardzo pociągająca, zwłaszcza dla ludzi młodych. Młode pokolenie Górali w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych pracowało ?na etacie? w państwowych zakładach produkcyjnych lub usługowych, a ?po godzinach? pomagało starym rodzicom w pracach gospodarskich: za komuny, to ja z pracy przylecioł, ani jod ino w pole, no bo trza było zrobić w polu. No, ale korzyść była i cieszyło robić.
Praca w przemyśle i państwowym sektorze usług znacznie odbiegała od rolniczego pojmowania pracy. W tradycyjnej kulturze ludowej nie istniało pojęcie ?urlopu?. ?Na wczasy? jeździli ludzie z miasta ? letnicy. Z urlopem, ośmiogodzinnym dniem pracy, prawem do opieki zdrowotnej i socjalnej zaznajomili się Górale dopiero w przedsiębiorstwach państwowych. Ogromną zmianą były też regularne pobory, comiesięczne, niezależne od podaży produkowanych artykułów. Dla właściciela gospodarstwa, który pieniądze otrzymywał nieregularnie i zawsze za konkretny towar lub usługę, była to wielka zmiana.
Szczególnym przypadkiem państwowego zakładu było ?Podhale? ? największe w tym regionie przedsiębiorstwo produkcyjne. Odegrało ono ważną rolę w przekształcaniu mentalności Górali ze sposobu myślenia rolnika w świadomość klasy robotniczej. Podstawową różnicą było wyrobienie przekonania, że comiesięczne pobory należą się w sposób konieczny, premia może być uzależniona od jakości pracy, zbytu towaru i innych zmiennych, pensja ? nie. Inną zmianą było prawo do urlopu, zwykle wykorzystywanego w czasie żniw, sianokosów lub zbioru ziemniaków, ale nie zawsze. Zakład oferował zorganizowane formy wypoczynku: wakacje w ośrodkach wczasowych, zorganizowane wycieczki krajoznawcze. Z tych ostatnich korzystali młodzi pracownicy (większość kobiet interesowała się zwiedzanymi zabytkami, mężczyźni raczej biesiadną stroną eskapady). Mniej popularne były wczasy pracownicze, przypadające na najbardziej pracowity czas w gospodarstwie i przy obsłudze letników. Niemniej część młodych pracowników ? zwykle ci, którzy nie mieli rodziny ? korzystała z tej formy ?akcji socjalnych?. Najczęściej wykorzystywaną propozycją zakładu były kolonie letnie dla dzieci. Góralskie dzieci mogły wyjechać nad morze, na Mazury czy do Warszawy.
We wspomnieniach o zakładzie najczęściej podkreślany jest wątek ?porządku?, czyli sprawnej organizacji pracy, dobrych warunków i dyscypliny, która umożliwiała osiąganie wysokiej jakości: w noszym kombinacie to było super, to w domu może tak ni mo, czyściutko, pięknie hale wielkie, bo wtenczos nowoczesny był kombinot. Poza granicom takich zakładów nie było! To się chciało iść do pracy, poważnie!
W ?Podhalu? można było dobrze zarobić: tam były normalne wypłaty, gdzie mogłaś faktycznie żyć za nie, odłożyć jeszcze, wszystko pozapłacać i każdy sobie chwalił. Na pytanie o wysokość pensji w ?Podhalu? odpowiadano: No na tamte czasy to nie były małe. Myśli Pani, że z czego się te domy dźwignęły wszystkie? ? Ja myślałam, że z pieniędzy z Ameryki. ? Z Ameryki też, ale pół na pół, pół z tego kombinatu, pół z Ameryki.
Zakład dawał też ogromne poczucie zabezpieczenia, o którym wszyscy wspominają i do którego tęsknią. Zapewniał opiekę finansową: ubezpieczenia, zapomogi, renty, niskooprocentowane pożyczki i w perspektywie emeryturę. Dziś, gdy kombinat obuwniczy wspominany jest z nostalgią, te udogodnienia są bardzo podkreślane, podobnie jak łatwy dostęp do opieki medycznej (w zakładowym ośrodku zdrowia przyjmowali lekarze wszystkich specjalności) czy pomoc w rozwiązaniu problemów mieszkaniowych (dla przyjezdnych przygotowano mieszkania zakładowe).
Jak w każdym dużym przedsiębiorstwie państwowym, tak i w ?Podhalu? działały związki zawodowe, broniące spraw pracowniczych. Jednak nie one dominują w opowiadaniach o pracy w ?Podhalu?. Jeśli wierzyć wspomnieniom, najważniejszą instancją odwoławczą była ?Partyja?. Do sekretarza podstawowej organizacji partyjnej można było zwrócić się ze wszelkimi sprawami ? od rodzinnych i bytowych po zawodowe. O taką interwencję ubiegało się bardzo wielu pracowników, przynależność do PZPR nie była wymagana, choć taka interwencja zwykle związana była z agitacją do ?wstąpienia w szeregi?. Możliwość odwołania się, obecność w zakładzie instancji, która mogła ująć się za pracownikiem i z którą się liczono, jest obecnie podkreślana jako największa zaleta państwowego przedsiębiorstwa.
 
Profity bez kwitowania
 
Zupełnie czym innym było członkostwo w PZPR. Co ciekawe, Partia była postrzegana jako organizacja względnie elitarna. Do ZSL mógł należeć każdy rolnik, wstąpienie do PZPR wymagało odbycia szkoleń, które były kontynuowane także po uzyskaniu członkostwa ? konieczne więc było pewne wykształcenie umożliwiające funkcjonowanie w szeregach Partii. Z drugiej strony przynależność do PZPR była drogą awansu, przepustką na wyższe stanowiska zarezerwowane dla członków organizacji partyjnej. Aby zostać mistrzem, trzeba było należeć do Partii. Przynależność partyjna była też źródłem tysięcznych preferencji, tak istotnych w ówczesnym systemie gospodarczym, zorganizowanym w oparciu o zasadę centralnego rozdzielnictwa. Oprócz przydziałów i innych ?nagród? o charakterze materialnym ? rzeczowym, wiele było profitów innego rodzaju, na przykład pomoc w zdobyciu lepszego wykształcenia. Mimo wszelkich udogodnień Górale mieli mnóstwo wahań i rozterek związanych z zapisaniem się do PZPR i o ile często prosili o interwencję w jakiejś sprawie, niechęć ?do komuny? i ?do Ruskich? wielu z nich powstrzymała przed ?przyjęciem członkostwa?.
W zakładzie ?Podhale? prowadzono różnego rodzaju działalność propagandową. Działał radiowęzeł, w halach produkcyjnych umieszczone były głośniki, przez które informowano nie tylko o sprawach przedsiębiorstwa, ale także o sytuacji w kraju, odpowiednio ją komentując. Pracownicy kombinatu co roku stawiali się na pochodzie pierwszomajowym. Obecność była obowiązkowa, opornych karano utratą premii. Obowiązkowe było też uczestnictwo w obchodach rocznic znaczących dla ówczesnego systemu. To ?zakłamanie? ? tak działalność propagandową nazywają Górale ? jest wspominane z sarkazmem, ironią i irytacją, jako ogłupianie ludzi.
 
 
Anna Malewska-Szałygin

Wyświetlony 8000 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.