wtorek, 21 grudzień 2010 00:06

Rzecz o Nizinie Pruskiej

Napisane przez

W drodze od profanum do ponownego sacrum

Zima 1994 roku. Mroźnym styczniowym świtem wyruszyłem w nieodległą podróż. Szybko okazało się, że dane mi było odbyć wędrówkę w czasie. Wraz z opuszczeniem terytorium Polski zmieniłem krąg cywilizacyjny, język komunikacji, porzuciłem wcześniejsze przyzwyczajenia. Starałem się jak najwięcej zobaczyć, a może z czasem zrozumieć, jednak do dzisiaj stoi przede mną więcej znaków zapytania niż znalezionych odpowiedzi.

 

(Nie)odległa podróż
Tory kolejowe to jedyny łącznik z Europą. ?Zapomniane? przez blisko 50 lat ponownie stają się pomostem pomiędzy niegdyś jednolitym organizmem państwowym. Za oknami odmienny krajobraz. Pustka, nie kończące się przestrzenie, brak ludzkich sadyb ? oznak życia.
Pierwsza osada. Przed wojną kilkudziesięciotysięczne miasteczko Heiligenbeil, zwane w polskiej toponimii Świętą Siekierką lub Świętomiejscem. Obecnie znacznie mniejsze, już o nazwie Mamonowo. Skromniejsze ale za to mocno ufortyfikowane. Zza szyb przedziału kolejowego widać mrowie mundurów. W żołnierskich uniformach paradują zarówno mężczyźni, jak i kobiety, na służbie i w czasie wolnym. W strzępach koloru khaki godnie prezentują się starcy oraz umorusane dzieci, bawiące się niezmordowanie od pół wieku w wojnę.
Po odprawie paszportowej pociąg rusza w dalszą drogę. Bardzo powoli sunie ku miejscu przeznaczenia. Mijam miasteczka znaczone czerwonymi kikutami wież kościelnych, wypalonych murów oraz rozpadających się domów, niegdyś ozdobionych biało-czarną mozaiką murów szachulcowych, zwanych popularnie pruskimi. Nad wszystkim dominuje kolor szarego betonu.
Wsiadają pierwsi miejscowi podróżni. W przedziale zaczyna być słychać szczęk broni. Większość pasażerów to udający się na łowy myśliwi, zjawisko jak się z czasem okazało, dość codzienne.
 
Związki Kalinina z Kaliningradem są... żadne: nigdy tu nie mieszkał, nigdy tu nie był.
 
Docieram do stolicy, gdzie wita mnie monstrualna stalowa konstrukcja dworca, pozostałość po myśli architektonicznej byłych mieszkańców tych ziem. Opuszczam podwoje dworca i vis Ă vis napotykam pierwszy pomnik. Tak oto towarzysz Kalinin wita podróżnych. Nie ma już najmniejszych wątpliwości, że jest to Kaliningrad, nie Królewiec.
 
Kartka z kalendarza
Wiosną roku 997 biskup praski Wojciech-Adalbert wraz z dwoma swoimi towarzyszami Radzimem-Gaudentym oraz Boguszą udał się na teren Niziny Pruskiej z misją nawrócenia pogańskich Prusów na wiarę chrześcijańską. Zakończyła się ona tragiczną śmiercią biskupa w dniu 23 kwietnia. Dzieło chrystianizacji Prus podjęte zostało ponownie za pomocą zbrojnego oręża w pierwszych dziesięcioleciach wieku XIII i doprowadziło do całkowitego podboju Niziny Pruskiej, zmian etnicznych oraz powstania jednolitego organizmu państwowego.
Stan taki trwał do wiosny 1944 roku, kiedy to po przejściu frontu, ucieczce bądź deportacji autochtonicznej ludności, obszar ten został podzielony między Polskę (Warmia i Mazury), a Związek Sowiecki (Nizina Pruska). Następnie na z górą 50 lat północny fragment byłych Prus Wschodnich ?zamarł?, odgrodzony od świata zasiekami z drutów kolczastych oraz szerokim pasem zaoranej ziemi. Co działo się przez ten czas nad Pregołą, można oglądać dopiero od niedawna. Miejsce żyjące własnym rytmem, zamknięte dla obcych, a także dla swoich, zakonserwowało w postawie mieszkańców z jednej strony epokę sowieckich pionierów wprowadzających na ziemiach zdobycznych nowy ład społeczno-polityczny, a równocześnie przechowało w pamięci wielu z nich miejsca, z których przybyli.
 
Przestrzeń po kataklizmie
Współczesny krajobraz Niziny Pruskiej nosi w sobie silne piętno zdeprawowania. Jest to ziemia zdobyczna, podlegająca regułom wojennym, czyli bezprawiu. Świadectwa jej przeszłości, dorobku historycznego, zostały przez ostatnie pół wieku doprowadzone do ruiny i zastąpione nowym ?ideologicznym zagospodarowywaniem?. Przedwojenne miejsca kultu chrześcijańskiego zostały metodycznie sprofanowane. Wieże kościelne stały się celem ćwiczeń artyleryjskich, a cmentarze zostały zbezczeszczone wielokrotnym przekopywaniem w poszukiwaniu kosztowności. Na terenie niektórych z nich urządzono chlewnie. Nizina Pruska pozbawiona aspektu religijnego stawała się obszarem ubogim, nie dającym jej mieszkańcom możliwości zakorzenienia się. Dla osób wierzących ziemia ta stanowiła bezwartościowe miejsce pozbawione metafizycznych punktów odniesienia, a przez to trudne do uznania za swoje.
 

Swoje przetrwanie królewiecka katedra zawdzięcza pochowanemu tu Immanuelowi Kantowi.
 
Tablica na murze katedry upamiętniająca Immanuela Kanta

Obwód Kaliningradzki stanowił jednolity obszar bez charakterystycznych dla zsakralizowanej przestrzeni miejsc ?mocnych? ? czyli świętych. Stał się wzorowym zdesakralizowanym terytorium sowieckim. Jego mieszkańcy, aby nie stracić ?orientacji w przestrzeni?, często odwiedzali swe dawne strony rodzinne, gdzie pozostały m.in. poświęcone cmentarze, kościoły...
 
 

Prawie nic nie pozostało z królewieckiego Starego Miasta
 

Kościół katolicki w Mamonowie
 
Proces tworzenia nowych struktur wyobrażeniowych, oswajania krajobrazu, poznawania przestrzeni stał się możliwy dopiero dla pierwszego pokolenia urodzonego na Nizinie Pruskiej po wojnie. Dla tego pokolenia krajobraz zastany stał się przekazem informacyjnym jedynym, nie poprzedzony wcześniejszymi doświadczeniami, a własna struktura informacyjna zawarła elementy nabyte drogą bezpośredniej percepcji otoczenia. Pokolenie to ma już własne tzw. wyobrażenia krajobrazowe, wynikające z osobistego doświadczenia analizy przestrzeni. Religia zdawała się dla niego zbędna. Nieobecna na co dzień w przestrzeni architektonicznej oraz mentalnej, była jedynie elementem przeszłości, rodzinnych nienowoczesnych wierzeń. Dla tych jednak, którzy byli wierzący, prowadziła do wewnętrznego rozdarcia. Ich własny krajobraz (Nizina Pruska) pozbawiony był elementu duchowego, trzeba było wyjeżdżać, by móc odnaleźć brakujące w nim elementy.  
Przez 50 lat sowieckiej ideologizacji przestrzeni miejscowy krajobraz ?wzbogacony? został o liczne pomniki bohaterów wojennych, lokalizowane zazwyczaj w miejscach, gdzie wcześniej stawiano krzyże przydrożne. Stare mury kościelne wypełniła wrzawa kinoteatrów i domów kultury.
 
Paweł Ładykowski
Wyświetlony 9174 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.