wtorek, 21 grudzień 2010 15:47

Prusy orientalne

Napisane przez

Obwód kaliningradzki (królewiecki) jest stosunkowo mało znaną ziemią sąsiadującą z Polską. Złożyło się na to szereg przyczyn, z których najważniejszą była ta związana z funkcją militarną. Obwód ten był po prostu zapleczem dla licznych baz Armii Sowieckiej.

Pomiędzy Polską a tą częścią Rosji nie było żadnego przejścia granicznego. Nie można było nawet przepłynąć torem wodnym z Zatoki Gdańskiej, przez Rynnę Piławską i Zalew Wiślany, do Elbląga (co przecież zagwarantowała umowa dwustronna). Bardzo rzadkie wycieczki oficerów polskich przekraczały granice obwodu od strony Litwy, albo wizytowały port w Bałtijsku. Poza tym od czasu do czasu w latach 60. I 70. Urządzano propagandowe wiece i potańcówki-popijawy w pasie przygranicznym. Uczestniczyły w nich tylko komunistyczna nomenklatura i jej podopieczni z PGR-ów.
Obecnie na teren obwodu można się dostać bez większego trudu - jedynym liczącym się utrudnieniem jest mała przepustowość drogowych przejść granicznych. Skrawek Rosji nad Bałtykiem jest wart zwiedzania. Przy zachowaniu minimum ostrożności i zdrowego rozsądku warto również robić interesy. Tylko dwóch rzeczy nie warto robić: osiedlić się tam na parę lat (a tym bardziej na zawsze) i związać się rodzinnie.
Ziemie obwodu królewieckiego w wieku XVI stały się lennem Polski. Prusy Książęce pozostawały w zależności od Polski do roku 1657 (traktaty welawsko-bydgoskie). Później weszły w skład państwa pruskiego, a następnie zjednoczonych Niemiec. Zwano je wówczas Prusami Wschodnimi.
W maju 1939 r. na terenie obecnego obwodu królewieckiego mieszkało 1157 tys. osób, w ponad 99% byli to Niemcy. Niewielka ilość Mazurów zamieszkiwała okolice Puszczy Rominckiej i sam Królewiec. Na południowym Poniemniu mieszkali również Żmudzini. Większość ludności wyznawała luteranizm, katolikami byli wyłącznie Warmiacy i nieznaczna liczba Niemców z Królewca.
Od Prus Wschodnich do Prus Orientalnych
W roku 1945 w wyniku operacji wschodniopruskiej Armia Czerwona zajęła cały obszar Prus Wschodnich. Atakując 13 I z podstawy operacyjnej Niemen-Szyrwinta-Biebrza-Narew, wojska sowieckie do 9 II rozcięły siły niemieckie na trzy izolowane części, których likwidację powierzono na początku marca wojskom 3 Frontu Białoruskiego. "Kocioł warmiński" nad Zalewem Wiślanym padł 29 III, Królewiec - oblężony od 25 I - został zajęty dopiero 9 IV. Ostatni punkt oporu "kotła sambijskiego", czyli port wojenny w Piławie, Armia Czerwona zdobyła 25 IV. Nieatakowane oddziały niemieckie na Mierzei Wiślanej poddawały się w dniach 8-15 V 1945 r.
Ludność cywilną Prus Wschodnich spotkał wyjątkowo okrutny los. Wkraczające wojska sowieckie dopuszczały się licznych gwałtów i mordów, łącznie z wymordowaniem całych wsi i dzielnic miast. Mordowano pospołu Niemców, Mazurów i Litwinów. Zdezorganizowana, żywiołowa ucieczka w warunkach zimowych również powodowała liczne ofiary - z głodu, zimna, braku lekarstw i na zatapianych masowo przez Czerwoną Flotę statkach z banderą czerwonokrzyską. Szczególnie "zasłynęły" przy tym wojska 3 Frontu Białoruskiego, dowodzone przez gen. Iwana Czerniachowskiego (zginął na polu walki), nacierające na terenie obecnego obwodu królewieckiego i północnej części województwa warmińsko-mazurskiego. W sumie z ok. 800 tys. ludności cywilnej zginęła więcej niż połowa. Ewakuowano jedynie piątą część ludności cywilnej. Prawie 100 tys. cywili deportowano na kresy ZSRR, do "archipelagu GUŁag" (prawie nikt z nich nie przeżył), zaś pozostałe 100 tys. wysiedlono w roku 1947 do sowieckiej strefy okupacyjnej Niemiec.
Napływające informacje o rzezi w Prusach Wschodnich nie tylko doprowadziły do wzmożenia oporu niemieckiego, lecz także miały wpływ na "zaszarganie" opinii o Armii Czerwonej jako całości.
A przecież na ogół regularna armia sowiecka nie odbiegała specjalnie zachowaniem od Wermachtu i sił alianckich. Ponadto przyczyniły się do wykonywania na masową skalę hitlerowskiego "Nerobefehl", czyli rozkazu zostawiania za sobą opustoszałej i zupełnie zrujnowanej ziemi.
Stalin wprawdzie pragnął mieć swój "kusok giermanskoj ziemli", niemniej zupełnie nie miał pojęcia, co z tym "kąskiem" zrobić. Już wiosną 1945 r. wyznaczył arbitralnie granicę z Polską (wzdłuż niemal prostej linii), po czym zaproponował wcielenie okolic Królewca do Litewskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Ale litewscy komuniści wcale nie chcieli tego "kąska", gdyż mieli kłopoty z lituanizacją Małej Litwy, czyli okręgu Kłajpedy. Poza tym sowietyzacja Litwy spotkała się z silnym oporem (partyzantka istniała aż do końca lat 50.), zaś do czasu wysiedlenia resztek Niemców z Prus Wschodnich walczyły nieregularne bandy. Były one złożone z wojskowych niemieckich i dezerterów sowieckich, a także z mścicieli.
Tu mała dygresja: część Litwinów, m.in. powołując się na propozycję Stalina, żąda przyłączenia obwodu kaliningradzkiego do Litwy. Zwolennikiem tego rozwiązania jest sam Vytautas Landsbergis.
Wobec oporu litewskich komunistów, Stalin wcielił te ziemie do Rosji. Utworzył 7 IV 1946 r. obwód kaliningradzki, będący półenklawą Rosyjskiej Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Radzieckiej. Ziemia ta została zasiedlona przez osadników wojskowych oraz cywilnych, werbowanych z najbardziej zniszczonych wojną okolic Rosji (Nowogród Wielki, Psków, Smoleńsk) i Białorusi. Dziś w obwodzie przeważają Rosjanie, zaś ok. 1/4 ludności stanowią Białorusini. Nawet w końcowym okresie istnienia ZSRR w obwodzie królewieckim trwały prześladowania religijne i "krzewiono kulturę świecką". Dopiero po upadku Gorbaczowa mogły powstać pierwsze kaplice prawosławne. Budowa pierwszej cerkwi w Królewcu, pod wezwaniem Chrystusa Zbawiciela, jeszcze trwa.
Bursztynowy kraj
Przy dworcu w Królewcu wisi olbrzymi neon "Dobro pożałowat’ w Jantarnyj kraj" ("Wszystkiego najlepszego w bursztynowym kraju"). Istotnie, bursztyn jest największym skarbem tej ziemi. Z bogactw naturalnych są tu jeszcze tylko: ropa naftowa, gaz ziemny, torf i sole potasowe. I nie są to złoża na tyle zasobne, by zaspokoić potrzeby niewielkiego w końcu obwodu.
Odkrywkowa kopalnia bursztynu znajduje się w Palmnikach (Jantarnyj), tuż przy urwisku klifu sambijskiego. Jest równie niedostępna i podobnie skwapliwie strzeżona jak kopalnia diamentów na południe od Lüderitz w Namibii. Uzbrojeni strażnicy odsyłają zainteresowanych bursztynem turystów do muzum w pobliskim Królewcu, mieszczącym się w starej twierdzy. A jeśli ktoś zechce mieć własne bursztyny, może w ciągu dnia uzbierać na plaży kilkaset sztuk, jakieś ćwierć kilo. Może również kupić bursztynową biżuterię, ale miejscowym jubilerom daleko do pruskich mistrzów, którzy stworzyli Bursztynową Komnatę. Niedorobione bursztyny i amatorskie rękodzieło można kupić na bazarach Królewca i Swietłogorska.
Na Sambii znajdują się słynne kąpieliska morskie, pełniące również rolę uzdrowisk. Są to: Warniki (Primorie), Swietłogorsk i Kraniec (Zielenogradsk). Uzdrowiska te są obecnie chętnie odwiedzane przez Niemców i "nowych Rosjan", Polacy wolą raczej kurorty Litwy i Łotwy, gdzie są podobne warunki, ale za to niższe ceny i obsługa nie odnosi się do nas wrogo.
Krajobraz obwodu kaliningradzkiego jest mało zróżnicowany, pochodzenia głównie polodowcowego. Większą część zajmuje Nizina Staropruska, będąca częścią Pobrzeża Wschodniobałtyckiego. Południowo-wschodni skrawek należy do Pojezierza Wschodniobałtyckiego. Znajdują się tu: spore Jezioro Wisztynieckie (ok. 118 km kw.) i najwyższy punkt półenklawy: 230 m npm. (góra Dozor). Z kolei nad Zalewem Kurońskim znajdują się dwa nieduże poldery-depresje.
Na południe od Półwyspu Sambijskiego, oddzielona od niego wąską Rynną Piławską, rozciąga się Mierzeja Wiślana. Oddziela ona od otwartego morza ujściową zatokę Niemna - Zalew Kuroński. Półwysep Sambia, wysoczyzna Niziny Staropruskiej, opada stromym klifem ku Bałtykowi. Zarówno Sambia, jak i obie mierzeje, posiadają szerokie, piaszczyste plaże.
Główną rzeką obwodu jest Pregoła, mająca 125 km długości, a powstała z połączenia trzech rzek: Pisy, Węgorapy i Instrucza. Od Litwy obwód Kaliningradzki jest oddzielony dolnym Niemnem, przy czym większa część delty Niemna należy do tego obwodu. Większe rzeki dorzecza Niemna i Pregoły, związane kanałami, tworzą system dobrych szlaków żeglugi śródlądowej. Niestety, biegnący z terenu Polski ku Ławie (Łynie) Kanał Mazurski obecnie jest nieżeglowny. Jedynym wodnym połączeniem żeglownym Polski i półenklawy rosyjskiego jest szlak z Elbląga i Fromborka do Królewca (ale to jest trasa żeglugi kabotażowej).
Klimat obwodu królewieckiego przypomina ten z przyległej części północnej Polski: przechodni od morskiego do kontynentalnego, umiarkowany. Średnie temperatury stycznia wynoszą od -2 do -6 stopni Celsjusza, lipca od +15 do +17 stopni. Roczna suma opadów wynosi ok. 700 mm.
Obwód królewiecki ma charakter rolniczy, ale na ogół warunki glebowe należą do złych (gleby polodowcowe, jedynie w centrum Niziny Staropruskiej występują urodzajne aluwia i czarnoziemne pobagienne). Lasy zajmują nie więcej niż 20% powierzchni obwodu. Większe kompleksy leśne to Las Polesski nad Dejmą i Puszcza Romincka (Krasnyj les) przy granicy z Polską i Litwą. W warunkach naturalnych byłyby to lasy mieszane z dużą domieszką świerka w głębi lądu i sosny na wybrzeżu, ale obecnie jest to monokultura sosnowo-świerkowa.
Półenklawa kaliningradzka, odległa od Moskwy o 1200 km, granicząca z Polską (120 km granicy) i z Litwą (300 km), z rzadko zamarzającym systemem portowym Królewca, została ogłoszona w roku 1990 Wolną Strefą Ekonomiczną "Jantar". Wymogła to na Moskwie miejscowa nomenklatura, żywiołowo uwłaszczająca się i mająca wsparcie korpusu oficerskiego armii i floty, również dążącego do wzbogacenia się. Tak więc "Jantar" ma odcień czerwony...
Rynek dowolny, niezupełnie wolny
Zarówno gubernator Matoczkin, jak i administracja Jelcyna pragnęli uczynić z wielkiego garnizonu kresowego bogate okno wystawowe Rosji. Chodziło tu także o rozładowanie ewentualnego zarzewia, jakim mogłaby być niezadowolona i liczna armia, powiększona jeszcze o jednostki ewakuowane z Niemiec i Polski. Strefa "Jantar" miała być obszarem wolnocłowym, o wolnorynkowej gospodarce. Ale byłoby to "zabójcze dla tutejszych nierentownych przedsiębiorstw, które musiałyby natychmiast zbankrutować", jak pisał Konrad M. Kołodziejski. Toteż władze obwodowe zapewniły sobie prawo do nakładania cła na niektóre towary oraz wprowadziły opłaty za... bezcłowy wwóz towarów. Ponadto niemiłosiernie pokomplikowały zasady nabywania ziemi poprzez podmioty zagraniczne oraz wprowadziły liczne koncesje i ograniczenia.
No cóż, nomenklatura komunistyczna, która zawłaszczyła prawie cały majątek państwowy, w tym także port morski w Królewcu, jest żywotnie zainteresowana, aby nie mieć żadnej konkurencji zagranicznej. Nie tylko nie potrafi gospodarować, ale także - licząc na przychylność administracji - wyciąga ręce po dotacje. Oczywiście, kończy się to jakże często klapą zakładu. Poza rybnym, prawie wszystkie zakłady przemysłu spożywczego zostały "załatwione" przez kiełbasy z Litwy, ser z Polski itd.
Skomplikowane przepisy, często uznaniowe, plus rozrost kasty urzędniczej, szybko rozwijającej się za obecnego gubernatora Gorbienki, równają się powszechnemu łapówkarstwu. Jeśli doliczymy do tego padające firmy "nomienkłaturszczyków" i niewydolne spółki rolne (nieraz opierające się na systemie pańszczyzny, powstałe na miejscu dawnych kołchozów), to już wiemy, jak robić tu interesy. A że obwód jest częścią wielkiego rynku rosyjskiego, przyległą do Polski, to już wiemy, że należy robić interesy.
Niestety, przed polskimi firmami piętrzą się jeszcze inne trudności, jakich nie mają firmy obce. Po pierwsze, nadal jesteśmy traktowani jako zdrajcy, którzy doprowadzili do upadku olbrzymiego imperium, rozmontowując w krótkim czasie Układ Warszawski i Radę Wzajemnej Pomocy Gospodarczej. Po drugie, jesteśmy państwem należącym do NATO i jednocześnie słowiańskim, czyli lepiej z dwulicowcami ostrożnie... Po trzecie królewiecka Polonia jest nader nieliczna i nie może stanowić dla nas wsparcia w utarczkach z urzędami, jak to się dzieje w przypadku Litwinów. Po czwarte, Rosjanie nadal nie potrafią nam wybaczyć zdobycia Moskwy w XVII wieku (absurdalne, ale prawdziwe). Po piąte, brak jest asekuracji polskich firm ubezpieczeniowych, uważających inwestycje i transakcje w "Jantarze" za obarczone zbyt wysokim ryzykiem.
Polskie firmy tracą też przez nieznajomość rosyjskich i królewieckich przepisów prawnych. Według konsula Zbuckiego, podpisują błędnie sporządzone kontrakty, często wyłącznie w języku rosyjskim, za to bez obowiązkowej zgody banku rosyjskiego na zapłatę przez tutejszy podmiot. W Królewcu nie istnieje też ani jedna kancelaria adwokacka, która mogłaby służyć pomocą w przedzieraniu się przez merkantylistyczną dżunglę. Pomocą może służyć wyłącznie przedstawicielstwo Elbląskiej Izby Przemysłowo-Handlowej (inne przedstawicielstwa może kiedyś powstaną...).
W tym miejscu należałoby też napisać o głupocie wielu biznesmenów z Polski, którzy uważają, że "Ruski wszystko kupi, byle tanio, tłusto i słowiańsko". Jeżeli znajdują się takie firmy, które rzeczywiście chcą kupić "tanio, tłusto i słowiańsko", to są to przedsiębiorstwa złodziejskie. Oczywiście, nie ma co liczyć na zapłatę całej sumy. Tymczasem wymagania firm rosyjskich z obwodu królewieckiego są wysokie - na ogół wybierają produkty dobrej jakości, po umiarkowanej cenie. Do tego dochodzą też odroczone terminy płatności, jakie oferują firmy zachodnie. Nic dziwnego, że przedsiębiorstwa (i towary z dopłatami proeksportowymi) z Zachodu wygrywają z tymi z Polski. A przecież w Królewcu na ok. 1,5 tys. zarejestrowanych spółek z kapitałem zagranicznym ponad 1/4 to firmy polskie.
Jak na razie, w eksporcie polskim przeważa żywność, zaś w imporcie - nawozy, węgiel i paliwa. Bilans handlowy jest dodatni. Nie jest to jednak cała prawda, gdyż sporą część stanowi nie ujęty w statystykach przemyt oraz "mrówczy" import papierosów i wódki.
O ile na trasie do Tylży i Wystrucia wystarczy drogowe przejście graniczne pod Gołdapią, o tyle dwa przejścia na trasie do Królewca (Bezledy i Gronowo) są blokowane przez drobnych handlarzy i "mrówki", co stanowi poważny problem dla turystów i przedsiębiorców. Problem można rozwiązać tylko przez budowę trzeciego przejścia - w Grzechotkach - oraz międzynarodowe negocjacje. Jak na razie, rząd zdobył się tylko na usunięcie dotychczasowych celników z Bezledów. To stanowczo za mało.
Tak więc najszybciej można się dostać do Królewca koleją (z Elbląga jeżdżą bezpośrednie pociągi, przy czym nie ma zmiany rozstawu osi wagonów), albo też samolotem (istnieje międzynarodowe lotnisko Kaliningrad-Chrabrowo). Większe partie towarów warto przewozić drogą żelazną lub morzem, droga samochodowa to ostateczność.
Sam obwód kaliningradzki ma gęstą, jak na stosunki rosyjskie, sieć kolei (niemniej jest to tylko 40% długości przedwojennej), w miarę przyzwoite drogi (ale nie w samej stolicy obwodu) oraz - jak wspomniałem - rozwiniętą sieć dróg wodnych. Najlepsze połączenie z Rosją wiedzie szlakiem żeglugi bałtyckiej, gorsze są połączenia kolejowe i drogowe, gdyż wiodą przez dwie granice.
Przyzwoita infrastruktura komunikacyjna obwodu umożliwiła prawie bezproblemowe rozładowanie wojskowego "przeludnienia", umożliwiając przeformowanie i wysyłkę w głąb Rosji transportów wojskowych. Niemniej nadal jeszcze w obwodzie królewieckim jest za dużo wojska - m. in. ponad 850 czołgów. Nadal są miasta (i porty) zamknięte przed cudzoziemcami. Przykładem może być Piława (Bałtijsk), odziedziczona po Niemcach ogromna baza marynarki wojennej. Ale już po drugiej stronie szerokiej na 800 m Rynny Piławskiej mieszkańcy przedmieścia Piławy, zwanego Kosą, domagają się otwarcia przejścia granicznego na Mierzei Wiślanej i zmiany charakteru osady na dostępną dla cudzoziemców.
Jacek B. Bińkowski
współpraca: Katarzyna Makowska
Wyświetlony 17011 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.