piątek, 26 luty 2010 20:06

Witamy w kołchozie!

Napisał
Pierwsze efekty ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego nie kazały na siebie długo czekać. Jak wiadomo, zgodnie z jednym z zapisów owego traktatu decyzje w najważniejszych kwestiach dotyczących Unii podejmowane będą większością głosów, a nie, jak dotychczas, przez ogólną zgodę.

Otóż do tej pory brak takiej zgody uniemożliwiał uzyskanie kredytu z Europejskiego Banku Inwestycyjnego przez Gazprom i jego niemieckich sojuszników na budowanie gazociągu bałtyckiego. W tej chwili sytuacja się zmieni, gdyż do podjęcia takiej zgody wystarczy kwalifikowana większość 18 państw, a taką Niemcy i Rosjanie bez trudu znajdą. Co to oznacza? Oznacza to, że rurociąg, za pomocą którego nasi sąsiedzi chcą odnawiać historyczne kontakty i zacieśniać wzajemne stosunki, nie tylko powstanie, ale przy okazji będziemy zmuszeni współfinansować tę kosztującą już we wstępnych wyliczeniach ponad 7 miliardów euro inwestycję.
To prawdopodobnie tylko drobna zapowiedź tego, ku jakiej przyszłości prowadzą nas, nagle bardzo solidarnie, premier z prezydentem. Ponieważ obaj wyglądają na w miarę rozgarniętych, trudno podejrzewać, aby takich konsekwencji nie przewidzieli. O tym, że traktat stanowi zagrożenie dla suwerenności Polski mówiono już od dawna. Zresztą już od czasu akcesji do UE wskazywano na niebezpieczeństwo związane z oddawaniem kompetencji polskich władz organom centralnym w Brukseli, które nadzwyczaj skore są do szczegółowego decydowania o tym, co poszczególni obywatele UE powinni robić. W ten sposób Europa, zamiast być zbiorem wolterowskich ogródków, które każdy uprawiałby po swojemu, staje się rodzajem sowieckiego kołchozu, gdzie wszelkie ?kwoty? i ?normy? podaje się odgórnie i z kilkuletnim wyprzedzeniem. W takiej sytuacji trudno liczyć na to, że ktoś gdzieś będzie mógł siać sobie po swojemu na zagonku szczypiorek czy rzeżuchę. Prawdopodobne jest raczej to, że ambicje planistów pójdą w kierunku gigantomanii, czego przykładem jest właśnie rurociąg bałtycki, wpisujący się doskonale w dobrą tradycję wielkich, nieopłacalnych budów w rodzaju Kanału Białomorskiego, do których budowy zaprzęgano ludzi siłą.
Czyżby zatem nasi włodarze celowo wprowadzali nas w błąd, mówiąc o tym, jak wielką szansą dla Polski jest wejście do wielkiej rodziny narodów europejskich? Co do premiera, raczej specjalnych wątpliwości nie ma. Ostatecznie po to właśnie przez dwa lata hodowano go i pompowano, po to zmobilizowano wszystkie jawne i niejawne ośrodki kształtowania opinii publicznej, by Polska swoimi decyzjami nie rzucała kłód przed parowóz dziejów, kierowany przez ludzi realizujących po raz kolejny swoją wizję raju na Ziemi, w którym wszyscy dostaną po równo, a ci, którzy rozdają, dostaną więcej. Natomiast postawa prezydenta może niektórych co bardziej naiwnych obserwatorów sceny politycznej (a do takich zalicza się piszący te słowa) dziwić. Czyżby na tym miała polegać obrona ?polskiej racji stanu?, o której tyle mówiono? Czy może mamy do czynienia z jakimś elementem wyrafinowanej strategii, w której takie taktyczne ustępstwa doprowadzić by miały ostatecznie do wielkiego zwycięstwa? Trudno powiedzieć, zwłaszcza że podstawową stawką w tej grze zdaje się być przetrwanie partii, kwestia narodowa zaś traktowana jest instrumentalnie. Tak czy owak, w kontekście tych działań wszelkie wcześniejsze próby obrony zdrowego rozsądku i lokalnych swobód, np. w wypadku budowy obwodnicy augustowskiej, wyglądają komicznie. Czyżby chodziło tylko o widowiskowe dryblingi, które miałyby ukryć smutną prawdę, że cały mecz od początku był sprzedany? Zapewne jeszcze się dowiemy.
Najzabawniejsze natomiast jest to, że informację o możliwości przegłosowania Polski w sprawie kredytowania bałtyckiego rurociągu jako pierwsza podała ?Gazeta Wyborcza?. Naiwność czy prowokacja? A może wkraczamy w jakiś nowy etap? W każdym razie goszczący w radiowej trójce u Wojciecha Manna dziennikarz GW był szczerze zdziwiony tym, że takie rzeczy się dzieją. Jak stwierdził, w trakcie dyskusji nad traktatem o takim czymś w ogóle nie było mowy. Ponieważ jego zdziwienie wyglądało na całkiem szczere, można podejrzewać, że dziennikarz ów do specjalnie bystrych nie należy, co zapewne stanowi wyraz polityki kadrowej Agory. Wśród cwaniaków zawsze dobrze trzymać paru pożytecznych idiotów dla uwiarygodnienia całej hecy. Jednak skoro się dziwi ? to bardzo dobrze. Ostatecznie, jak mawiał Arystoteles, ze zdziwienia rodzi się filozofia. A stąd już tylko krok do wiązania skutków z przyczynami. Wówczas człowiek może sobie wykuć na miedzianym czole smutne memento, które wyśpiewał w 1981 roku Jacek Zwoźniak:
Kiedy przyjdą odebrać twój dom,
Jeśli zechcą ci go zapaskudzić,
To nie czekaj, aż zbudzi cię dzwon,
Bo się z ręką w nocniku obudzisz.

4 kwietnia 2008
 
Wyświetlony 2028 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.