niedziela, 19 grudzień 2010 11:39

Liberalna koncepcja państwa (3) - Zadania państwa liberalnego

Napisał

Kolejny fragment pracy magisterskiej Tomasza Cukiernika, obronionej w tym roku na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Autor prezentuje w niej prawicowe koncepcje państwa oraz precyzuje i porządkuje terminologię liberalną.

Ograniczona administracja

 

Każde państwo, aby móc rządzić, musi mieć sprawną administrację. Liberałowie opowiadają się za jak najmniej rozbudowaną adminis­tracją z kilku powodów. Po pierwsze, wynika to już z sa­mej koncepcji państwa liberalnego, które powinno wykonywać niewiele zadań i w związku z tym, by zadania te spełniało, wystarczy ograniczona liczba urzędników.
Po drugie, administracja jest kosztowna, więc im będzie mniejsza, tym będzie tańsza. Państwo musi płacić nie tylko na utrzymanie biurokracji, czyli na pensje dla urzędników, wyposażenie biur, odpowiedni sprzęt, materiały itd., ale również na zadania, które są powierzane administracji. Tym samym im większa administracja, która na dodatek jest nieproduktywna i nie podnosi dochodu narodowego, tym bardziej obciążeni są podatnicy. Biurokracja to ?nienasycony smok pożerający wszystkie środki [finansowe], jakie uda się mu tylko wytargować?1. Urzędnicy ?nie oszczędzają, wiedząc, że jeśli nie wydadzą przyznanych im pieniędzy, w następnym roku minister finansów może im dać mniej?2.
Po trzecie, ?im mniejszy jest aparat władzy państwowej i im bardziej ograniczone są jego funkcje, tym mniejsze jest niebezpieczeństwo, że znajdą w nim odbicie interesy grupowe, a nie interes ogólny?3. A przecież państwo powinno dbać o interesy całego społeczeństwa, a nie poszczególnych grup interesu, ponieważ szko­dzi to ogółowi. Często zdarza się również tak, że urzędnicy wykonują swoje zadania w taki sposób, aby uzyskać jak najwięcej korzyś­ci prywatnych, nie zważając na dobro publiczne. Im więk­sza biurokracja, tym ska­la tego negatywnego zjawiska jest oczywiście większa.
Po czwarte, ?ogromna biu­rokracja federalna [w USA], rosnąca dzięki licznym departamentom i niezależnym agencjom, znajduje się dosłownie poza jakąkolwiek kontrolą wybranych przedstawicieli narodu?4 . Tak samo sytuacja wygląda w Polsce, gdzie istnieją tysiące niepotrzebnych urzędów, agencji rządowych, funduszy celowych, zarówno na szczeblu centralnym, jak i samorządowym. Profesor ekonomii Wacław Wilczyński5  uważa, że większość z nich należy zlikwidować, a pozostałe sprywatyzować. Według niego rozmaite agencje i fun­dusze są często kanałami wypływu pustego pieniądza. ?Nie wolno kontynuować PRL-owskiej tradycji powoływania nowego urzędu czy nowej instytucji tylko dlatego, że pojawił się jakiś nowy problem (?) Agencja Rynku Rolnego będzie zawsze skupować produkty rolne po cenach wyższych od światowych, jeśli się ją pozostawi przy życiu i da jej pieniądze?6. Wiele urzędów jest dublowanych, a zdarza się, że nawet trzy różne urzędy wykonują tę samą pracę!
Po piąte, jak uważa profesor Antoni Kamiński z Instytutu Studiów Politycznych PAN, ?rozdęta ponad wszelką miarę administracja sprzyja korupcji, gdyż rozmywa odpowiedzialność i kompetencje?7 . Natomiast Filip Gawryś twierdzi, że ?nie­wydolna i źle zorganizowana administracja państwowa nie sprzyja rozwojowi gospodarczemu. Niepre­cyzyjne sformułowania w prze­­pisach prawa prowadzą do tego, że państwowy urzędnik staje się dla podmiotów gos­podarczych atrakcyjny, jako obiekt po­­ten­cjalnej korupcji?8 ? problemem korupcji zajmę się w dalszej części tej pracy.
Po szóste, ?biurokracja osłabia inwencję twórczą i chęć działania, a pomysły grzęzną w szufladach na kolejnych piętrach biurokratycznej piramidy?9. To samo zjawisko, ale w ostrzejszej formie zauważa w Stanach Zjednoczonych Milton Friedman, który bezpardonowo krytykuje: ?biurokraci wyż­szych szczebli są niezrównanymi mistrzami w posługiwaniu się przepisami do opóźniania lub udaremniania planów, których nie po­pierają; w wydawaniu norm i przepisów ?interpretujących? ustawy, a de facto zmieniających ich ducha, bardziej subtelnie czy bardziej brutalnie; w ślimaczym egzekwowaniu tych fragmentów ustaw, do których ustosunkowani są nieprzychylnie ? a jednocześnie w sprawnym wykorzystaniu tych, którym sprzyjają?10.
Po siódme, administracja jest marnotrawna, nieskuteczna, powolna, a na dodatek jej ?dolna granica efektywności, będąca dowodem sukcesu, jest bardzo odległa i trudna do zdefiniowania?11. Prezydent Stanów Zjednoczonych Ronald Reagan w latach 1982-84 powołał tzw. komisję Grace?a, która ustaliła, że gdyby państwo było prowadzone tak jak przedsiębiorstwa prywat­ne, ?można byłoby zmniejszyć jego budżet o jedną trzecią?12. W Polsce ten współ­czynnik jest na pewno jeszcze bardziej niekorzystny. Dlaczego tak się dzieje? Wyjaśnia to Ludwig von Mises. Według niego przyczyną takiego stanu jest fakt, że ?w administracji publicznej nie istnieje związek pomiędzy przychodem i wydatkami. Służby publiczne jedynie wydają pieniądze; (?) W administracji publicznej nie istnieje cena rynkowa na osiągnięcia?13. Jednak nie wymyślono innego systemu zarządzania państwem, który byłby bardziej efektywny i mniej marnotrawny. Jedyne co państwo może zrobić, to ograniczać wydatki na samą administrację. Dlatego liberałowie są za jak najmniej licz­ną administracją, bo wtedy mniej pieniędzy podatników zostanie roztrwonionych.
Z tych powodów liberałowie opowiadają się między innymi za prywatyzacją wydziałów ksiąg wieczystych w sądach, których praca jest bardzo wolna i ciągle narastają zaległości we wpisach. Aktualnie ?w niektórych warszawskich gminach na wpis do księgi wieczystej trzeba czekać dwa, trzy lata, a w Gorzowie Wielkopolskim (?) nawet pięć?14. Powoduje to wzrost korupcji w sądach, a także utrudnia obrót nieruchomościami. Rejestry mogłyby prowadzić wyspecjalizowane prywatne kancelarie prawnicze, podobnie jak to jest obecnie z kancelariami notarialnymi: ?prywatni rejestratorzy byliby wynagradzani za efekty swojej pracy, więc zależałoby im na tym, by świadczyć usługi rzetelnie, szybko i niedrogo (?). Dokonanie wpisu trwałoby nawet dziesięć razy krócej niż teraz?15.
Po ósme, im bardziej jest rozbudowana administracja państwowa, tym więcej uchwala praw, co również nie podoba się liberałom, ponieważ utrudnia to prowadzenie działalności gospodarczej, jak i życie zwy­kłych obywateli. Ludzie nie są w stanie przeczytać wszyst­kich przepisów, nie mówiąc o ich przestrzeganiu. Często uchwala się prawa całkowicie ze sobą sprzeczne. Liberałowie w tej kwestii zgadzają się z Tacytem, który powiedział: ?im bardziej chore jest państwo, tym więcej w nim ustaw i rozporządzeń?. W Polsce z roku na rok ?Dzienniki Ustaw? są coraz grubsze (wykres nr 1). 11 marca 1999 roku obowiązywała w Polsce między innymi następująca ilość aktów prawnych: 571 ustaw, 62 dekrety, 11 rozporządzeń z mocą ustawy, 3418 rozporządzeń, 1566 zarządzeń, 581 uchwał, 277 obwieszczeń, 64 komunikaty itd.16 
 

Wykres nr 1
 
 
Nie lepiej pod tym względem wygląda sytuacja w Stanach Zjednoczonych: ?nie ma takiej moż­liwości, aby 435 członków Izby Reprezentantów i stu senatorów było poinformowanych o wszystkich rodzajach działań, dla których obecnie stanowią prawo. Prezydent i członkowie jego trzynastoosobowego gabinetu nie są w stanie zaznajomić się ze wszystkimi działaniami, którymi mają zarządzać. Samo przeczytanie przez naszych ustawodawców wszystkich projektów ustaw, nad którymi ma­ją głosować, zajęłoby o wiele więcej niż dwadzieścia cztery godziny dziennie, nie mówiąc już o ich zbadaniu i ocenie. Mimo to uchwalają oni prawa?17.
Tymczasem ?od 1933 do 1982 roku populacja Stanów Zjednoczonych nawet się nie podwoiła, a całkowita liczba pracowników samego rządu federalnego wzrosła prawie pięciokrotnie?19. W Polsce sytuacja wygląda jeszcze gorzej: ?od początku lat 90. polska administracja centralna rozrosła się trzykrotnie, licząc w 1997 r. już 140 tys. osób?20. W 2000 roku było w Polsce około 315,3 tys. urzędników, czyli dwa razy więcej niż na początku 1990 roku! (wykres nr 2). W latach 1993-99 realne wydatki na same urzędy naczelnych organów władzy21 wzrosły o ponad 100%!22  Warto także odnotować, że kancelaria prezydenta II RP zatrudniała niecałe 30 osób, a kancelaria Prezydenta Kwaśniewskiego zatrudnia aż około 500 osób!
 

Wykres nr 2
 
 
Jednak najgorsza sytuacja pod tym względem jest w Unii Europejskiej. Przerost administracji w Unii Europejskiej jest ? według Aleksandra Halla ? jednym z większych problemów, z którymi boryka się Unia23. Sama Komisja Europejska zatrudnia w Brukseli ponad 20 tys. biurokratów!24 W Sta­nach Zjednoczonych urzędników jest ? w stosunku do liczby obsługiwanych obywateli ? o połowę mniej niż w Europie25. W Polsce na 1000 mieszkańców przypada 19 urzędników, w Niemczech ? 39, a w Belgii ? 100!26  Liberałowie z ?Najwyższego CZASu!? obawiają się, że ?już niedługo mogą się ziścić słowa Romana Prodiego, który [jako przedstawiciel Unii Europejskiej] swego czasu stwier­dził, że w Polsce potrzeba dodatkowych 100 tysięcy etatów urzędniczych, tak by wszystko poprawnie funkcjonowało?!27 
W polskiej administracji samorządowej sytuacja wy­gląda jeszcze gorzej. W War­szawie w 2000 roku było 779 radnych, podczas gdy w kilka razy większym Nowym Jorku ? 81 radnych, a w niewiele od Warszawy mniejszym San Diego ? zaledwie siedmiu29 . W innych polskich miastach nie jest lepiej. Liczba pracowników urzędu miejskiego w Częstochowie wzrosła ze 167 w roku 1990 do prawie 700 pod koniec roku 199830.
Z tych wszystkich powodów liberałowie optują za radykalnym zmniejszeniem liczby urzędów i urzędników do racjonalnej ilości. Unia Polityki Realnej proponuje zmniejszenie liczby ministerstw do siedmiu: skarbu, spraw zagranicznych, sprawiedliwości, wojska, policji, administracji i ochrony środowiska31. Ponadto wysuwa propozycję likwidacji wszyst­kich agencji rządowych, funduszy celowych itp. oraz zmniejszenie Sejmu do 120 posłów. Wtedy zarówno marnotrawstwo, korupcja, jak i arbitralna władza urzęd­ników oraz inne wady biurokracji nie zostaną co praw­da zlikwidowane, bo jest to niemożliwe, ale zostaną ograniczone do rozsądnego minimum.
Przypisy:
 1 Kudzia P., Pawelczyk G., Biurokr(e)acja, ?Wprost? 1998, nr 4, s. 33.
 2 Tamże, s. 34.
 3 Friedman M. i R., Friedman M. i R., Wolny wybór, Sosnowiec 1996, s. 285.
 4 Tamże, s. 286.
 5 Profesor Wacław Wilczyński jest związany z Akademią Ekono­miczną w Poznaniu, jest człon­kiem Komitetu Nauk Ekonomicznych PAN, przewodniczącym Rady Ekonomicznej przy prezesie NBP oraz przewodniczącym Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego (na podstawie: ?Wprost? 2001, nr 36).
 6 Wilczyński W., Plan Wilczyńskiego, ?Wprost? 2001, nr 36, s. 27.
 7 Hyży A., Kluzik Rostkowska J., Biurokratura, ?Wprost? 1999, nr 5, s. 32.
 8 Gawryś F., Szyderczy uśmiech socjalizmu, ?Rzeczpospolita? 1999, nr 68, Dodatek: ?Urzędnicy, przepisy, decyzje?.
 9 Kudzia P., Pawelczyk G., Biurokr(e)acja, ?Wprost 1998, nr 4, s. 33.
 10 Friedman M. i R., Wolny?, s. 286.
 11 Friedman M. i R., Tyrania status quo, Sosnowiec 1997, s. 56
 12 Sorman G., Rozwiązanie liberalne, Wydawnictwo ?Kurs? 1985, s. 62.
 13 L. von Mises, Biurokracja, Lublin 1998, s. 64.
 14 Trębski K., Wieczysta poczekalnia, ?Wprost? 2002, nr 15, s. 47.
 15 Tamże, s. 48.
 16 Domagalski M., Pomniki pośród makulatury, ?Rzeczpospolita? 1999, nr 68, dodatek: ?Urzędnicy, przepisy, decyzje?.
 17 Friedman M. i R., Tyrania?, s. 55.
 18 Madelski M., Stachanowcy z Wiejskiej, ?Najwyższy CZAS!? 2002, nr 5, s. VI.
 19 Tamże.
 20 Kudzia P., Pawelczyk G., Biurokr(e)acja, ?Wprost 1998, nr 4, s. 32.
 21 Do naczelnych organów władzy zalicza się m. in. Kancelarie Sejmu, Senatu, Prezydenta, naczelne sądy i trybunały, NIK, RPO, itd.
 22 Gawryś F., Szyderczy uśmiech socjalizmu, ?Rzeczpospolita? 1999, nr 68, dodatek: ?Urzędnicy, przepisy, decyzje?.
 23 Kudzia P., Pawelczyk G., Do kasacji, ?Wprost? 2001, nr 15, s. 31.
 24 Wilczyński W., Kto i jak do Unii, ?Wprost? 2002, nr 27, s. 51.
 25 Hyży A., Kluzik Rostkowska J., Biurokratura, ?Wprost? 1999, nr 5, s. 32.
 26 Rogowski T., Potrzeba więcej urzędników, ?Najwyższy CZAS!? nr 6, s. XIV.
 27 Tamże.
 28 Na podstawie Roczników Statystycznych GUS.
 29 Kudzia P., Pawelczyk G., Dyrekturyzacja, ?Wprost? 2000, nr 51, s. 23.
 30 Mysłek T., Biurokracja, czyli 500 proc. normy, ?Najwyższy CZAS!? 1999, nr 23-33, s. XXXI.
 31 Z ulotki wyborczej Unii Polityki Realnej z 1997 r.
Tomasz Cukiernik
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 
Wyświetlony 7048 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.