wtorek, 21 grudzień 2010 12:19

Tabu współczesności

Napisane przez

To co święte, przerażało. Bóg stworzył świat, hipotetyczna zaś możliwość, że mógłby go tak samo w sześć dni zniszczyć, napawała grozą.

Demony, skrzaty, zaświatowcy mogli pomóc człowiekowi, ale mogli go również doprowadzić do zguby. Obrzęd, który został przeprowadzony z pominięciem pewnych, drobnych by się zdawało elementów zapisanych w scenariuszu tradycji skończyć się mógł - używając eufemizmu - raczej niepomyślnie. To dlatego motywowani bojaźnią żydzi nie wymawiali imienia Pana, chłopi wystawiali miskę z jadłem dla dusz zmarłych, a rytuał przeprowadzany był z teatralną dokładnością. By nie kusić. Naruszenie tabu w najlepszym wypadku równało się wykluczeniu ze społeczności.

Tabu obecne jest w kulturze od jej zarania i bez tego marginesu strachu przed pełnym sprzeczności Wszechpotężnym-Nieznanym ta by zapewne nie powstała. Rugowanie tabu rychło mogłoby doprowadzić do samozagłady, o czym wielokrotnie wspominają Święte Księgi i ludowa mitologia. A współczesność tabu łamie... i kpi sobie z norm, mitów i herosów. Konfrontacja z zastanym porządkiem i "akcja akulturowa" (negatyw kultury, czyli - jak postulują etnografowie - nie natura bynajmniej, lecz chamstwo) zdaje się nie tylko programem współczesnej sztuki, lecz demoliberalizmu w ogóle: wszystko wolno, tabu nie ma, a król jest nagi, współczesność tabu łamie... Nie, współczesność jednak tabuizuje!
Po roku 1968 seks wyszedł na ulice, jednakże kwestie płci, orientacji seksualnej obłożone są zakazami. Z jednej strony jest to kodyfikujący język politycznej poprawności, z drugiej zaś - ustanawiane przez państwo poszczególne przepisy, które grożą prawnymi skutkami naruszenia tabu. A poza tym anatema i ostracyzm.
Naród i rasa również awansowały do rangi bogów-demonów, których imienia wspominać nie należy. Otóż przed dwoma laty na scenie jednego z hanowerskich teatrów wystawiono adaptację powieści Agathy Christie Dziesięciu murzynków (Ten Little Niggers), co doprowadziło do protestów obywateli o afrykańskich korzeniach, zgorszonych tym, że "poniżające określenie ÂŤmurzynÂť nadal jest w użyciu". Ich skargi doprowadziły do zajęcia przez radę miasta jasnego stanowiska zdecydowanie przeciwstawiającego się jakimkolwiek formom dyskryminacji, ergo z takim tytułem sztuka musiała zejść z afisza. Apel ojców miasta odniósł skutek, bowiem w lutym bieżącego roku spadkobiercy autorki zgodzili się, aby tytuł kolejnego wydania książki i sztuki teatralnej w języku niemieckim został zmieniony. W miesiąc później szwajcarskie wydawnictwo Scherz-Verlag ogłosiło, że powieść w przyszłości będzie się nazywać A potem nie było już żadnego (Und dann gab’s keines mehr), nawiązując tym samym do jej filmowej wersji z roku 1945 pt. And Then There Were None.
Również w tym roku władze jednego z francuskich miasteczek zmieniły nazwę ulicy, która od stuleci zwała się "Żydłacza" na "Mała Jerozolima". Niebawem zaś władze Polski i Litwy podpiszą umowę o respektowaniu oryginalnej pisowni imion i nazwisk mniejszości narodowych z obu państw.
Cieszę się. Naprawdę radość moja jest wielka, gdyż wbrew apokaliptycznym proroctwom o końcu historii kultura trwa, a jej jądro, jakim jest tabu, pozostało nienaruszone.
Marek Wiener

Wyświetlony 5536 razy

Najnowsze od Marek Wiener

Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.